test

środa, 30 listopada 2011

Świąteczny konkurs makijażowy!


Dziewczyny, żeby nudno nie było, postanowiłam zorganizować konkurs, w którym możecie wygrać kosmetyki do makijażu - na pewno Wam się przydadzą na nadchodzący 2012 rok :P
Konkurs polega na stworzeniu świątecznego makijażu - technika dowolna, może to być zwykły makijaż, może być artystyczny, możecie malować nie tylko po twarzy ale i po szyi czy dekolcie :) Możecie używać wszystkiego czego tylko chcecie, farbki, cienie do powiek, eyelinery, brokaty i wszystko inne co może się ze świętami Bożego narodzenia kojarzyć :)
Liczą się nie tylko umiejętności, ale przede wszystkim kreatywność!

Nie musicie malować siebie, możecie pomalować kogoś innego. Ale żeby było sprawiedliwie proszę o nadsyłanie zdjęć wyłącznie zrobionych przez siebie, amatorskich - zdjęcia z profesjonalnych sesji zdjęciowych nie będą brały udziału w konkursie!
ZASADY:
1. Musisz być publicznym obserwatorem bloga.
2. Musisz wykonać makijaż o tematyce świątecznej dowolną techniką i zrobić zdjęcie (z profesjonalnych sesji nie biorą udziału w konkursie).
3. Napisać u siebie w profilu oddzielną notkę, w której informujesz o udziale w moim konkursie (podając link do mojego bloga/konkursu) i wstawisz zdjęcia tego makijażu (1 do 3 zdjęć tego samego makijażu).
4. Napisać pod tym postem, że bierzesz udział w konkursie i wstawić link do notatki na swoim blogu, w którym zamieściłaś zdjęcia konkursowego makijażu.
5. Zgłaszanie swoich prac do 23 grudnia tego roku, wyniki będą ogłoszone 25 grudnia, wysyłka nagród 28-go (wysyłam tylko na terenie Polski)
6. Nagrodą za pierwsze miejsce jest zestaw kosmetyków, które widzicie poniżej (paletka cieni Joko, paletka cieni Hean, róż do policzków Elite, baza pod makijaż APC, cień sypki APC, rozświetlcz Benefit High Beam, wkład cienia do powiek Elite, czarna kredka do oczu, błyszczyk Oriflame, próbka podkładu Bourjois- zostały użyte jednorazowo do recenzji):
 Dodatkowo dla jednej osoby przyznam nagrodę pocieszenia - nagroda będzie niespodzianką :)
Zwycięzcę jak i wyróżnienie wybieram Ja :) 

Mam nadzieje, że chętnie weźmiecie udział i prac będzie sporo do wyboru :)

W ZWIĄZKU Z MOIM BRAKIEM INTERNETU KONKURS PRZEDLUZAM! PRACE MOZNA WYSYŁAĆ DO 31 GRUDNIA!!!

wtorek, 29 listopada 2011

Krem z mleka klaczy... i nagroda oriflame

Jakiś czas temu dostałam od firmy BeWell produkt, jakim jest Krem z Mleka Klaczy :)
KREM Z MLEKA KLACZY(klik):
pojemność: 100 ml
cena: 159 zł
Krem z mleka klaczy to krem przeznaczony specjalnie do skóry z problemami. Nadaje się do stosowania dla całej rodziny - dla kobiet, mężczyzn, a także dla dzieci. Szczególnie polecany jest osobom o suchej skórze, z problemami takimi jak egzema, łuszczyna, nadmierne rogowacenie, AZS, trądzik, stany zapalne; dodatkowo działa przeciwzmarszczkowo. Może być stosowany również do ciała, a także jako krem chroniący przed wiatrem i mrozem - idealny na nadchodzącą zimę.
Krem głownie stworzony jest  z mleka klaczy - klacze są specjalnie hodowane w Szwajcarii na ekologicznych terenach, mleko klaczy zbliżone jest bardzo do ludzkiego, jest bardzo odżywcze, zawiera laktoferynę. Dodatkowo krem zawiera wiele witamin, minerały, nienasycone kwasy tłuszczowe i liposomy.
ubytek kremu po prawie miesięcznym stosowaniu 1 x dziennie
Krem jest mleczno białego koloru, delikatnej konsystencji z małymi grudkami - które bardzo szybko zanikają podczas rozsmarowywania kremu. Ma moim zdaniem bardzo przyjemny zapach, mi się właśnie kojarzy z mlekiem. Łatwo się go rozsmarowuje na skórze, początkowo widać białe ślady kremu, jednak szybko się to wchłania i go nie widać. Wg opisu producenta, krem nie pozostawia tłustego filmu - moim zdaniem tak nie jest. Dla mnie ten krem jest dość tłustawy (w porównaniu z kremami Vichy Normaderm, De Noyles normalizującym, Bioclin Acnelia - które sie błyskawicznie wchłaniają i nic na skórze nie widać), mam mieszaną skórę, w kierunku do tłustej i tym kremem jestem w stanie smarować się jedynie na noc - na dzień, jest to zbyt tłusty dla mnie krem, lepkość skóry(tłusty film) czuję po tym kremie kilka godzin, gdy się posmaruję na noc tym kremem to nawet rano na mojej skórze można go wyczuć. Jednak na pewno nie jest to tak tłusty krem jak np. Nivea. Polecam ogromnie do suchych skór! Czasami po zastosowaniu toniku mam ściągniętą skórę twarzy, i jak użyję tego kremu z mleka klaczy to jak ręką odjął - od razu skóra się cała rozpręża :)
Jesli chodzi o jego działanie...
Na początku stosowania tego kremu dostałam wysypu pryszczy i byłam przekonana, że to od tego kremu bo za tłusty - przerwałam jego stosowanie bo chciałam zobaczyć czy to od kremu czy to czysty zbieg okoliczności. Gdy moja skóra doszła do jakiegoś ładu wznowiłam stosowanie. Stosuję ten krem codziennie wieczorem i do tej pory nie zauważyłam żadnego pogorszenia jej stanu, a stosuję już ok 3 tygodni - więc tamten przypadek to byl czysty zbieg okoliczności(może ze stresu albo okresu przedmiesiączkowego). Przez te 3 tygodnie nie zauważyłam jakiejś zawrotnej zmiany wyglądu mojej skóry - jednak na pewno jest bardzo dobrze nawilżona, dobrze odżywiona, nie pojawiły mi się na twarzy żadne niespodzianki w postaci dodatkowych pryszczy, pojawia się ich mniej niż zwykle :) więc za to duży plus. Krem delikatnie wygładza i rozjaśnia skórę. Myślę, że może gdybym miała suchą skórę i mogła go stosować częściej niż tylko wieczorem to bym zobaczyła lepsze efekty.
Fajnie też działa na skórę na łokciach - która u mnie jest przesuszona i ciut zrogowaciała - bardzo polecam :) 
Krem jest bardzo wydajny :)  stosuję go już praktycznie miesiąc a nadal jest z opakowaniu - mimo, że nie dostałam produktu pełnowymiarowego.

Niestety krem nie jest tani, 159 zł to dużo jak dla przeciętnego Polaka - jednak jakby podzielić tą cenę na pół to wyszło by ok 80 zł za 50ml krem - to juz lepiej brzmi, bo to cena taka jak za kremy Vichy czy la roche Posay, których wiele z was na pewno używa :) Krem ma wiele zastosowań, nie tylko na twarz, i może go stosować cała rodzina - więc myślę że warto :)

***************************************

Dodatkowo chciałam Wam napisać, że w weekend na stronie Papilot.pl opublikowano mój makijaz step by step ze złotą kreską, który Wam wcześniej prezentowałam na blogu i w związkuz  tym otrzymałam nagrodę ufundowaną przez Oriflame - tusz do rzęs, błyszczyk i puder :)

niedziela, 27 listopada 2011

róże MAC'a + zakupy Fred farrugia

 A dziś tak dla odskoczni od wszelkich produktów, które dostaje do recenzji postanowiłam Wam krótko opisać róże do policzków globalnie znanego MAC'a :)
Miałam w swoim posiadaniu jeden kremowy, i mam 2 pudrowe  -których obecnie się pozbywam bo zamówiłam paletę 6 sztuk, więc zapraszam na moje allegro (sprzedaje też tusz Diorshow 360 w atrakcyjnej cenie)

Na początku pochwalę się swoimi zakupami w Sephorze. Obecnie jest tam promocja 50 % na wszystkie produkty Fred Farrugia - nie miałam styczności jeszcze z tą marką, i opinii słyszałam niewiele, ale zawsze mnie intrygowały, szczególnie to opakowanie, które można składać z takiej ilości kosmetyków z jakiej się chce. Postanowiłam skorzystać z promocji i zaspokoić swoją ciekawość :)
Kupiłam opakowanie które miało w sobie moduł z lusterkiem i dwoma cieniami do powiek oraz wełniany futerał (cena:73 zł), a także rozświetlacz do policzków(69 zł) i cienie do brwi(69 zł) - łącznie, dzieki promocji 50 % taniej, zapłaciłam tylko 105 zł!
Rozświetlacz i cienie do brwi zapowiadają się wyśmienicie :) Dam Wam znać jak potestuję dokładniej :) Macie coś z tej firmy? coś polecacie a czegoś nie?


***********************************************


MAC - róże do policzków:
pojemność: 6 g
cena: 80-90 zł

Jeśli chodzi o róże w kamieniu to posiadam dwie sztuki (obie możecie kupić u mnie na aukcjach allegro, link wyżej), różnią się nie tylko kolorem i wykończeniem, ale także konsystencją.
W każdym bądź razie opisując je ogólem - są w typowych dla Mac'a opakowaniach, klasycznych, solidnych. Przyjemnie się je nakłada na buzię pędzlami, ciężko zrobić sobie nimi plamy, można łatwo dawkować ilość różu na policzku - z każdą kolejną warstwą uzyskujemy mocniejszy efekt. Jeśli chodzi o trwałość - nie powala na kolana, ale kilka godzin bez problemu się na naszej twarzy utrzymają.
Dodatkowo jedna sztuka różu w kremie, którą opiszę krótko poniżej.

kolor BREEZY - Sheertone, Shimmer Blush:
Ma piękny różowy kolor, delikatnie połyskuje bo zawiera w sobie mikrodrobinki brokatu, jest dość miękki - szybko widać jego zużycie w opakowaniu. Super wygląda na buzi, ładnie ją ożywia. Moim zdaniem do każdej karnacji będzie pasował :)



kolor MARGIN - Frost, Powder blush:
Ten róż jest o wiele twardszy, trudniej nabiera się na pędzel, jednak mimo to bardzo ładnie prezentuje się na twarzy. Ma piękny złoto - brzoskwiniowo - różowy kolor, ładnie ociepla buzię; mocno połyskuje (jest tak jakby metaliczny). Moim zdaniem działa jako rozświetlacz, róż i bronzer w jednym :P




kolor UNCOMMON - blushcreme:
Ten w przeciwieństwie do pozostałych to róż w kremie. Ma gęstą, moim zdaniem tłustą, konsystencję  - nie polecam osobom z tłustą cerą. Ładnie się prezentuje na twarzy - jednak moim zdaniem ten, kolor nadaje się tylko do jasnych cer, gdyż nie jest zbyt intensywny. Łatwo się rozprowadza na buzi, cięzko jednak osiągnąć nim mocno wyrazisty efekt.



Teraz z niecierpliwością czekam na paletę 6 róży Mac'a, którą udało mi się kupić od pewnej maxmodelsowiczki za 300 zł(a normalnie kosztuje niecałe 500)  :D  Zapewne niebawem Wam ją po krótce zrecenzuję ;)

piątek, 25 listopada 2011

paletka Make Up Atelier Paris T12 + nowe paczki

Dzisiaj postanowiłam zrecenzować paletę cieni, którą dostałam od firmy FOLARONI w prezencie :) Jeszcze raz chciałam baaardzo podziękować!
Długo przymierzałam się do zakupu słynnych paletek 5 cieni Make Up Atelier Paris, ale jakoś nigdy mi to nie wychodziło - i teraz proszę, niespodzianka od Folaronów :)


PALETA 5 CIENI  Make Up Atelier Paris: 
pojemność: 10 g (5 cieni)
cena: 115 zł
Do wyboru mamy aż 21 zestawień kolorystycznych, matowych, perłowych, brokatowych, satynowych, mieszanych... Pełny opis właściwości i kolorówkę znajdziecie klikając w nazwę paletki powyżej.  Cienie wg producenta mają się świetnie rozprowadzać, być długotrwałe, wodoodporne. Jeśli chodzi o cenę - niby wydają się być te paletki drogie, ale jakby podzielić cenę to wychodzi 23 zł za 1 cień do powiek - czyli o połowę taniej niż wkład cieni Mac'a (bo tam kosztuje 49), i minimalnie drożej niż okrągłe cienie z Inglota.
 Cienie zawarte są w solidnym opakowaniu plastikowym z przeźroczystym wieczkiem, przez co łatwo je odróżniać od siebie bez ich otwierania. Jeśli chodzi o ich konsystencję - są dość miękkie, kruche, denerwuje mnie to że jak sie nabiera je pędzlem to pełno cienia osypuje się w paletce - na szczęście na powiece się tak nie osypują :P Cienie te są dużo łatwiejsze w aplikacji niż cienie artystyczne tej firmy. Dodatkowo mają przyjemny, pudrowy zapach. Mają świetną pigmentację, nawet biały ładnie pokrywa powiekę - a wiadomo, że to rzadkość wśród cieni. Bardzo dobrze się rozprowadzają, łatwo się je rozciera, świetnie komponują się ze sobą - zestawienie kolorystyczne tych cieni jest idealnie dobrane.


Wybrałam paletę cieni nr: T12 - satynowa biel, jasne i ciemniejsze perłowe srebro, matowy ciemno szary z delikatnymi drobinkami srebra, czarny ze srebrnym brokatem - można stworzyć nim świetne makijaże w srebrzystych kolorach, paletka nadaje się super do robienia makijażu smoky... i do wszelkich innych kompozycji. Zbliża się Sylwester więc myślę, że pójdzie mocno w ruch :)  Poniżej makijaż wykonany w pełni tą paletką (dodatkowo możecie zobaczyć różnice między wykończeniem makijażu oka białą a czarną kredką na linii wodnej):
Jeśli chodzi o trwałość tych cieni... wypróbowałam je na bazach APC cosmetics, Urban Decay i bez żadnej bazy na sucho... Za każdym razem cienie wyglądają świetnie, oczywiscie najlepiej trzymały się na bazie z Urban Decay, na bazach APC pokażę Wam na zdjęciach poniżej, bez żadnej bazy trzymały się ok 7 h bez żadnego poruszenia, później pomalutku zaczęły się wycierać - jednak mimo to makijaż oka był widoczny co najmniej 13 godzin, bo potem, go zmyłam.
Cena nie jest mała, ale myślę, że cienie warte swojej ceny :)


***************************************


Dodatkowo chciałam napisać o dzisiejszych nowych paczuszkach :)
Jako pierwsza dotarła paczka z firmy JADWIGA, która zajmuje się sprzedażą detaliczną kosmetyków, jak również ma linię profesjonalną do salonów kosmetycznych.
W paczce znalazło się Serum kolagenowe, Maska gumowa - Algi białe, próbki peelingu naturalnego, kremu bionawilżającego, kremu matująco-antybakteryjnego i papki do cery trądzikowej :)

Wznowiłam również współpracę z marką HEAN, z czego się również cieszę. Dostałam 2 cienie artystyczne i dwie paletki 4 cieni :) niebawem recenzje:)

środa, 23 listopada 2011

Pachnąca Szafa + recenzje baz APC cosmetics

Dotarła do mnie dzisiaj łączna  paczka z Pachnącej Szafy  i Natura Officinalis:) To już 26 firm, które wysłały mi kosmetyki, bym Wam je recenzowała :)
Byłam nią mile zaskoczona, wystarczyło otworzyć karton, a po całym pomieszczeniu rozszedł się piękny zapach - mi od razu skojarzył się ze świętami, bo najbardziej poczułam goździki :)
W paczce znalazło się kilka bardzo przyjemnych rzeczy:
-Krem matujący Natura Officinalis
-Pachnące saszetki do prezentów i do szafy
-Spray odświeżający do szafy
-Pachnący woreczek
Nie jestem człowiekiem, który wydaje swój budżet na jakieś pachnidła do domu czy do szafy, więc będzie to dla mnie miłe doświadczenie, a nóż polubię?


*********************************

A teraz pora na recenzje :) Od firmy APC Cosmetics dostałam jakiś czas temu kilka kosmetyków, wśród nich 2 bazy:
-Wodoodporna baza pod makijaż (woskowa)
-Eye fixing gel


APC Wodoodporna baza pod makijaż:
pojemność: 5 g
cena: 14 zł


Opis producenta:
Wysokoodżywcza, wodoodporna, ochronna baza pod makijaż oczu i całej twarzy. Sprawia, że Twój makijaż będzie wyjątkowo trwały, odporny na ścieranie, a skóra odżywiona i zabezpieczona przed niekorzystnym wpływem środowiska.
Sposób użycia: cienką warstwę bazy nałożyć delikatnie opuszkami palców na powieki lub / i całą twarz. Na bazę można nakładać cienie sypkie, prasowane, brokat, pudry, róże itp. w zalezności od żądanego efektu. Baza jest wodoodporna.

Jeśli chodzi o moją opinię...Baza znajduje się w prostym, plastikowym opakowaniu, dla mnie wygląda troszkę bazarowo - ale wiadomo, nie opakowanie jest najważniejsze. Baza ma przeznaczenie do nakładania na całą twarz i na powieki - ja wypróbowałam ją tylko na powiekach, gdyż baza jest woskowa, a tym samym dość tłusta. Wydaje mi się, że nie ma szans zastosować ją na cerę mieszaną(jaką mam) i na tłustą - moim zdaniem na całej twarzy będzie się bardzo sprawdzała przy przesuszonej skórze. Wtedy na pewno dobrze skórę nawilży, a wręcz natłuści. Dobry to też będzie sposób na ochronę naszej skóry w zimie - bo wiadomo mróz źle wpływa na naszą cerę, szczególnie na skóry przesuszone czy naczynkowe... a przez tłuste warstwy mróz tak nie przenika.
 Na cerach tłustawych moim zdaniem przyspieszy świecenie się.
Jeśli chodzi o zastosowanie na powieki - baza ma przyjemną konsystencję, łatwo się rozprowadza, jest przeźroczysta. Mimo tego iż jest woskowa, cienie fajnie się na nie aplikuje i rozciera. Baza niestety nie wzmacnia trwałości cieni tak jak np. baza z Urban Decay, ale na pewno jej użycie w niczym nam nie zaszkodzi. Efekty utrzymywania się cieni (użyłam paletki T12 Make Up Atelier Paris) możecie zobaczyć na dole posta, porównałam ją z Eye Fixing Gel :)

APC Eye Fixing Gel:
pojemność: 6 ml
cena: 13 zł
To żel utrwalający makijaż oka i pielęgnujący powiekę. Zawarty jest w plastikowym opakowaniu, podobnym do błyszczyka. Przeźroczysty, wodnisto-żelowy. Możemy nałożyć cienka warstwę produktu na powiekę i następnie na lekko wysychający żel nałożyć wszelkiego rodzaju cienie bądź brokat. Możemy również wymieszać z brokatem czy cieniem sypkim  co nam posłuży fajnie do malowania kresek czy jakichkolwiek esów floresów - nie jest to zgodne z jej przeznaczeniem, ale myślę że to fajna alternatywa do stosowania :) Tutaj Wam pokażę przykład jak można wymieszać ten produkt z brokatem:
Niestety po dwukrotnym polaniu ręki wodą, cały brokat spłynął - no ale nie oczekiwałam cudów, gdyż baza nie jest  bazą wodoodporną. Więc polecam na suche warunki :)
Jeśli chodzi o aplikację cieni - bardzo prosto się je nakłada i rozciera na tym żelu, obojętnie czy na lekko wysychającym czy na całkiem suchym. Poniżej zdjęcia pokazujące trwałość makijażu na obu bazach, Żel fiksujący wypada tutaj gorzej jeśli chodzi o trwałość, ale ma więcej zastosowań :)
Bazy są dość tanie, jak na taką cenę to myślę że nie ma źle :)
Stosowała któraś z Was kosmetyków tej firmy? Jak wrażenia?


ps: Przypominam, że nadal czekam na zdjęcia Waszych brwi! Brakuje mi jeszcze kilka maili, bym mogła napisać kolejny post, w którym Wam pomogę je zmienić :) Przypomnę Wam poprzedni - KLIK

poniedziałek, 21 listopada 2011

balsamy Figs & rouge + paletka T12 MAP i nowa współpraca :)

W dzisiejszym poście zrecenzuję balsamy Figs & Rouge, które dostałam od firmy Ecosotique.
Pokażę Wam również prezent jaki dostałam od Folaronów - czyli paletkę T12 Make Up Atelier Paris, oraz przedstawię Wam moją nową współpracę, którą podjęłam z firmą Biocosmetics :)


BALSAMY Figs & Rouge:
pojemność: 8 ml
cena: 18,50 zł
Do testów dostałam 2 rodzaje balsamów organicznych Figs & Rouge: Sweet Geranium oraz Peppermint & Tea tree.
Są to balsamy organiczne, które wpływają dobroczynnie na skórę naszych ust, a także całego naszego ciała.
Zawarte są w małych okrągłych, metalowych opakowaniach, o przyjemnej szacie graficznej. Zajmują mało miejsca i na pewno zmieszczą się do każdej torebki czy kieszeni.  Możemy je stosować na skórę ust, twarz (choć moim zdaniem to tylko przy ekstremalnych warunkach pogodowych, bądź strasznie przesuszonej skórze), a także na całe ciało - ja polecam głównie na przesuszoną skórę łokci czy kolan. Bardzo dobrze nawilżają, są wydajne - przynajmniej jeśli chodzi o zastosowanie tylko do ust.
Balsamy te wyglądają  w środku jak utwardzona wazelina o białawym zabarwieniu. Bardzo łatwo nabiera się je palcem i już niewielka ilość wystarczy by posmarować nimi całe usta. Na ustach nie klei się, jest bardzo przyjemny. Bardzo fajnie działają na skórę spierzchniętych ust, ale dość szybko znika, tzn myślę że jakby się chciało miec non stop nimi pokryte usta to tak co godzine na pewno trzeba by poprawiać. Efekt na ustach jest całkiem fajny, usta ładnie połyskują(wyglądają jak po bezbarwnym błyszczyku) i mają ładny naturalny kolor, są miękkie i sprężyste. Stosowałam również na skórę dłoni i łokci i też polecam.

Sweet Geranium: 
Ma koić i łagodzić suche i spierzchnięte usta. Balsam nie tylko do ust ale i całego ciała. W opisie produktu pisze, że balsam jest słodki - jednak nic z tych rzeczy. Dla mnie ma niezidentyfikowany zapach, nie podoba mi się, nie przypomina mi żadnych owoców ani kwiatów, wąchając opakowanie moge stwierdzić że jest na serio brzydki... ale jak się posmaruje nim ciało to tego nie czuć i zapach się delikatnie urozmaica - szkoda że w opakowaniu nie pachnie tak jak na skórze.
W jednym z nich wytworzyła się po kilku dniach dziwna powłoka, wyglą jak kożuch robiący się na mleku - nie wiem czemu tak się wytworzyło, ale na szczęście dało radę ściągnąć tą skórkę i normalnie stosować produkt:

Peppermint & Tea tree:
Ma właściwości ochronne i lecznicze na podrażnione i spierzchnięte usta, a także na skórę. Ma właściwości antybakteryjne i kojący wyciąg z mięty, przyśpiesza również regenerację drobnych skaleczeń, otarć i wyprysków. Niestety na skaleczenia ani wypryski nie próbowałam go stosować, nie jestem przekonana do stosowania na takie sytuacje czegoś tłustego. Ten ma zdecydowanie przyjemniejszy zapach,  taki miętowy. Delikatnie chłodzi usta. I podobnie jak ten powyższy bardzo fajnie działa na usta i skórę.
Miałyście już te balsamy? Jesteście z nich zadowolone? :)
Ja myślę, że takie balsamy to świetna sprawa, tym bardziej teraz kiedy nadchodzi zima, i na usta powinnyśmy stosować jak najmniej wodniste kosmetyki.

Jeden z nich można wygrać w rozdaniu, które obecnie trwa na moim blogu - wszelkie info klikając w fote rozdania w panelu po prawej stronie.

Zapraszam do polubienia FIGS & ROUGE na facebooku :)

******************************************

Dodatkowo chciałam się Wam pochwalić prezentem od sklepu Folaroni, w postaci paletki 5 cieni Make Up Atelier Paris w wybranym kolorze. Wybrałam zestawienie T12 bo ostatnio mało srebra w moim kuferku. Jestem megaśnie zadowolona z tego prezentu :D Niebawem recenzja tej paletki, a także cieni sparkle :)

Dotarła równiez do mnie dzisiaj paczuszka od firmy Biocosmetics Polska, a w niej znalazły się 2 szpatułki, czepek, no i przede wszystkim glinka zielona i algowa maska nawilżająca do twarzy :)

sobota, 19 listopada 2011

Błyszczyki: JOKO double Therapy + ELITE Shine Up Gloss

Nie wiedziałam co dziś zrecenzować, postanowiłam napisać o dwóch błyszczykach, które  z teego rodzaju kosmetyków mi zostały :)
Błyszczyk Elite Shine Up Gloss dostałam jakiś czas temu do testów od sklepu MAKEUPMARKET :)
Błyszczyk Joko Double Therapy dostałam kilka dni temu od firmy Joko Cosmetics :)

Błyszczyk JOKO Double Therapy:
cena: 17,20 zł
pojemność:  4,6 ml
Pełny opis właściwości znajdziecie na stronie produktu, klikając w podlinkowaną wyżej nazwę błyszczyka.
Dostępny w 6 odcieniach. Błyszczyk jest w przyjemnym dla oka opakowaniu, dół okrągły, nakrętka trójkątna. Opakowanie solidne. Jeśli chodzi o aplikator, jest to standardowy włosisty aplikator, z tym że trochę dłuższy niż zwykle i całkowicie prosty, wiec ma dość dużą powierzchnię - dla dziewczyn z dużymi ustami będzie świetny w aplikacji, te z wąskimi raczej będą musiały nakładać błyszczyk czubkiem aplikatora bo inaczej mozna sobie wyjechać łatwo poza obrys ust. Błyszczyk ten moim zdaniem jest dość wydajny, tyle błyszczyka ile nabierze się na aplikator jednokrotnie starcza na pomalowanie całych ust i dość fajny efekt (to co poniżej na zdjęciach ust to podwójna aplikacja).
Błyszczyk ma za zadanie powiększać optycznie usta i je pielęgnować. Błyszczyk zawiera kompleks kolagenowy oraz masło aloesowe, zawiera również witaminy E i F - patrząc na składniki, które mówią same za siebie, błyszczyk powinien nam dobrze usta nawilżać, wygładzać, ujędrniać i odżywiać. I tak moim zdaniem jest :) Błyszczyk bardzo fajnie nawilża usta. Jeśli chodzi o efekt optycznego powiększenia - też ten efekt delikatnie widać. Po nałożeniu błyszczyka na usta czujemy delikatne mrowienie, chłodzenie, usta się stają bardziej napięte.
Ja dostałam do przetestowania błyszczyk w kolorze J 87 -  przyjemny, różowo-brzoskwiniowy kolorek, zawierający pięknie mieniące się srebrzyste drobinki. Moim zdaniem bardzo ładnie prezentuje się na ustach, świeżo, dziewczęco. Będzie też idealny do makijazy ślubnych :)
Producent obiecuje aloesowy zapach błyszczyka  - no i tak jest :) błyszczyk przyjemnie pachnie, świeżo, aloesowo (mi też sie kojarzy z zapachem melonów).
Jesli chodzi o jego trwałość... po jednokrotnej aplikacji błyszczyka, po 1,5 h juz go słabo widać - tzn. dalej czujemy nawilżenie ust i usta ładnie się błyszczą od tych srebrzystych drobinek które zostają na naszych wargach na dłużej, ale juz nie wyglada tak jak po nałożeniu. Efekt nawilżenia czujemy jeszcze  jakiś czas :) Jeśli chodzi o kleistość - delikatnie się klei, ale nie jest to moim zdaniem uciążliwe.
Bardzo pozytywne wrażenie na mnie sprawił ten błyszczyk, szkoda tylko że jest go tak mało (4,6 ml), a opakowanie jest dość duże i złudnie możemy myśleć że mieści więcej :P


ELITE Shine Up Gloss: 
Cena: 24,90 (promocja: 15,90!)
pojemność: 7 ml
Pełny opis i kolorówka w podlinkowanej nazwie błyszczyka powyżej.
Dostępny w 8 kolorach. Błyszczyk w solidnie wykonanym opakowaniu o kwadratowym wykończeniu. Aplikator błyszczyka jest standardowy, nabiera niewielką ilość błyszczyka - żeby pomalować całe usta moim zdaniem trzeba co najmniej trzykrotnie nabrać błyszczyk na aplikator(taki efekt jak na poniższym zdjęciu na ustach uzyskałam nabierając błyszczyka bodajże 6-ciokrotnie); niby to dużo, ale błyszczyka nabiera się mało na aplikator, wiec tak czy siak uważam go za w miarę wydajny.
Producent obiecuje maksymalne lśnienie i  intensywny kolor - i tak jest :) Szkoda tylko że nie pisze nic o składnikach, które zawiera w sobie ten błyszczyk.
Błyszczyk ma przyjemną, żelową konsystencję. Dostałam kolor nr 11 - intensywny róż. Zawiera w sobie maleńkie drobinki w kolorze srebrnym i niebieskim i fioletowym - są tak drobne, że właściwie się wydaje że ich nie ma, i błyszczyk jest po prostu metaliczny. Daje to bardzo fajny efekt na ustach, są intensywnie różowe, ale opalizują na niebiesko-fioletowo. Jak się go użyje dość dużo to daje fajny szklany efekt z ładnym pomysłem - świetny moim zdaniem na wszelkie imprezy, bądź przy delikatniejszym makijażu oka i chęci pokazania ust :) Delikatnie się klei, podobnie jak w błyszczyku Joko - mi to w ogole nie przeszkadza bo nie jest to jakieś intensywne klejenie się.
Jeśli chodzi o trwałość... po 2 godzinach(z dużą ilością błyszczyka) już go prawie nie widać, zostaje na ustach tylko pomysł, i lekkie uczucie nawilżenia.
Kolor moim zdaniem jest zachwycający, ciekawa jestem innych kolorów z tej serii.


I jak Wam się podobają te błyszczyki? Który Was bardziej przekonuje? :):)


Polecam polubienie stron na fb:

środa, 16 listopada 2011

Krem normalizujący DE NOYLE'S + nowa współpraca

Nie chciałam nic dzisiaj pisać, ale jako że dotarła dzisiaj do mnie nowa paczuszka, stwierdziłam, że jednak to zrobię :)
Przed Wami krem normalizujący firmy De Noyle's, który dostałam przy okazji współpracy z firmą ABACOSUN :)

DE NOYLE'S Crema normalizante 24 h:
pojemność: 50 ml
cena: 112 zł
Opis producenta: Lekki krem nawilżający na dzień i na noc z olejkiem z drzewa herbacianego i tioxolone. Reguluje pracę gruczołów łojowych, działa antybakteryjnie i przyspiesza regenerację naskórka. Nawilża skórę, posiada także działanie matujące. Krem wzbogacony jest wyciągami z łopianu, chmielu, rumianku, grzybów Shiitake oraz alantoiną i kolagenem, pomagającymi utrzymać jędrną, zdrową skórę.


Powiem Wam na samym początku, że krem powoli mi się kończy i bardzo tego żałuję! 

Mimo dwóch dużych minusów, jakim jest cena i zapach, krem mogę zaliczyć do moich ulubionych. Używam go już od półtora miesiąca, z początku 2 razy dziennie, teraz juz tylko rano, bo testuję też inny krem.
Odnośnie tych minusów - jego cena jest dość wysoka, bo 112 zł za 50 ml... można by sobie spokojnie kupić za to 2 inne kremy, albo nawet 3. Jednak patrząc na działanie tego kremu myślę, że warto :)  Drugi minus - zapach. Krem paskudnie śmierdzi, cięzko mi ten zapach opisać... połączenie ziemistości z jakąś miętą, odpychający lekarski zapach - przez pierwsze 3 dni jak się nim smarowałam to chodziłam ze skwaszoną miną, nie mogłam również smarować się nim za blisko oczu bo od razu mnie piekły od tego zapachu... Ale potem już było coraz lepiej :) teraz już w ogóle nie zwracam uwagi na ten zapach, nawet jak go wącham prosto z opakowania to nie czuje takiej tragedii jak na początku - mój nos się szybko przyzwyczaił do tego kremu, po tygodniu stosowania już mogłam całkiem normalnie się nim smarować, i teraz na prawdę ciężko mi z tym, że krem się powoli kończy :):)
Przejdę w końcu do jego opisu i plusów :)
Krem jest w prostym plastikowym opakowaniu, widząc go nie pomyślałabym że jest to tak drogi krem. W środku mamy żelowo-galaretowaty krem w jasnym odcieniu zgnitej zieleni, kolor też nie wygląda przyjemnie. Krem ma bardzo przyjemną konsystencję, jest niesamowicie lekki i delikatny, świetnie się go rozsmarowywuje na twarzy i szyji. Co jest jego ogromnym plusem - bardzo szybko się wchłania. Na opakowaniu pisze, że mamy masowac nim buzię aż się wchłonie, ale moim zdaniem nie jest to konieczne, bo nawet tylko jak rozsmarujemy go na twarzy i zostawimy, to w ciągu 2 minut nie ma po nim śladu.
Skóra jest wygładzona, zmatowiona, wygląda żywiej.
Po dłuższym stosowaniu śmiało mogę stwierdzić, że wszelkie obietnice są spełnione, nawet więcej. Krem nawilża naszą skórę, delikatnie matuje, rozjaśnia, wygładza. Przez okres stosowania tego kremu wydaje mi się, że pojawiło się na mojej twarzy dużo mniej niedoskonałości niż zwykle, a te, które były, szybciej się goiły. Krem ma przeznaczenie do cery tłustej - i do takiej go polecam, tłustej, mieszanej z tłustą itd. Do suchych raczej go nie polecam, bo jego konsystencja i szybkie wchłanianie raczej go nie polecam - nie nawilży Waszej skóry na wystarczającym poziomie.
Krem, poza parabenami(co jest prawie oczywiste w dzisiejszych czasach), zawiera wiele składników, które idą na jego plus :) Cyklometikon(olej silikonowy), glicerynę, wyciąg z drożdży, wyciąg z łopianu, skwalan, kolagen morski, ekstrakt z szyszek chmielu, olejek drzewa herbacianego, kwasy betahydroksylowe, alantoinę, wyciąg z nagietka, ekstrakt z grzybów shitake, tioxolone(zawiera dużo siarki) - więc same składniki, które wpływają na dobre, normalizujące działanie dla naszej tłustej, mieszanej cery. 
I jak Wam sie podoba? Stosujecie do codziennej pielęgnacji kremów z jakiej półki cenowej? 
Ja do tej pory najdroższe kremy jakie kupiłam to Vichy/ La roche posay :P


*************************************************


A teraz nowa współpraca :) KOSMETYKI ELFA, które możecie kupić w sklepie VICAR :)
Są to naturalne, ziołowe kosmetyki, wyprodukowane przez Zakłady Farmaceutyczne Elfa z Ukrainy, kojarzone przez wiele z was zapewne z rosyjskich napisów na opakowaniach :)
Z paczki się bardzo cieszę, gdyż kosmetyki mogłam wybrać sama :) 
A w paczce znalazły się:
-Rumiankowy Krem do rąk i paznokci
-Olejek Rozmarynowy na porost włosów
-Peeling do twarzy miodowo-kawowy
-Krem pod oczy odmładzająco-wygładzający
-Naturalne błoto z morza martwego
-Ananasowy żel/szampon do dzieci (niech moja córa też ma coś z tych recenzji:P)
Więc zabieram się do testowania :) niebawem recenzje.