test

piątek, 30 marca 2012

ZAPACHY z perfumerii MyBeauty :)

Dziś króciutka recenzja próbek zapachów, które dostałam od perfumerii My Beauty.
Dostałam 3 fiolki po 1,2 ml zapachów: Deseo od Jennifer Lopez, Secret Obsession od Calvin Klein oraz Sensual Jil Sander.
Moim zdaniem zapachy jest ciężko zrecenzować - każdy ma inny gust jeśli chodzi o perfumy, a do tego ciężko słowami zobrazować zapach :)
Ja osobiście bardzo lubie słodkie i mocne zapachy... z takich, które mi najbardziej odpowiadają to Thierry Mugler Alien, Givenchy Absolutely irresistible, Versace... z męskich ubóstwiam między innymi Joop Nightflight  - może to wam powie co nieco o moim guście zapachowym :P Z tanszych zapachów lubie Beyounce Heat Rush, Oriflame Amber, kiedyś był w Avonie Pink Seude:P

DESEO by Jennifer Lopez woda perfumowana:
pojemność 50 ml
cena: 161 zł (obecnie jest promocja, kosztuje 137 zł + żel pod prysznic za 1 zł)
W ofercie znajdziemy również żel pod prysznic z tą samą nutą zapachową.
Nuty zapachowe:
Nuta głowy: jabłko, brzoskwinia, bergamotka, frezja.
Nuta serca: róża, konwalia, kwiat pomarańczy, magnolia, mimoza.
Nuta podstawy: ambra, mech dębowy, piżmo, drzewo sandałowe, drzewo cedrowe, paczuli, akordy mineralne.
*Zapach całkiem przyjemny, słodkawy. Na początku moim zdaniem mimo słodyczy czuć mocno ambrę i drzewa ;) Z upływem czasu jego zapach mocno delikatnieje, i wtedy na serio mi się podoba, mimo słodkości nie jest nachalny, a do tego dość świeży - jednak ja ten zapach krótko czuje. Nie wiem czy to kwestia tego, że zapach mi pasuje i sie do niego szybko przyzwyczajam, czy po prostu tego że wietrzeje. Więc jak dla mnie z tych trzech, ten czuje najkrócej, mimo że to woda perfumowana.

SECRET OBSESSION by Calvin Klein woda perfumowana:
pojemność: 50 ml
cena: 295 zł (promocja - teraz 251 zł!)
W ofercie znajdziemy również żel i balsam do ciała :) To zapach będący kwintesencją zmysłowości.



NUTY ZAPACHOWE
Nuty głowy: egzotyczna śliwka, gałka muszkatołowa, róża damasceńska.
Nuty serca: jaśmin, kwiat pomarańczy, orchidea, ylang-ylang, tuberoza.
Nuty bazowe: drzewo kaszmirowe, ambra, wanilia, irys, drzewo sandałowe. 
*Wg mnie jest to dość mocny, ciężki, słodko-korzenny zapach.Jak dla mnie to za ciężki, zbyt mdły i zbyt korzenny zapach. Nie przepadam za nutami orientu w perfumach. Natomiast na pewno długo się trzyma, ja po godzinie go czuje tak samo intensywnie jak zaraz po psiknięciu... i po kilku godzinach nadal jest dla mnie dość wyraźnie wyczuwalny.

SENSUAL Jil Sander woda toaletowa:
pojemność: 50 ml
cena: ok 200 zł
O dziwo, tego produktu nie ma w perfumerii... więc info mam zaczerpnięte z innej strony.
  Nuty zapachowe:
nuta głowy: jeżyny
nuty serca: nuty kwiatowe, kwiat pomarańczy, irys, heliotrop
nuta podstawy: wanilia, paczuli
* To dość wyrazisty zapach, niby słodki   -  ale nie jest to zapach dla mnie, kojarzy mi się z męskim zapachem (podobnie jak np. Passion Dance z Avonu-to dla mnie tez zapach który powinien byc przeznaczony dla mężczyzn:P). Mocno kręci mnie w nosie jak go wącham, dopiero po 1,5 h jest dla mnie znośny i mniej duszący. Mimo wszystko zapach zapewne dla wielu osób będzie bardzo fajny, do tego, mimo że to tylko woda toaletowa, to uważam że jest najtrwalszy z tych wszystkich trzech zapachów. 

Jeśli musiałabym kupić któryś z tych trzech zapachów, kupiłabym zdecydowanie Deseo - nie jest tak ciężki jak pozostałe dwa zapachy :) Mimo to, każdy z nich jest na swój sposób słodki, każdy ma w swoim składzie kwiat pomarańczy - więc mają coś ze sobą wspólnego :) Wyglądowo najbardziej podoba mi się Secret Obsession :)

czwartek, 29 marca 2012

Tusze do rzęs: Delia Onyx & Givenchy Phenome Eyes :)

Dzisiaj pora na recenzję dwóch tuszy do rzęs. Pierwszy marki Delia (Onyx tusz super wydłużający rzęsy) dostałam od portalu LaMode.info :) Drugi, Givenchy Phenomen' Eyes wygrałam w konkursie na stronie blogmakijaz.pl


DELIA, Onyx Extra Long Mascara:
pojemność: 10 ml
cena: 9,90 zł
Mocno wydłużająca maskara o niezwykle głębokiej czerni. Wyjątkowa kombinacja polimerów akrylowych pozwala optycznie wydłużyć rzęsy, jednocześnie nie powodując ich usztywnienia.
Zawarty w tuszu kompleks Bio - Mineral wpływa korzystnie na kondycję rzęs pielęgnując je i odżywiając. Prosta i wąska szczoteczka z niezwykłą precyzją rozdziela rzęsy zapewniając im niespotykaną długość. Maskara nie rozmazuje się, nie kruszy i pozostaje na rzęsach przez cały dzień.
 Tusz jest w całkiem przyjemnie wyglądającym plastikowym opakowaniu. Mimo, że nazwa "onyx" kojarzy mi się jedynie z dyskoteką oraz z produktami do solarium, postanowiłam nie podchodzić do niego sceptycznie :)   Tusz ma nie dużą, wąską szczoteczkę z włosia, w której włosie jest ułożone spiralnie i dość blisko siebie. Już na samym początku plusem było dla mnie to, że po wyciągnięciu szczoteczki z opakowania nie widzimy na niej nadmiaru tuszu ani posklejanych włosów - to rzecz na którą zawsze zwracam uwagę przy wyborze tuszu! Pachnie jak większość innych tuszy do rzęs, ale jakoś bardziej kwaskowato moim zdaniem - jednak ja nie jestem w kwestii zapachu zbyt krytyczna. Tusz jest w kolorze kruczoczarnym i to też uważam za plus. Jeśli chodzi o malowanie:
Całkiem przyjemnie się nim maluje, choć szczoteczka jest niewielkich rozmiarów, trzeba się trochę namachać by rzęsy pomalować. Nie mniej jednak nie skleja jakoś specjalnie rzęs, ładnie je podbija do góry. Pierwsza warstwa jedynie pokrywa kolorem nasze rzęsy, druga odrobinkę je pogrubia i wydłuża, a między drugą a trzecią i kolejną warstwą już nie widać różnicy - tusz nic więcej w stanie nie jest zrobić. Raczej nie tworzy żadnych owadzich nóżek  - więc to też na plus :)  Kruszenia się tego tuszu nie zauważyłam.
Moim zdaniem tusz jest idealnych dla pań, które lubią naturalnie wyglądać - gdyż spektakularnie rzęs tą maskarą nie wytuszujemy :)


GIVENCHY Phenomen' Eyes Effect Extension:
pojemność: 7 g
cena: 125 zł
Tajemnicą tego tuszu jest specjalnie zaprojektowana kulista szczoteczka. Givenchy stworzył zupełnie nowy sposób aplikowania mascary, by w każdej pozycji uchwycić nawet te najkrótsze rzęsy i nadać im spektakularny wygląd. Rzęsy są idealnie rozdzielone i podkręcone. Mascara zawiera D-Pathenol, który dodatkowo pielęgnuje rzęsy. Dostępna w dwóch kolorach :czarnym i brązowym.


 Naczytałam się sporo kiepskich opinii na temat tuszu, no i sama z siebie dodatkowo sceptyczniej podchodziłam do niego gdyż ta kosmiczna szczoteczka mnie przerażała - no ale musiałam się przekonać :)
Opakowanie tuszu jest typowe dla marki: proste, zgrabne, profesjonalne, z nakrętką z markowym grawerem. Prezentuje się świetnie, lubie kosmetyki w czarno srebrnych opakowaniach ;) Opakowanie jest dość krótkie, ale przy tym też dość grube. Szczoteczkę wyciąga się dość ciężko z opakowania, gdyż jest sporo grubsza niż ujście opakowania - jest to kulista silikonowa szczoteczka - mi się kojarzy z jakąś kolczastą maczugą hehehehehe :)
Jak widać na powyższych zdjęciach tuszu nabiera się dość pokaźna ilość - na samej szczoteczce to żaden problem, bo tam nadmiar widać jedynie przy szczycie, natomiast dużo tuszu jest poza szczoteczką na tej "rączce". Tusz jest w kolorze czarnym - ale nie jest to taka czysta, krucza czerń, a taka trochę zszarzała. Tusz ma dość gęstą konsystencję.
Naczytałam się w różnych opiniach, że tusz szybko wysycha - ja używam go już ponad 2 miesiące (bo używam go rzadko) i jeszcze nic a nic mi nie wyschło, tuszu nadal jest dość dużo i jest takiej samej konsystencji jak przy otwarciu. Natomiast dla mnie jest w nim jeden największy minus... tusz kosztuje nie małą gotówkę, i od takiego tuszu oczekuję jak najwięcej jeśli chodzi o efekt, ale też o opakowanie - i tu niestety, jeśli chodzi o opakowanie, poza pięknym wyglądem mamy jeden feler... po około miesiącu ujście opakowania mi się odkleiło i wychodziło razem ze szczoteczką przy odkręcaniu, w związku z czym tusz był nie do użytku bo jak wiadomo, jak ujście buteleczki odpadnie, to szczoteczka nie ma o co wytrzeć nadmiaru tuszu. I przez szeroką głowkę szczoteczki nie było możliwe ściągnięcie samego ujścia opakowania by to naprawić. Myślałam, że tusz będzie do wyrzucenia. O dziwo, po kilku felernych otwarciach, otworzył się nagle normalnie - no i tak jest do dziś - raz się otwiera tak felernie że nie da się go użyć, a raz normalnie.
Wróćmy do malowania...
 Na początku byłam przerażona tą szczoteczką, myślałam sobie WTF? Ale szybko sobie z nią poradziłam. Tusz ma za zadanie głównie wydłużać i rozdzielać rzęsy. W szczoteczce te "kolce" są dość szeroko siebie rozstawione, co niestety nie pozwala na jakieś genialne rozczesanie rzęs, mimo to myślę, że jednak nie ma tragedii. Tusz fajnie wyłapuje rzęsy, nawet te najmniejsze, łatwo jest wszystkie rzęsy podbić do góry, stają się fajnie wywinięte.  Efekt? Widać na zdjęciach powyżej... Rzęsy są wyraźne, lekko pogrubione, wydłużone. Przy trzeciej warstwie i kolejnych bardzo łatwo o owadzie nóżki... no i łatwo jest tą szczoteczką pomazać sobie skórę wokół oczu. Dużo łatwiej maluje mi się tym tuszem klientki niż siebie samą. Uwielbiam nim malować dolne rzęsy.
I Jak Wam si podoba??

******************************************

Dziewczyny! Niebawem na moim blogu pojawi się seria postów dotyczących szkół i kursów makijażu w całej Polsce! Na pierwszy ogień pójdzie szkoła Artystyczna Alternatywa z Krakowa :) Mam nadzieję, że będą dla was te posty bardzo przydatne, szczególnie tym paniom, które nie wiedzą do jakiej szkoły makijażu mają pójść :)
Dodatkowo chciałam napisać, że dziś byłam na rozmowie w Katowickiej szkole Pro Edukacja i tam na 99 % również ja będę prowadziła kursy wizażu :)
Pozdrawiam!

wtorek, 27 marca 2012

CARMEX Moisture Plus + paleta E.L.F Encyclopedia

Jako iż mam nadmiar czasu dzisiaj postanowiłam napisać drugi post z recenzją :) Na pierwszy plan pójdzie balsam do ust CARMEX Moisture Plus, który otrzymałam właśnie od firmy Carmex do testów :) To moje pierwsze doświadczenia z balsamami Carmex, mimo iż wcześniej o nich maaaaaasę informacji słyszałam :) NA drugim planie będzie paleta marki E.L.F The beauty encyclopedia, która została kupiona w sklepie KOSMETYKOMANIA na potrzeby kursu makijażu - opiszę ją po krótce, bo na pełne testy niestety nie było możliwości.


CARMEX Moisture Plus: 
pojemność: 2 g
cena: ok 16 zł
Z opisu producenta wynika, że to ultranawilżajcy balsam do ust, wygładza, przynosi ulgę, daje ładny połysk, zawiera filtr przeciwsłoneczny SPF 15. Zawiera dodatkowo witaminę E, aloes, maslo shea. Występuje w kolorach Clear oraz Pink - ja dostałam wersję Clear, czyli przeźroczystą.
Balsam można stosować na lub pod pomadkę, lub beż żadnej dodatkowej pomadki.
Produkt ten można kupić internetowo, bądź we wszelkich drogeriach typu Rossman, Natura, Schlecker itd.
Balsam jest zawarty w całkiem przyjemnie wyglądającym, poręcznym i mega lekkim opakowaniu. Jest niewielkich rozmiarów więc idealnie zmieści się w każdej kieszeni, nie mówiąc już o torebkach. Sztyft balsamu jest skośnie ścięty co dodatkowo ułatwia malowanie nim ust. Całość sztyftu ma niewielki rozmiar - co też widać na zdjęciu - ma długość niecałych 3 cm, a do tego jest dość wąskiej średnicy. Wygląda jak utwardzona wazelina - jest białawo-żółty.
Balsam ma bardzo miękką konsystencję - bardzo łatwo się nim maluje usta, ale przez to też wydaje mi się bardzo mało wydajny, szybko widać jego zużycie - więc patrząc na cenę nie jest to tania pomadka do ust, przy codziennym stosowaniu na pewno nie starczy na dłużej niż miesiąc, ba, jeśli ktoś maluje kilka razy na dzień to może i jeszcze sporo krócej. Ale mimo to ma wiele plusów, ma bardzo ładny zapach - coś z wanilią, piżmem - bardzo mi się podoba :) Usta bardzo fajnie po nim błyszczą, wyglądają bardzo naturalnie a zarazem świeżo. Nałożony cienką warstwą pod pomadką ułatwia malowanie nią, nałożony na pomadkę ładnie ją nabłyszcza, ale czuć mniejsze nawilżenie. Balsam bardzo dobrze nawilża, ale wydaje mi się, że dość szybko znika z ust. Dodatkowo zaraz po pomalowaniu nim ust czuć chłodzenie - co też jest całkiem przyjemne. Produkt bardzo polubiłam :) Polecam.

*Zapraszam na fanpage Carmexu: https://www.facebook.com/CarmexPolska


E.L.F Paleta The Beauty Encyclopedia Sparkle Eyes:
waga: 37 g
cena:  32 zł
Paleta występuje w 3 wersjach kolorystycznych, ja miałam okazję podziałać z paletą Sparkle Eyes.
Każda z palet zawiera 12 prasowanych cieni do powiek, 2 cienie kremowe, kredkę do oczu, dwustronny pędzelek z aplikatorem.
Paletka jest w kartonikowym opakowaniu otwieranym jak książka. Po jej otwarciu widzimy paletkę kosmetyków oddzielonych dość sztywną ochronną folią, a po drugiej stronie instrukcję wykonywania makijażu krok po kroku w języku angielskim włącznie z obrazkami. Dla początkujących, bądź nie majcych pomysłu na pewno przydatna sprawa.
Jest to paleta SPARKLE EYES - zawiera 5 cieni perłowych, 6 cieni perłowych z brokatem oraz jeden jedyny matowy - czyli czerń, ale ta czerń również posiada srebrne drobinki, więc na całkowity mat nie mamy co liczyć. Mamy również 2 dość duże kremowe cienie w kolorze białym i różowym, oba mocno perłowe, lekkiej tłustawej konsystencji. W zestawie mamy również kredkę do oczu w kolorze brązowym oraz dwustronny pędzelek do makijażu - z jednej strony pędzelek z włosia naturalnego, jak na moje oko calkiem dobrej jakości, fajnie się nim maluje, dość miękki; a z drugiej strony aplikator, też całkiem fajnej jakości - na pewno lepszy niż te aplikatory w paletach Sleek.
Cienie prasowane są całkiem przyjemne, podoba mi się kolorystyka i przypadła bardzo wielu dziewczynom na kursie. Te cienie perłowe całkiem fajnie się nakłada, pigmentacja jest ok - może nie jakaś cudowna, ale da się je nałożyć tak by były intensywne i takie jak w opakowaniu, wiec sądze że ok. Gorzej niestety nakłada się te z drobinkami - są dość twarde, a brokat się trochę osypuje. Ale wszystko moim zdaniem jest do ogarnięcia - tym bardziej za tak przystępną cenę.
Jeśli chodzi o te cienie kremowe to oba kolory są bardzo jasne, perłowe. Nie lubie cieni kremowych, zawsze są nietrwałe - ale tych nie testowałam jako pojedyncze cienie więc nic nie powiem w tym temacie. Natomiast używałam ich podczas malowania tą paletką jako bazy pod cienie, i całkiem fajnie się sprawdzała, cienie miały lepszą przyczepność i były intensywniejsze :)  Więc na duży plus takie ich zastosowanie. Dodatkowo, cienie te są półprzeźroczyste, więc można ich też użyć jako nabłyszczacz do ust czy pomadki :)
Kredka która jest w zestawie jest brązowa, matowa, miękka - bardzo łatwo się nią maluje.
I to tyle jeśli chodzi o moją krótką opinię na temat tej palety :)


Dodatkowo chciałam Was poinformować, że sklep KOSMETYKOMANIA jako jedyny ma obecnie w swojej ofercie palety Sleek z limitowanych, już prawie nigdzie nie dostępnych serii :) Więc zapraszam do zakupów!

konkurs "UBIERZ RÓŻ" - wyniki!!

Pora na ogłoszenie wyników jeśli chodzi o konkurs UBIERZ RÓŻ organizowany wspólnie ze sklepem KOSMETYKOMANIA :)
Jednogłośnie z panią Alicją wybrałyśmy pierwsze miejsce :)
Luksusowy zestaw do makijażu marki MEMEME trafia do:

2 nagrody wyróżnieniowe w postaci Chick & Lip Tint marki MEMEME w wybranym kolorze wędrują do:
Dziewczyny bardzo proszę o napisanie mi na maila matleena.wizaz@interia.pl swoich adresów, panie które otrzymały wyróżnienie dodatkowo z napisaniem jaki kolor produktu chcecie :)
Dodatkowo chciałam tylko napisać, że bardzo miło by było gdyby nagrodzone blogerki przygotowały chociaż króciutką recenzję wygranych produktów :)


PS: Chciałam jeszcze bardzo pochwalić pracę właścicielki bloga My Passion...czyli magia barw na kobiecej twarzy :

poniedziałek, 26 marca 2012

WASZE BRWI po raz kolejny ;)

No i kolejny post z serii tych, w którym naprawiamy Wasze brwi :) Ta akcja trwać będzie przez całe życie mojego bloga, więc jeśli nadal są osoby, które chcą się poradzić w sprawie wyglądu swoich brwi, to zapraszam do wysyłania maila: matleena.wizaz@interia.pl (w tytule: brwi, do tego zdjęcie całej twarzy i zbliżenie na brwi) ;)
Oczywiście całych twarzy nie będę pokazywała, one są tylko dla mnie, dla lepszego dobrania kształtu :)
Zielonym zaznaczam miejsca w których trzeba brwi zapuścić, czerwonym - usunąć. Oczywiście to wszystko nie ma być tak kanciasto jak namalowane przeze mnie:) 

Więc zaczynamy :)
P:"Wiem, że moje brwi są w okropnym stanie. Mam zamiar je zapuszczać, byłabym wdzięczna gdybyś mi mogła podpowiedzieć mi jaki powinny mieć kształt.Niestety wyrywałam je równiez z góry.. Co zreszta widać, bo są zbyt nisko. I mam jeszcze pytanie, jak długo trwa odrastanie brwi? Z góry dziękuję:)"
 O: No cóż... brwi są dość zmasakrowane. Po pierwsze, i przede wszystkim, za bardzo są wyrwane u nasady... brakuje ok 1,5 cm brwi  od środka (tak na moje oko) - więc na pewno trzeba je od nasady zapuścić, no i przy nasadzie muszą być troszkę grubsze niż na całej długości. To że wyrywałaś od góry to nie jest żaden błąd, jeśli nic złego nie stało się podczas wyrywania (bo teoretycznie można sobie uszkodzić nerw). Ale jeśli od góry włoski ci rosły, i to dość gęste, to możesz je tam spróbować zapuścić - i gdy urosną wyregulować bardziej brwi od dołu. Teraz one są dość chude, o wiele za krótkie. A jeśli chodzi o czas zapuszczania brwi - to indywidualna sprawa, zależy od tego jak rosną Ci włosy, ile ich tam było, i jak długo wyrywasz brwi w takiej postaci. Ale tak czy siak nie bedzie to krótki proces... moze ci sie udać w 3 miesiące, a może potrwać nawet rok. Cierpliwości :)

P: "Brwi reguluję od 2 lat czyli całkiem długo. Pierwszą regulację zrobiła mi kosmetyczka i cały czas reguluję według kształtu, który mi nadała, jednak dopiero na zdjęciach widzę, że są totalnie nierówne! Sama sobie się dziwię, że na co dzień tego nie widzę
Dołączam zdjęcie. Myślę, że całkiem wyraźne i liczę na Twoją pomoc jeśli to możliwe ;)"
 O: Twoja lewa brew jest krótsza niż prawa u nasady. A obie w sumie są za daleko od siebie, więc obie mozna przy nasadzie zapuścić, tylko Twoją lewą bardziej. Wtedy ona nabierze lepszego kształtu i bedzie bardziej symetryczna do tej prawej.

P: "Co sądzisz o moich brwiach? :) Wydaje mi się, że są całkiem ok... ale wolę usłyszeć Twoją opinię :) Ps. Druga brew trochę zasłonięta, ale jest identyczna jak druga :P"
 O: Faktycznie brwi są całkiem fajnie ukształtowane ;) jednak odrobinkę bym je zapuściła przy nasadzie, i to w taki sposób by przód był w miare równy a nie po skosie w kierunku końca brwi -mam nadzieje że zrozumiale to napisałam i pokazałam :P

P: "chetnie bym sie dowiedziala co moge zmienic w swoich brwiach bo juz nie mam do nich sily."
 O: Brwi masz całkiem fajne, dobra długość, natomiast są bezkształtne. Zapuściłabym je od dołu w ich nasadowej części i minimalnie, dosłownie kilka brewek, usunełabym od góry u nasady, by nie były takie proste od góry.  

P: "Jak widać na zdjęciach 0499 i 0581 moje brwi są mega, mega blade i do tego cienkie (zdjęcia stare jak świat)... Kiedy uświadomiłam sobie o tym fakcie zaczęłam je "uzupełniać" cieniem.
Mam jednak wątpliwości co do ich kształtu i koloru tuż po uzupełnieniu... Dodam jeszcze że mam problem z lewą brwią bo mam w niej bliznę i w tym miejscu nie rosną mi włoski.
Patrząc na wycinki oczu na zdjęciu o nazwie kolaże1 wydaje mi się że prawa brew jest ciut za wysoka od góry. "
O: Rzeczywiście na tamtych zdjęciach brwi wyglądają strasznie, aż dziw bierze, że te podmalowane wydaję się być tak gęste :) jeśli nie masz zbyt ciemnych włosów to kolor brwi jest jak najbardziej trafiony, są ładnie podmalowane i zapuszczone :) Co do tego czy prawa brew jest wyżej czy niżej - na tym zdjęciu z kolażem nie da się tego zauwazyć bo to nie jest jedno zdjęcie tylko sklejka oczu osobno :) ale na tym które jest powyżej minimalnie to widać, i zaznaczyłam co można by usunąć :) 


Na dzisiaj tylko 5 pań ;) Zapraszam Was do wysyłania maili ze swoimi brwiami, kolejny post jak uzbiera się 10 chętnych :)
PS: DZIEWCZYNY! Jak widać po tym poście i poprzednich, 90 % kobiet ma zbyt mocno wyregulowane brwi od nasady!!! Nie wyrywajcie nigdy brwi zbyt daleko od nasady nosa, to całkowicie zmienia kształt waszej twarzy i nie jest to zmiana na dobre!
-brwi są zbyt krótkie i za bardzo oddalone od siebie
-optycznie poszerzamy swój nos
-optycznie oddalamy od siebie oczy
Takie mocniejsze podregulowanie brwi od przodu przyda się tylko panią, które mają ekstramalnie wąski nos i bardzo blisko siebie osadzone oczy jednocześnie.  Poza tym będzie to niszczyło nasz wygląd. Jeśli nie jesteście pewne do jakiego miejsca macie wyrywać brwi przy nasadzie to po prostu wyrywajcie te włoski między brwiami, tylko nad nosem, a przody zostawcie bez wyrywania, to bedzie bezpieczniejsze niż ich wyrywanie od przodu. A jak wiadomo, zapuszczenie brwi u nasady jest bardzo długotrwałym i ciężkim procesem.!

piątek, 23 marca 2012

TATUAŻE NA USTA

Planowałam dzisiaj inną recenzję, ale po przetestowaniu tego produktu stwierdziłam, że nie mogę zwlekać z tą recenzją :P
Ostatnio ktoś na zajęciach mnie spytał co sądzę o tym produkcie i właściwie nie wiedziałam co powiedzieć, postanowiłam szybciutko kupić - pomyślałam sobie "ja, wizażystka, nie wiem nic o tym produkcie?! No way!" ;)
Zrecenzuję produkt, który ostatnio jest dość modny - a mianowicie tatuaże na usta - z różnymi fajnymi wzorkami, które są podobno fajną alternatywą na makijaż, szczególnie dla osób które same nie mają cierpliwości do malowania ust, albo po prostu chcących zrobić ustami furorę :)

Te tatuaże na usta kupiłam na allegro, kosztowały 4,98 zł za sztukę. Do wyboru na tej aukcji było 17 różnych wzorów, na innych aukcjach znalazłam też troszkę inne wzory.
Zamówiłam wzorek z żółtą panterką, różowym lampartem(?) i niebieskie, które na aukcji wyglądały na jakieś mega błyszczące, brokatowe.
Tatuaże przyszły oczywiście zafoliowane, w płaskich opakowaniach rozmiaru opakowania na płytę CD. To co mnie zaskoczyło to rozmiar tych tatuaży - kto ma takie usta?! 
No ale stwierdziłam, widocznie tak ma być :) tatuaże można przyciąć więc byłam dobrej myśli :)
Instrukcja naklejania tatuażu i bliższe zdjęcia:
Sposób użycia
1. Upewnij się, że usta są czyste i suche.
2. Oderwij jeden listek tatuażu.
3. Dopasuj do ust (jak potrzeba dotnij na wymiar)
WAŻNE !!! (tatuaż dopasuj do ust w pozycji jakbyś mówiła literę A)
4. Zdejmij folię ochronną.
5. Przyłóż tatuaż do ust (pamiętaj dopasuj do ust w pozycji jakbyś mówiła literę A)
6. Zwilż papier i odczekaj około 20 sekund.
7. Usuń delikatnie papier.
8. Poczekaj aż tatuaż wyschnie.
9. Dla lepszego efektu możesz użyć błyszczyka.
Tatuaż usuwamy oliwką pielęgnacyjną lub pillingiem.
Unikaj tłustych potraw, jeżeli to możliwe do picia używaj słomki.
Utrzymuje się 8-10 godzin.

No to ok, zabrałam się do działania :) Na pierwszy ogień poszła żółta panterka:
 Wycięłam tatuaż w rozmiarze zbliżonym do moich ust, dość grube jeśli chodzi o wysokość wargi. Najpierw naklejałam górną wargę, potem dolną.
Moje wrażenia: przyklejanie raczej nie było najprostszym zadaniem, trzeba było przytrzymywać tatuaż z każdej strony, jednocześnie go nawadniając, po kilku sekundach sam się odkleił i usta były gotowe. Mimo wycięcia równego kształtu ust, na ustach wcale tak równo nie wyglądał, co zresztą widać. Fajnie wyglądało to na centralnej części ust, w kącikach było już powykrzywiane, nie dopracowane. Jako iż tatuaż wycięłam na w miarę grube usta, dużo tatuażu miało kontakt z moją skórą od środka ust, która wiadomo jest cały czas nawilżana śliną - tatuaż się cały czas odklejał w tym miejscu i na kącikach. Na ustach po nałożeniu tatuażu czuć mocne ściągnięcie skóry, dlatego też kilkakrotnie się oblizałam po ustach ale efekt nie ustąpił a tatuaż się odklejał i niszczył na krawędziach. Stwierdziłam, że ściągne i następna próba będzie lepsza. Zszedł bardzo łatwo, po prostu złapałam za koniuszek i ładnie poodchodziło wszystko.

Drugie podejście, niebieskie glittery:
Tutaj usta wycięłam nieco inaczej, zrobilam je ciut cieńsze ale dłuższe bo stwierdziłam, że lepiej się będzie zachowywało przy kącikach - będzie bardziej dopracowane, zgrabniejsze. Nic z tych rzeczy, katastrofa!!!
Na zdjęciu tylko górna warga, dolną też zrobiłam, ale to juz było nie warte pokazania. Jedna wielka tragedia! Ten tatuaż był o wiele sztywniejszy od tej panterki, w ogóle się nie zlał z ustami tylko pozostawił twardą powłokę, która jak widać się cholernie pogniotła, uczucie na ustach było straszne, mocno ściągnęło wręcz bolało.  No i jak poprzednio usta miały krzywy kształt. No i wygląd tych ust nie był w ogóle zbliżony do tego poglądowego na allegro, zamiast glitteru, usta po prostu były metalicznie niebieskie. Ciężko je było zmyć wodą, płynami dwufazowymi - mimo, że były zmywane na świeżo zaraz po zrobieniu.
Katastrofa.

No i moje ostatnie podejście, usteczka z różowym lamparcikiem:
Jeśli chodzi o wygląd, te mi się podobały najbardziej i w związku z nimi miałam największe wymagania. Stwierdziłam, ze wytnę kształt pośredni między pierwszym i drugim. Nakładałam tym samym sposobem co poprzednio.
Jesli chodzi o efekt - nie zawiodłam się, te usta zdecydowanie wyglądały najlepiej :) i też najlepiej mi się przykleiły. Mimo to, wzór i tak się nie zrobił równomiernie, w kącikach miałam braki tatuażu, góra wyszła krzywo - warga z jednego boku grubsza od drugiej itd ;/ w środku ust tutaj już mi najmniej tatuaż odchodził. Odsączyłam go też zaraz po nałożeniu chusteczką - stwierdziłam, że całkowicie suchy zapewne będzie trwalszy. I faktycznie taki był :) Jako że czułam dalej efekt ściągnięcia skóry ust, pomalowałam usta bezbarwnym błyszczykiem  (tu akurat pomadka Carmex, którą niebawem będę recenzować) - złagodziło to efekt ściągania i czułam się w tych ustach o wiele lepiej. usta też o wiele lepiej wyglądały takie błyszczące i nawilżone :) 

Chodziłam z tymi różowymi ustami jeszcze przez ponad godzinę - dalej czułam dyskomfort, że coś mam na ustach. Picie ze szklanki nie bardzo wchodzi w grę - odklejają się wtedy te tatuaże od środka ust. No i podejrzewam, że jedzenie tłustych potraw też nie będzie tu pożądane. 
Po ponad godzinie usta byly nie naruszone, bardzo ciężko mi było je zmyć, męczyłam się kilka minut.

Jeśli chodzi o moje ogólne wrażenia  - super jeśli komuś nie chce się malować ust w różne wzorki, jeśli szuka czegoś na prawdę trwałego. Fajne efekty na sesję zdjęciową :)
Jednak jeden największy minus - zanim się dojdzie do wprawy, wymyśli się w jaki sposób te usta przycinać i nakładać by wyglądały idealnie równo - miną wieki. Podejrzewam, że by dojść do wprawy i satysfakcjonujących efektów będzie trzeba zużyć  około 10 takich tatuaży, jak nie więcej.
Ja jestem pedantką jeśli chodzi o makijaż ust... więc chyba wolę sama malować niż patrzeć na te tragedię.
A co Wy na to? Jak Wam się podoba? Miałyście już do czynienia z takimi tatuażami? Niebawem jeszcze sprawdzę jak sprawdzają się te gotowe makijaże oczu.


DZIEWCZYNY! Do niedzieli macie czas na wysyłanie prac na konkurs "Ubierz róż", w którym można wygrać kosmetyki MeMeMe ufundowane przez sklep Kosmetykomania! Info w lewym panelu bocznym u góry bloga:)

środa, 21 marca 2012

Korektor MAP + cienie Sleek Molten Metal

Na dzisiaj przygotowałam recenzję korektora Make Up Atelier Paris, który dostałam od sklepu FOLARONI.COM, a także recenzję podwójnych cieni w kremie marki Sleek "Molten Metal", które dostałam od sklepu KOSMETYKOMANIA.PL ;) A na koniec jeszcze wspomnę o nowej paczuszce! :)
MAKE UP ATELIER PARIS korektor (wkład do palety):
pojemność: 8 g
cena: 26 zł
Do korektorów można dokupić metalową paletkę, do której włożymy takie kolory korektora jakie chcemy, bądź też możemy kupić gotową paletkę z 6 korektorami w cenie 152 zł(cenowo opłaca się bardziej, ale nie możemy wybrać kolorów).  Są to doskonałe korektory w kremie. Bardzo rozdrobniona formuła produktu powoduje, że efekt krycia zawiera się w bardzo cienko nałożonej warstwie. Mamy do wyboru 10 kolorów, w tym jeden w kolorze zielonym, który będzie idealnym tonerem do zatuszowana czerwonych zmian (np. naczynek).
Dostałam wkład korektora w kolorze M1Y  - korektor o dość jasnym, lekko różowawym kolorze. Będzie idealny do wszelkich jasnych cer. Moim zdaniem to produkt kompletnie bezzapachowy - co w sumie działa na jego korzyść. Konsystencja korektora jest dość gęsta, kremowa i moim zdaniem troszkę tłustawa. Porównując ten korektor np z kółkiem kamuflaży Kryolan, mogę napisać śmiało, że kółka kamuflaży Kryolan są o wiele bardziej suche, mogą naszą skórę wręcz przesuszyć od częstego stosowania, są cięższe, a ten korektor z MAP'u jest bardziej tłuszczowy, na pewno nie przesuszy nam skóry, i uważam wręcz, że do tłustej cery się nie będzie nadawał, bo zbyt szybko skóra się może po nim przeświecić, na pewno jest to korektor troszkę lżejszy od kamuflaży Kryolan.
Tatuaż: Mesjasz z salonu SILESIA TATTOO w Tarnowskich Górach

Jeśli chodzi o krycie, to myślę, że wszystko widać na zdjęciach powyżej. Są to zdjęcia z użyciem tego korektora - bez dodatkowego podkładu czy pudru, co jak wiadomo zawsze wzmacnia działanie korektora. Pod oczami i na całej twarzy korektor fajnie się sprawuje, ładnie kryje nawet przy niezbyt grubej warstwie - a jak zmiana jest większa bez problemu można dołożyć więcej produktu. Kolorek jest taki, że fajnie rozświetla okolice oka - lubie go używać pod oczami, tym bardziej że jest lżejszy niż kamuflaże z Kryolanu. na reszcie twarzy przy jakiś wypryskach też fajnie się sprawdza, ale przez swoją tłustawą konsystencję i moją mieszaną skórę już się tak długo jak te kamuflaże nie trzyma. Skóra mi się w tych miejscach gdzie jest korektor ciut szybciej przetłuszcza. Uważam, że będzie idealnych do cer suchych, bądź nie mających problemów z przetłuszczaniem.
Zrobilam też maleńki test przy kryciu tatuaży - na zdjęciu tatuaż do góry nogami, sory :P Użyłam niewielkiej warstwy korektora bez jego pudrowania, i jak widać kryje przyzwoicie nawet tatuaż. Myślę, że bez problemu mogłabym go zakryć tym korektorem, w taki sposób jak pokazywałam przy tutorialu o zakrywaniu tatuaży :)
Przy tym wszystkim korektor jest bardzo wydajny ;) A cena nie wielka.  Polecam :)


SLEEK Molten Metal podwójne cienie w kremie:
waga: 5,4g
cena: 39,50 zł
 Są to 2 kremowe cienie w ładnie się prezentującej kasetce. Cienie kremowe. Kolory: Steel & Ash, producent pisze, że w kolorze srebrnym i czarnym - ja uważam inaczej :) Obiecana jest łatwość aplikacji i duża trwałość.
Dostałam te cienie niestety w testerownikowym opakowaniu, a nie we właściwej kasetce, ale mimo to produkt jest pełnowymiarowy więc tak czy siak całkiem fajnie ;)
Jeśli chodzi o kolorystykę cieni w tej paletce, są to 2 srebrzyste kolory.  Kolor Steel to bardzo jasne, metaliczne srebro, kolor Ash to bardzo ciemne, metaliczne srebro z dodatkowymi srebrnymi drobinkami. Cienie są kremowej konsystencji, bardzo miękkiej i lekkiej, rozprowadza się je bardzo prosto. Niewielka ilość cienia daje nam lekką poświatę a nie duże krycie (co widać na zdjęciu poniżej w górnej jego części), ale można też nałożyć cienie całkiem sporą warstwą, i wtedy kolor jest idealny jak w paletce:
Kolory jak widać świetne. Produkt ma baaaardzo delikatniutki świeży, kremowy zapach. I to tyle z neutralnego opisu... teraz zaczynają się schody ;/
Cień w delikatnej ilości daje tylko poświatę, cień w większej ilości daje świetny kolor, ale ciężko to wtedy równomiernie na powiece rozprowadzić. Jednak da się to trochę wymęczyć i osiągnąć taki efekt:
 Jednak już po kilku minutach cienie wyglądają w ten sposób, właściwie to nie minęło nawet 10 minut ;/
Jak się okazało, te cienie w ogóle nie zasychają na powiece. Stwierdziłam, że spróbuje je przypudrować. Przypudrowałam pudrem Anti Shine Kryolan - trwałość się minimalnie zwiększyła(czyli o jakieś 15 minut;/), ale efekt się stracił bo cienie zmatowiały...  Więc stwierdziłam, że kolejne podejście to będzie zastosowanie tych cieni jako bazę pod inne cienie. Spróbowałam z paletką Make Up Atelier Paris T12, która również jest w srebrnych kolorach. EKSTRA!!! Cienie genialnie wzmocniły swoją pigmentację, wręcz ich srebrność raziła po oczach, zobaczcie same(chociaż nie udało mi się tego tak idealnie ująć):
 
z cieniami Make Up Atelier Paris T12

No i sobie stwierdziłam: STRZAŁ W 10!! Ale co z tego? Zobaczcie jak cienie wyglądały po godzinie.....
Po lewej z cieniami MAP, po prawej stronie zdjęcia same cienie zapudrowane pudrem Kryolan
Jak widać... tragedia! Te cienie nie dają rady ani same, ani zapudrowane, ani z cieniami do powiek (chociaz tu swietnie sie sprawdzają jako wzmożenie pigmentu, i troche i tak się bardziej utrwalają niż po pudrze). Sądzę, że mogłyby się sprawdzić w wersji z innymi suchymi cieniami do powiek, gdyby jeszcze uprzednio nałozyć na oko dobrą bazę, a całość spryskać Fixerem z Kryolanu :) Wtedy wytrzymają o wiele dłużej :)
Postanowiłam, że nie mogę tak całkowicie skreślić tego produktu.... I WYMYŚLIŁAM! Te cienie sprawdzają się genialnie nie jako produkt do powiek, ale jako produkt do ust!!!!  Jeśli ktoś chce stworzyć ciekawy makijaż ust na sesję, bądź po prostu idzie na jakąś imprezę gdzie takie usta będą pasować to genialnie!!! W roli szminki/błyszczyka sprawdza się to super!!!!!!! 
Produkt nie zasycha, więc też szybko nie przesusza ust. Można dać dowolną jego ilość, można nałozyć jeszcze na niego błyszczyk przeźroczysty dla lepszego efektu. Dodatkowo przez swoją konsystencję, w ogóle się usta nie kleją. Raczej jest to produkt trwały jeśli chodzi o usta.
Na pewno użyję go w takiej formie na jakiejś sesji! I patrząc na możliwość tego kosmetyku z zastosowaniem na usta, żałuję że nie ma większej ilości kolorów.
I jak Wam się podoba taka propozycja? :)

********************************************

No i wcześniej obiecane foto kolejnej paczuszki, którą dostałam. Portal MAGAZYN DROGERIA wysłał do mnie paczuszkę z farbami Palette do testów. Wybrałam sobie sama  oczywiście kolor, no i na moje długie włosy muszą być 2 opakowania. Wiem, że farby Palette nie szczycą się dobrą opinią... ale a nóż się zaskoczę :)  Trzymajcie kciuki :) Farbować włosy tymi farbami będę za około miesiąc dopiero..