test

wtorek, 31 stycznia 2012

Dzienny "banan" krok po kroku ;)

Miałam dziś pisać recenzję masek algowych  Biocosmetics i Delarom, ale jednak z nudów postanowiłam zrobić kolejny makijażowy tutorial.
Jako, iż zauważyłam, że wiele osób ma problem z makijażem typu "banan" (czasem nazywanym makijażem na literę V) to postanowiłam go wykonać. I to w dość jak dla mnie delikatnej wersji - bo tak delikatnego makijażu swojego oka nie lubię :P

Makijaż typu banan jest idealny dla osób posiadających oczy płaskie(gdzie chcemy optycznie uwidocznić załamanie oka), oczy głęboko osadzone, bądź oczy z opadającą powieką(bo to tą powiekę optycznie uszczupli). W zależności od tego jakie dobierzemy kolory, ich intensywności, możemy taki makijaż zrobić jako dzienny, wieczorowy i każdy inny, bardzo dobrze sprawdza się w makijażach ślubnych :)
Do takiego makijażu będą nam potrzebne co najmniej 2 cienie do powiek, jaśniejszy i ciemniejszy - im bardziej kontrastowe tym lepiej będzie widać tzw. banana. 
Ja użyłam w tym makijażu 4 cieni do powiek: 3 cienie z paletki Revlona (najjaśniejszy pod łuk brwiowy, średni na całą powiekę, najciemniejszy do zrobienia banana), czarnego cienia Inglot do wzmocnienia koloru banana. 
Makijaż również wzmocniłam eyelinerem (pisak z Oriflame).
Pozostałe kosmetyki, które użyłam w makijażu:
-tusz do rzęs Bourjois obrotowy
-beżowy kajal Kryolanu na linię wodną
-rozświetlacz i cienie do brwi Fred Farrugia
-róż Everyday Minerals (New car smell)
-podkład Sephora, kamuflaże Kryolan, puder Kryolan
-błyszczyk Maybelline
A teraz pora na step by step:
1. Powiekę pokrywamy bazą pod cienie (ja użyłam Stay dont stray Benefitu)
2. Pod łuk brwiowy nakładamy najjaśniejszy, połyskujący/perłowy cień (jeśli nie chcemy dużego świecenia i uwypuklania tego miejsca możemy użyć cienia matowego).
3. Na całą powierzchnię powieki ruchomej nakładamy jasny cień do powiek (ja użyłam tego 3-go od góry w paletce Revlona), od razu staramy się go dobrze rozetrzeć na granicy z tym najjaśniejszym pod łukiem brwiowym.
4. Następnie w zewnętrznym kąciku oka nakładamy ciemniejszy cień(ten najciemniejszy w paletce Revlona) i przeciągamy go wzdłuż załamania powieki - możemy to miejsce bez problemu wyczuć palcem, czuć kość oczodołową.
5. Na ten najciemniejszy cień nakładamy trochę czarnego cienia dla wzmocnienia koloru - nie musi to być idealnie bo i tak będziemy wszystko rozcierać.
6. Następnie rozcieramy cienie w załamaniu powieki - ja użyłam pędzla Hakuro H77 bo bardzo go do rozcierania lubię. Rozcieramy cienie na załamaniu powieki wzdłuż tego załamania, oraz na granicy z cieniem pod łukiem brwiowym. Przy powiece ruchomej już musimy uważać z rozcieraniem by przypadkiem nie przyciemnić za mocno tego bazowego cienia, bo gdy kolory za bardzo nam się zleją nie będzie już tak widać tzw. banana.
7. Malujemy kreskę eyelinerem - to nie jest warunek konieczny, ale ja nie lubię tak jasnych makijaży więc musiałam jakoś ten makijaż wzmocnić, a poza tym eyeliner optycznie zagęszcza rzęsy, więc jeśli mamy ich mało, bądź krótkie to warto to zrobić nawet do dziennego makijażu.
8. Malujemy dolną powiekę - od najciemniejszego cienia w zewnętrznym kąciku do najjaśniejszego w wewnętrznym. Linię wodną malujemy białą bądź beżową kredką.
Tuszujemy rzęsy.
Makijaż oka gotowy :)

A makijaż całej twarzy przedstawiał się tak:

I jak się Wam dziewczyny podoba? W ogóle to chętnie się dowiem jaki tutoriale makijażowe chciały byście zobaczyć. Może jest jakiś mejkap, którego nie potraficie wykonać?  Chętnie zrobię coś na wasze życzenie :)

Następne w kolejce będzie zakrywanie tatuaży, bo już mnie ktoś o to poprosił ;)

poniedziałek, 30 stycznia 2012

LAKIEROWO - Nail Tek, Joko, Vipera

 Dziś post o lakierach do paznokci. Dwie recenzje + info o nowej współpracy :)

Na początku chciałam powiedzieć Wam o nowej współpracy, z której się bardzo cieszę. Otóż udało mi się podjąć współpracę z firmą NAIL TEK  - powszechnie Wam zapewne znaną dzięki świetnym odżywkom do paznokci :) Ja dostałam do testów 2 lakiery kolorowe z serii Hydration Teraphy (jeden w kolorze soczystego różu o standardowym wykończeniu, a drugi w kolorze czarnym o wykończeniu matowym). Na firmowej stronie znajdziemy również informację, że firma ta jest również wyłącznym dystrybutorem marki Essie, która też się cieszy sporą popularnością.
Produkty NailTek znajdziemy w dobrych gabinetach kosmetycznych, perfumeriach typu Sephora i Douglas. Można też kupić w internecie.


A teraz recenzje... Chciałam tylko podkreślić, że bardzo często myję ręce, często myję sterty naczyń w moim domu, używam wielu kremów do rąk - moje paznokcie są narażone na duże ich rozmaczanie, i ciężko mi znaleźć lakier, który w tych warunkach nie odpryśnie na drugi dzień...

JOKO Hollywood Colletion Lakier z winylem:
pojemność: 10 ml
cena: ok 12 zł
Są to lakiery inspirowane stylem gwiazd Hollywood'u ;) Do wyboru mamy 10 kolorów.
Ja otrzymałam do recenzji od firmy Joko Cosmetics lakier w kolorze J 157 Amelie's Fairy Thale - piękny, soczyście fioletowy kolor, ze złotymi drobinkami, które świetnie odbijają się pod światło. Ciężko mi to było ująć w świetle  dziennym, ale z lampą błyskową nawet wyszło :)
Z opisu wynika, że lakier ma idealnie kryć nawet przy jednej warstwie, ma był długotrwały, a szeroki, bardziej zaokrąglony pędzelek ma ułatwić aplikację.
I rzeczywiście, lakier jest dość gęsty, ciężko zrobić nim dwie cienkie warstwy, lepiej wychodzi jedna grubsza warstwa - i ta jedna gruba warstwa idealnie pokrywa paznokcie kolorem, nic nie prześwituje, nie robią się żadne smugi. Jeśli chodzi o pędzelek, za pierwszym razem dość ciężko mi się nim malowało paznokcie, ale z każdym kolejnym razem malowało się coraz łatwiej :)
Jeśli chodzi o trwałość... przy moim stylu życia, każdy lakier mi szybko odpryskuje. Ten pierwszego dnia trzyma mi się super, drugiego już pomaleńku zaczyna się ścierać na końcach. Ale w drugi dzień jest to jeszcze do przeżycia, w trzecim koniecznie wymaga nowego malowania. Jeśli chodzi o wysychanie, nie nazwałabym go bardzo szybkim, ale do przeżycia, dla mnie schnie o wiele szybciej niż lakiery np. z Catrice. Lakier wygląda na bardzo wydajny, polubiłam ten kolor, więc często nim maluje swoje paznokcie.


VIPERA Lakier Jumpy:
pojemność: 5,5 ml
cena: 3,59 zł
 Ten lakier dostałam od VIPERY w kolorze nr 135, jak dla mnie to taki ciepły, wrzosowy fiolet.
Jeśli chodzi o dostępną kolorówkę, jest ogromna! Tylko mam tu mały zgrzyt informacyjny... w sklepie Vipery przy niektórych z tej serii(oraz na stronie głownej) pisze, że do wyboru mamy 80 kolorów, przy innych, że 70 kolorów. A jak policzyłam to wyszło 75 :P  Mniejsza z tym, w każdym bądź razie kolorów jest masę, o wykończeniu standardowym, perłowym, opalizującym, z brokatem itd.
Opakowanie lakieru jest bardzo malutkie, jak pisze producent - idealne do torebki i na wyjazd. Mi taki rozmiar opakowania w niczym nie przeszkadza, jednak nakrętka, którą trzymamy podczas malowania, jak dla mnie przez swój mały rozmiar jest mało poręczna, nie do końca stabilna. Producent obiecuje kremową konsystencję, sprawny pędzlelek, odporność na odpryskiwania, i długotrwały efekt, nawet do 5 dni.
Jeśli o to chodzi to tak... konsystencja lakieru jest rzeczywiście super, 2 warstwy dają wystarczająco kryjący efekt, bez smug. Konsystencja sprawia, że lakier na paznokciach wygląda pięknie, wyrównuje płytkę paznokcia, nie podkreśla żadnych nierówności, paznokcie kojarzą mi się z jakąś szklaną powłoką. Super - zresztą na pewno zauważycie patrzac na foty tego lakieru na paznokciach, a tego z Joko, różnica w wyglądzie kolosalna.
Jeśli chodzi o jego trwałość... tutaj niestety trochę gorzej i nie wierzę, że może mieć trwałość 5 dni, chyba że byśmy nic z naszymi dłońmi nie robiły, ale ja często moczę itd, i u mnie trwałość tego lakieru jest straszna. Pomalowałam nim paznokcie rano, a już wieczorem pojawiły się pierwsze odpryski, na drugi dzień doprawiły mi się kompletnie na wszystkich paznokciach, i lakier musiałam zmyć. Schnie dość szybko.
Jednak patrząc na tak niską cenę tego lakieru, i tak piękny efekt jaki daje na paznokciach (bo dawno moja płytka pod lakierem nie wyglądała na tak idealnie równą i połyskliwą, choćby pokryta żelem a nie lakierem), to wydaje mi się, że można przeżyć jego krótką trwałość, na jednorazowe wyjście idealne!


** Zapraszam na fanpage tych marek na Facebook'u - warto być na bieżąco:) 

piątek, 27 stycznia 2012

VIPERA i ELITE - podkład i puder do twarzy

Dzisiaj pod ostrzał pójdą 2 kosmetyki do makijażu twarzy :)
Pierwszy z nich to Puder transparentny rozświetlający marki VIPERA, który jakiś czas temu dostałam od tej właśnie firmy, drugi kosmetyk, który zrecenzuję to Podkład w płynie marki ELITE, który dostałam od sklepu MAKE UP MARKET.

VIPERA Fashion Powder Puder rozświetlający:
pojemność: 13 g
cena:  14,99 zł (w sklepie viperasklep.pl)
Pełny opis produktu możecie znaleźć klikając w nazwę przedmiotu. O dziwo, na stronie Vipery nie ma wśród tych pudrów koloru, który ja dostałam, czyli 509. Na szczęście jest w sklepie Vipery i ma taki opis: Puder z serii Fashion Powder 509 rozpraszając światło, optycznie niweluje niedoskonałości skóry, a tym samym ukrywa zmarszczki. Polecany szczególnie w przypadku cer suchych, zmęczonych, poszarzałych oraz jako antidotum na oznaki starzenia się skóry; karnacja lekko połyskująca wygląda zdrowiej i sprawia wrażenie bardziej napiętej. ;)
Puder jest zapakowany w kartonikowym opakowaniu, jak widać na zdjęciu. W środku znajdziemy produkt włącznie z puszkiem przeznaczonym do jego nakładania - nie użyłam puszku, bo produkt chce przeznaczyć za kilka dni na jakieś rozdanie(więc obserwujcie bloga;)). Puszek jest delikatnie różowy, płaski, ale mimo to dość "mięsisty" więc całkiem spoko, aczkolwiek nie podejrzewam by był jakiejś super jakości. Opakowanie pudru przeźroczyste, plastik łatwo się zarysowywuje.  Nie mniej jednak jest w miarę solidne, nie otwiera się samo z siebie ;)
W środku znajdziemy oczywiście prasowany puder, z fajnym wygrawerowanym wzorkiem. Puder jest koloru ciepłego delikatnego brązu ze złotymi drobinkami.
Bardzo ciężko było mi uchwycić jego wygląd na skórze, ale myślę, że w miarę widać :)  Ja jestem blada, więc tego pudru użyłam tylko na policzki, jako bronzer/róż  i się całkiem fajnie w takiej wersji sprawdził :) Ba, nawet myślę, że nie nadaje się do zastosowania na całą twarz, gdyż drobinki pod światło są mocno widoczne. Cera wygląda rzeczywiście promiennie po jego zastosowaniu :) Na skórze twarzy jest dość trwały, jednak nie jest odporny na ścieranie... ten policzek o który najczęściej się podpieram itd, szybko stał się praktycznie nie widoczny. Na tym, którego nie dotykam, wszystko sie trzymało bez problemu kilka godzin.Teraz na zimę takie złociste brązy myślę, nie są najlepszym rozwiązaniem(no chyba że ktoś ma ciemniejszą karnację), ale na lato będzie super.
Cena jest nie wysoka, więc myślę, że nie ma nic do zarzucenia temu produktowi.

Zapraszam do polubienia VIPERY na facebooku ;)


ELITE Podkład w płynie Perfection:
pojemność: 25 ml
cena: 34.90 zł
Pełny opis klikając w nazwę :) Podkład matujący jest lekkiej konsystencji, dzięki czemu łatwo i równomiernie się rozprowadza na skórze. Można uzyskać efekt od małego do średniego krycia. Podkład ten nadaje się do każdego typu cery.
 Podkład w klasycznym opakowaniu (bardzo mi przypomina podkłady z Inglota) - nie przepadam za takimi opakowaniami, bo nie widać przez nie koloru ani tego ile produktu zostało w środku,ale to jest do przeżycia :)  Na opakowaniu niestety nie ma składu kosmetyku ani daty ważności (tylko informacja 6 m-cy od otwarcia).
Zawiera wyciąg z aloesu i filtry SPF wg opisu producenta.
Podkład występuje w 4 odcieniach, ja dostałam do recenzji podkład nr. 05 Naturel - kolor nadający się do śniadej cery, ciepły odcień beżu. Kolor niestety dla mnie okazał się sporo za ciemny, testy przeprowadzałam na mojej szwagierce, której ten kolor spasował, i ona go do dzisiaj stosuje.
Na przyjemny świeży zapach, fajną lekką konsystencję.
Moim zdaniem raczej jest to podkład wyrównujący koloryt cery, z dużym kryciem sobie nie poradzi. Ale rzeczywiście, słabiej go rozcierając nasza cera wygląda o wiele lepiej.
Tutaj zdjęcie mojej szwagierki przed i po zastosowaniu - bez pudrowania:
Moja szwagierka ma 30 lat i suchą cerę, nigdy podkładów nie pudruje. Ten podobno jest matujący więc tym bardziej przy jej cerze dodatkowego matowienia nie potrzebuje. Generalnie podkład został przez nią polubiony, nie ściera się szybko, długo się utrzymuje w ciągu dnia. Jedyny minus jaki zauważyła to to, że wydaje jej się, że jej cera po nałożeniu tego podkładu wygląda na starszą. Podkład wyrównuje dobrze koloryt, ale nie ukrywa żadnych porów, delikatnie podkreśla zmarszczki mimiczne. Nie wysuszył jej skóry.

Zapraszam na stronę Make Up Market na facebooku :)

czwartek, 26 stycznia 2012

FITOMED - szampon i odżywka do włosów farbowanych

Dzisiaj spontanicznie wpadłam na zrecenzowanie szamponu i odżywki do włosów koloryzowanych (ciemnych) "Herbata i henna" marki FITOMED, które dostałam do recenzji właśnie od FITOMED'u ;)
Od razu na wstępie napiszę, że farbuje swoje włosy od kilku lat na ciemne kolory, obecnie farbuje na rudo. Mam włosy całkowicie proste, długość w najdłuższym miejscu sięga do pasa - moje włosy wymagają wydajności szamponu i odżywek, małego skudlenia bo kudlą się strasznie szybko i przede wszystkim potrzebują pomocy w rozczesywaniu włosów!

FITOMED - Szampon do włosów koloryzowanych:
pojemność: 250 ml
cena: 10,50 zł
Pełny opis właściwości i skład znajdziecie klikając w nazwę. Szampon jest w zgrabnej przeźroczystej butelce. To co mnie w opakowaniu wkurzało to to, że etykiety są papierowymi naklejkami, i za każdym razem myjąc włosy strasznie się moczyły co było dość widoczne, ale na szczęście etykiety się o dziwo nie odkleiły, nawet po wielokrotnym zamaczaniu.
Szampon jest fajnej konsystencji, troszkę rzadszej niż większość szamponów, koloru przeźroczysto brązowego.
Mimo, że to szampon ziołowy całkiem fajnie się pieni i za to duży plus. Jego zapach jest całkiem przyjemny, ziołowo-słodkawy, ciężko mi określić, ale polubiłam go mimo, iż nie pachnie jak tradycyjne szampony. Kolejne plusy za to, że na serio nie wypłukuje koloru! Po półtora miesiąca od zafarbowania moje włosy miały tak samo żywy kolor jak po farbowaniu :) I to się na prawdę ceni.
Jako, iż ostatnio używam wielu kosmetyków do włosów, ciężko mi ocenić czy poprawił ten szampon kondycję moich włosów, ale na pewno nic złego z nimi nie zrobił :)
Za taką cenę na prawdę polecam!

FITOMED  Odżywka ekstra ziołowa do włosów koloryzowanych:
pojemność: 200 ml
cena: 9 zł
Pełny opis znajdziecie klikając w nazwę produktu. Jeśli chodzi o opakowanie to tak samo jak w przypadku szamponu, z tym, że jest płaskie i szerokie. Konsystencja dość rzadka, dziwny zapach, który w przeciwieństwie do szamponu mnie nie przekonał. Kolor przybrudzony pomarańczowo-różowy, ciężko to było uchwycić na zdjęciu.
W przeciwieństwie do szamponu, który bardzo polubiłam, a także do toniku i żelu do mycia twarzy z tej firmy, które również bardzo mi przypadły do gustu, ten produkt okazał się kompletną klapą. Pomijając fakt, że nie pachnie i nie wygląda ładnie, to niestety nie byłam w stanie go stosować. W opisie produktu pisze, że wystarczy użyć niewielkiej ilości produktu, i wcale go nie trzeba spłukiwać. Próbowałam użyć tej odżywki dwukrotnie (ps: zawsze rozczesuje włosy na włosach mokrych z odżywką na nich, na sucho nie jestem w stanie moich długich włosów rozczesać). Za pierwszym razem użyłam dość sporej ilości do rozczesania włosów i potem spłukałam - czyli tak jak robie zawsze. Za drugim, użyłam mniejszej ilości i tak jak w opisie nie spłukałam odżywki. W obu przypadkach rozczesanie moich włosów było prawie nie możliwe, mimo iż na opakowaniu pisze, że odżywka ułatwia rozczesywanie. Nic z tych rzeczy! Włosy z tą odżywką rozczesuje mi się tak samo jak bez jakiejkolwiek odżywki, są sztywne, matowe, bez jakiegokolwiek poślizgu. W trakcie takiego rozczesywania moje włosy cierpią męki, wyrywają się, łamią. Użyłam tej odżywki tylko te 2 razy i się jej pozbyłam.
Być może przy krótszych włosach, które nie wymagają pomocy w rozczesywaniu odżywka by się sprawdziła, na moich długich niestety się nie udało.
W związku z tylko 2 krotnym użyciem, nie byłam w stanie zauważyć czy pomogła kolorowi moich włosów.

Czy ktoś używał tej odżywki i ma o niej dobre zdanie?

środa, 25 stycznia 2012

E.L.F-owe zakupy + pędzle kabuki

Przed świętami robiłam małe zakupy w KOSMETYKOMANII, zakupy dla mnie i mojej siostry :) Przy okazji dostałam nowe kosmetyki do recenzji, o których wspominałam pod koniec zeszłego roku :)
Oto co kupiłam:
Kupiłam 2 lakiery do paznokci, które niebawem Wam zrecenzuję - więc teraz nie będę o nich pisać, a także pędzel kabuki oraz podkład mineralny i róż :)  Pozostałych produktów pokażę krótkie opisy i swatch'e ;)

E.L.F Pędzel Kabuki:
cena: 29 zł
Powyżej pokazałam Wam porównanie tego pędzla z pędzlem Kabuki Lily Lolo - jak widać ten z E.L.F'a ma dłuższe i mniej zbite włosie, a trzonek jest krótszy. Włosie tego pędzla z E.L.F'a jest baaardzo giętkie. Kilka włosów z początku wypadło, ale potem to ustało :) Przez to, że pędzel jest baaardzo miękki a włosie nie jest tak gęste, super nadaje się do aplikowania na policzki różu czy bronzera - jeśli znowu chodzi o podkład mineralny, to trzeba sie troche więcej napracować tym pędzlem by mocno pokryć podkładem twarz, bo pędzel zostawia delikatną warstwę produktu na skórze. Fajny w sumie do dziennych, delikatnych makijaży.
Jakościowo troche gorszy moim zdaniem niż ten z Lily Lolo, ale cena kolosalnie niższa (ELF 29 zł, Lily Lolo 80 zł).


E.L.F Podkład Mineralny (Light):
pojemność: 2,84 g
cena: 28 zł
E.L.F Róż mineralny (Rose):
pojemnośćL 3,4 g
cena: 26,50 zł
Pełne opisy tych produktów możecie przeczytać klikając w ich nazwy powyżej. Opakowania solidne, miałam okazje raz je zastosować u siostry i sprawdziły się całkiem fajnie ;)  Kolor różu super!

I jak Wam się podobają te produkty? Lubicie tą firmę? :)

niedziela, 22 stycznia 2012

Różowy gradient na paznokciach ;)

Cześć dziewczyny :P Wyobrażacie sobie, że to o czym teraz robie wpis przygotowałam już latem? TZn koło września :P I jakoś do tej pory nie udało mi się tego wpisu zrobić. A teraz pije kawę przed pójściem na kurs wizażu i pomyślałam, że coś krótkiego napiszę.

Swego czasu takie gradienty były modne, widziałam u kilku gwiazd na zdjęciach.
Powiem szczerze, że ciężko mi było znaleźć idealnie dobrane kolory, chciałam by każdy był o ton jaśniejszy, jak widać nie do końca się to udało. Ale myślę, że nie jest źle, jak Wam się podoba?


Jeśli chodzi o lakiery, których użyłam:
1. CATRICE - 190 Wrapped Around My Finger:
pojemność: 10 ml
cena: ok 10 zł
-średnio gęsty, wystarczy jedna gruba warstwa by pokryć dobrze paznokcie, ale bardzo długo schnie;

2. BELL Glam Wear - 409:
pojemność: 10 g
cena: ok 10-11 zł
-mój faworyt wśród tych pięciu lakierów, łatwo się nim maluje, średnio gęsty, szybko wysycha

3. ESSENCE Colour & Go - 41 Every berry:
pojemność: 5 ml
cena: ok 5,50 zł
-średnio gęsty, dobrze schnie, trzeba dać 2-3 warstwy by dobrze pokrył paznokcie

4. MY SECRET - 138:
pojemność: 10 ml
cena: ok 5-6 zł
-najrzadszy z tych wszystkich lakierów, po 2 warstwach widać smugi(a na opakowaniu pisze, że to formuła nie pozostawiająca smug)

5. ESSENCE Colour & Go - 05 Sweet as Candy:
pojemność: 5ml
cena: ok 5,50 zł
- to samo co powyższy lakier z Essence :) ten kolor nadaje się bardziej do robienia frencza, gdyż jest wręcz półprzeźroczysty, by osiągnąć taki efekt jak na zdjęciu dałam 3 warstwy, a i tak widać prześwity


Lakier z My Secret zaczął mi odpryskiwać najszybciej z tych wszystkich, a potem już jakoś wszystkie zaczęły podobnie.


PS: Dziewczyny! Polecacie jakiś dobry eyeliner czarny wodoodporny? Chodzi mi o taki płynny z giętkim cienkim pędzelkiem. Moim faworytem był taki z Kryolanu, niestety ciężko bardzo go już gdziekolwiek kupić ;/

piątek, 20 stycznia 2012

ELFA - olejek rozmarynowy i płyn dla dzieci


Dziś pora na jakąś recenzje kosmetyków Elfa :)
Kosmetyki Elfa dostałam do recenzji dzięki zespołowi firmy Vikar Kielce, która jest importerem ukrainskich kosmetyków Zakładów Farmaceutycznych Elfa.
Dziś postanowiłam zrecenzować Olejek rozmarynowy na porost włosów oraz Szampon i płyn do kąpieli dla dzieci - jako, że mam 3,5 letnią córę stwierdziłam, że coś dla niej też bym mogła przetestować :)

ELFA Olejek rozmarynowy na porost włosów:
pojemność: 250 ml
cena: 18 zł (obecnie promocja 15 zł!)
Nowoczesny preparat na bazie olejku z rozmarynu i delikatnych środków myjących. Wzmacnia odżywienie na poziomie komórkowym przy ogólnym wyniszczeniu cebulek włosów. Wzmacnia włosy, stymuluje ich wzrost i pomaga przywrócić im zdrowy wygląd. 
Olejek jest przeźroczysty, średnio gęstej konsystencji - bardziej kojarzy się z szamponem niż z jakimś olejkiem, nie wyczuwam w nim nic tłustego :) Ma cytrusowo ziołowy zapach - mi całkiem przypadł do gustu :) Bałam się, że nie będzie się pienić - ale nic z tych rzeczy, pieni się całkiem fajnie. Bezproblemowo myje się nim włosy, dobrze się pieni, dobrze czyści skórę naszej głowy i włosy. Dodatkowo wyczułam uczucie chłodzenia podczas mycia włosów tym olejkiem . Łatwo się z włosów wypłukuje :) 

Jeśli chodzi o porost włosów... hmmm.... nie wiem czy jakoś specjalnie wzmorzyło to porost moich włosów. Stosowałam ten olejek co 3-4 dni, myjąc nim włosy jednorazowo, przez okres półtora miesiąca. Odrost na moich włosach ma ok 1,5 cm - czyli adekwatnie do czasu używania :) Nie jest to na pewno mało, ale nigdy wcześniej nie przyglądałam się temu w jakim tempie rosną moje włosy, więc nie mam pewności. Włosy raczej są w dobrym stanie, nie przesuszyły się, i są chyba trochę odżywione, są mocniejsze, mniej się łamią i mniej rozdwajają (ale używam również olejku arganowego do włosów, on na pewno swoje też robi).
Wg mnie bardzo przyjemny produkt, cena też nie wysoka - więc myślę, że warto spróbować :)


pojemność: 300 ml
cena: 9 zł (obecnie promocja 7 zł!)
Delikatna piana, słoneczny zapach ananasa i wesołe cudaczki z czarodziejskiej Krainy Cudów zmieniają kąpiel w wesołą zabawę. Delikatny szampon-żel został opracowany z myślą o potrzebach dziecięcych włosów i skóry. Zapewnia troskliwą pielęgnację, nie podrażnia oczu i skóry. Włosy umyte szamponem stają się jedwabiste i łatwo się rozczesują, a skóra dziecka jest jeszcze delikatniejsza.
Sposób użycia: nanieść na skórę i włosy, spienić i spłukać.
Składniki INCI: Water, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Cocamide DEA, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Sodium Chloride, Laurdimonium Hydroxypropyl Hydrolyzed Wheat Protein, Sorbitol, Panthenol, Parfum, Propylene Glycol, Diazolidinyl Urea, Ananas Sativus (Ananas) Extract, Citric Acid, Methylisothiazolinone, Methylparaben, Propylparaben, CI 19140, CI 42051.
Przeźroczysto zielony żel  o gęstej konsystencji, rzekłabym, że galaretowatej :P  Ma przyjemną szatę graficzną, jeśli chodzi o produkt dla dzieci. Zapach jest bardzo fajny, ananasowy, kojarzący się też z jakimiś gumami do żucia :) Zapach nie jest jakiś bardzo mocny, czuć go na dłoniach przy myciu, czuć go również przy robieniu piany w kąpieli. Pieni się całkiem przyjemnie, jednak piana nie utrzymuje się na powierzchni wody zbyt długo. 
Do wyboru mamy jeszcze zapachy: malinowy, bananowy, truskawkowy.
Polecam wszystkim mamom, cena nie jest wygórowana :) 


PS: Dzisiaj do moich kocurów Tymona i Gordona dołączyła kotka o imieniu Zofia :) Narazie wszystkie na siebie syczą, ale mam nadzieję, że się polubią i wszystko bedzie ok :) Zofię zaadoptowałam od znajomego, który wyprowadza się do Irlandii i niestety musi znaleźć kociakom nowy dom.
Domu szuka jeszcze Józek, 1,5-roczny kocurek, bardo łagodny i przytuliński :)  Jakby ktoś z okolic Katowic/Chorzowa/Bytomia itd chciał przygarnąć kotka to pisać! :)
Oto Józek: 

środa, 18 stycznia 2012

Kolejny KONKURS MAKIJAŻOWY!!

Biorąc pod uwagę mój ostatni tutorial dotyczący makijażu ust (klik) postanowiłam zorganizować dla was konkurs!
W konkursie należy wykonać makijaż ust dowolną techniką, może to być makijaż artystyczny, może to być normalny klasyczny makijaż, możecie naklejać co chcecie i malować na waszych ustach co chcecie! Mogą to również być metamorfozy ust - tak jak pokazałam w tutorialu :)
Każda z was może wykonać do 3 prac!  Wygra tylko jedna :)

NAGRODY:
 {Paleta 4 bezparabenowych cieni JOKO, czerwony cień STARGAZER, czarny tusz do rzęs SEPHORA, róż do policzków EVERYDAY MINERALS, brokatowa kredka MON AMI, wkład cienia do powiek ELITE, pachnąca saszetka PACHNĄCA SZAFA, próbki Lily Lolo & Pixie Cosmetics, no i oczywiście, by lepiej się Wam malowało wasze usta PĘDZELEK DO UST MAESTRO ze złotej kolekcji}

ZASADY:
1. Zgłoszenia można nadsyłać od 18.01 do 06.02.2012
2. Pod pojęciem zgloszenia rozumiemy zrobienie zdjęcia (bądź kilku) makijażu/metamorfozy ust i zamieszczenie go na swoim blogu w oddzielnym poście, wraz ze zdjęciami w poście ma być umieszczony link do mojego bloga/konkursu, post zatytułowany "Praca na konkurs u Matleeny"
*zdjęcie samych ust, nie całej twarzy
Link do swojego posta umieszczacie w komentarzach do konkursowego posta.
!! W związku z pytaniami.... NIE POSIADAJĄC BLOGA NIE MOŻNA WZIĄĆ UDZIAŁU W KONKURSIE BO NIE DA SIĘ ZREALIZOWAĆ pkt. 2
3. Prace mają być zrobione na ten konkurs, nie liczą się prace, które brały udział w innych konkursach.
4. Zdjęcia mają być zrobione amatorskimi metodami - nie liczą się makijaże, które zostały wykonane na profesjonalnych sesjach zdjęciowych.
5. Wyniki ogłoszę do 10 lutego 2012.

Więc do dzieła dziewczyny :)
Oczywiście wiem, że nie każda z was została obdarowana pięknymi wydatnymi ustami - możecie makijaż wykonać na koleżankach, ważne by było to specjalnie na ten konkurs i by był to makijaż ust.
Przy ocenie makijażu/metamorfozy ust będę brała pod uwagę:
-ogólny efekt
-kreatywność
-precyzję w wykonaniu

poniedziałek, 16 stycznia 2012

Nowe paczki + mały szok

Dzisiaj dotarły do mnie dwie nowe paczuszki :)

Pierwsza, to nowa współpraca, którą udało mi się nawiązać ze sklepem NOCANKA  -  w tej drogerii do wyboru mamy masę kosmetyków różnych firm, po atrakcyjnych cenach, szczególnie niskie ceny mają na produkty będące testerami :) więc jeśli ktoś chce zrobić zakupy niskim kosztem to polecam :) aczkolwiek niektóre ceny kosmetyków pełnowymiarowych aż zaskakują tym, jakie są niskie :>:>
Kosmetyki mogłam sobie wybrać sama :) Oczywiscie za ograniczoną kwotę.
Wybrałam tester cieni Revlon, wodoodporny eyeliner W7 i lakier do paznokci NYC w kolorze bardzo ciemnego granatu :)

Drugą paczką jaką dziś dostałam była przesyłka od Instituto Ganassini, z którymi współpracę rozpoczęłam już jakiś czas temu dostając do testów serię kosmetyków Bioclin Acnelia:). Teraz dostałam Tonimer  GOLA - sprawy nawilżający do gardła. Myślę, że przyda mi się ten produkt, bo ostatnio gdy pracuję jako "nauczyciel" muszę dużo i głośno mówić, w gardle zasycha :P

I jeszcze dotarła do mnie nagroda z portalu BLOGMAKIJAŻ za 3 miejsce w konkursie :) Mała torebkowa paletka z Sephory ;)


A teraz pora na mały szok :D
Doznałam go szperając po półkach w Katowickim DOUGLASie - oglądałam sobie kosmetyki na stoisku ESSENCE akurat i patrze, a tu taaaaaaki byk <szok> Aż zrobiłam komórką fote :D nie wiem jak w takiej sieciówce może się taki błąd pojawić :P ale wstyd! :P

sobota, 14 stycznia 2012

Woreczek PACHNĄCA SZAFA + współpraca

Mimo kompletnego braku czasu(a to wszystko za sprawą nadmiaru pracy) postanowiłam dziś o 6 rano usiąśc do kompa i napisać jakąś krótką recenzję, a także pochwalić się pędzlami Maestro, które dostałam dzięki współpracy ze sklepem LadyMakeUp :)
Postanowiłam zrecenzować jakiś produkt z Pachnącej Szafy  -bo jeszcze nic nie recenzowałam, a produktów od tej marki mam sporo u siebie :)

PACHNĄCA SZAFA - Woreczek zapachowy:
cena: 9,99 zł
Pachnący woreczek wypełni szafę z ubraniami, szufladę z bielizną czy wnętrze samochodu zapachem drzewa cedrowego czy róży.
Do wyboru zapachy: Herbaciana zieleń, Różany ogród, Jaśminowa rosa, Bergamotkowe orzeźwienie, Cyprysowa Aleja, Melonowy nektar, Cedrowy płomień, Waniliowy Dotyk, Lawendowe wzgórze.
Ten produkt to mały lniany woreczek (idealnie do złapania w dloni), zawierający w środku wiórki bukowe(wygląda jak zwykłe trociny):
Niestety, nie było przy tym woreczku plakietki jaki dostałam zapach - ale patrząc na to jakie są możliwe, i jak pachnie ten mój woreczek, to podejrzewam, że może Cedrowy płomień? nie wiem niestety jak pachnie cyprys i bergamotka by stwierdzic czy na pewno cedr. Zapach mojego woreczka w każdym bądź razie jest wyrazisty, przypomina mi bardzo zapach męskich perfum(mojemu mężowi strasznie się ten zapach spodobał), lekko korzenny, lekko słodkawy..
Woreczek jest przeznaczony do szafy, samochodu, pokoju... Ja postanowiłam swój woreczek położyć na biurku, przy którym mam komputer :)
I rzeczywiście, siadając codziennie do komputera ten zapach było czuć, mężowi nic nie powiedziałam o woreczku, to jak usiadł spytał "co tu tak fajnie pachnie? kup tego więcej" ;)
Oczywiście jak już się usiadło do komputera, po kilku chwilach nos się przyzwyczajał do zapachu i przestawaliśmy go czuć. Zapach nam się pokazywał przez pierwszy tydzień... później już nawet wchodząc do pomieszczenia z komputerem, siadając do biurka, przestaliśmy go czuć - nos chyba sie po prostu przyzwyczaił.
Woreczek stoi sobie luzem na moim biurku już chyba z półtora miesiąca - jego zapachu już nie czuję. Jednak  jeśli przyłoży się woreczek do nosa i powącha, to zapach jest nadal tak samo intensywny jak w pierwszy dzień. W ogóle nie wywietrzał - więc za to wielki plus :) Szkoda tylko, że po tygodniu nasze nozdrza przestają wyczuwać ten zapach z odległości ;)

Te woreczki można kupić w sklepach internetowych, a także w sieciach sklepów Rossmann :)
Zapraszam do polubienia Pachnącej Szafy na Facebooku.


******************************************

A teraz nowa współpraca :) Przy okazji kupowania pędzli w sklepie Ladymakeup udało mi się nawiązać współpracę :) 3 pędzle od prawej strony kupiłam sobie sama (ten maestro do ust ze złotej kolekcji kupiłam specjalnie dla was - będzie do wygrania w makijażowym konkursie, który niebawem stworzę:)), 3 pędzle od lewej strony, czyli 320,360,497 otrzymałam od firmy Ladymakeup do recenzji :) trafili idealnie z pędzlami, bo akurat te mi się przydadzą i tych nie mam :) Łącznie w moim pasie na pędzle znajduje się juz  51 pędzli:)
Pędzle są bardzo fajne, już nimi co nieco zmalowałam :) niebawem recenzje :)
Zapraszam do polubienia strony Ladymakeup na facebooku :)

środa, 11 stycznia 2012

DELAROM peeling cukrowy + współpraca Mon Ami

Na dzisiaj krótka recenzja peelingu cukrowego marki DELAROM.
Peeling ten dostałam dzięki współpracy z portalem MAGAZYN DROGERIA, a kosmetyki zostały udostępnione dzięki drogerii TagoMago.pl - to drogeria będąca wyłącznym dystrybutorem marki Delarom na Polskę.
Marka Delarom to marka z wyższej półki cenowej, w jej ofercie znajdziemy kosmetyki z naturalnych składników pozyskiwanych z okolic Morza Śródziemnego, posiadające wiele olejków eterycznych oddziałujących na nasz umysł i ciało (aromaterapia).


DELAROM Pomarańczowy peeling cukrowy:
pojemność: 200 ml
cena: 137 zł
Opis: "Pomarańczowy Peeling Cukrowy Organiczny na bazie olejku ze słodkiej pomarańczy delikatnie eliminuje zrogowaciałe komórki naskórka. Ziarna cukru rozpuszczają się podczas masażu, pozostawiając skórę gładką, elastyczną i “otuloną” delikatnym zapachem."

Peeling jest zawarty w dużym, płaskim, okrągłym opakowaniu (średnica ma prawie 10 cm). Jego konsystencja jest bardzo zbita i na pozór  sucha - nawet kładąc opakowanie do góry nogami mamy pewność, że zawartość nie przeleje się na pokrywkę, bądź nie musimy się bać, że podczas otwierania coś nam się wyleje. Patrząc na ten peeling wydaje nam się, że jest strasznie suchy - jednak nic bardziej mylnego - bez problemu go nabierzemy palcami na dłoń, i od razu poczujemy to, że jest bardzo mokry, wyczujemy obecność olejku z pomarańczy. No i przede wszystkim ten zapach! Powalający! Zapach pomarańczy jest tutaj tak intensywny, jakbyśmy świeżo co obrały kilka pomarańczek i miały je przed sobą na talerzu ;) Jest świetny, lekko kwaskowaty, bardzo świeży, no i przede wszystkim intensywny!.
 Peeling nakłada się na zwilżoną skórę, i wmasowywuje się go okrężnymi ruchami. Drobinki cukru w tym czasie powinny się rozpuścić, następnie zmywamy wodą. 
Jeśli chodzi o moje wrażenia... Peeling wydaje się być dość wydajny, gdyż niewielka ilość wystarczy na sporą powierzchnię ciała. Drobinki cukru są dość duże i dość porządnie drapią naszą skórę, myślę, że czuć ten peeling mocniej niż podczas użycia do złuszczania np kawy parzonej. Nie każdy takie drapanie lubi na ciele - ja akurat lubię bardzo, nawet w miejscach delikatniejszej skóry, typu dekolt. "Cukier" rzeczywiście się trochę rozpuszcza podczas masażu, jednak nie całkowicie. Skóra po tarciu tym peelingiem jest przez pierwszy czas delikatnie zaczerwieniona. Zmywa się ten peeling bardzo łatwo, pozostawia na skórze delikatnie tłustawą powłokę - w związku z czym, poza złuszczaniem, wygładzaniem, dobrze nam skórę nawilża. No i przede wszystkim - zapach olejku z pomarańczy utrzymuje się na skórze jeszcze jakiś czas po kąpieli - super!

Ja jestem zachwycona tym peelingiem :) szkoda tylko, że kosztuje tak dużo, bo zapewne nie każda z nas będzie sobie mogła na niego pozwolić. Ale jak najbardziej polecam!

Zapraszam do polubienia drogerii Tago Mago na Facebooku :) 

****************************************

Dotarła do mnie dzisiaj również nowa paczuszka. Udało mi się podjąć współpracę z firmą MON AMI - więc niebawem pojawią się nowe recenzje kolorówki. 
W paczce znalazłam:
-puder rozświetlający
-dwustronny błyszczyk
- podwójne wodoodporne cienie w kredce, sypki cień do powiek
-kredkę do oczu wodoodporną oraz brokatową 

 Zapraszam do polubienia Mon Ami na facebooku.