test

niedziela, 30 września 2012

Koreańskie cienie do powiek LIOELE

Dzisiaj postawiłam na recenzję 6 cieni do powiek marki LIOELE, które dostałam dzięki współpracy ze sklepem My Asia :) Na wstępie pragnę przypomnieć, że czytelniczki mojego bloga mają 15 % zniżkę na cały asortyment sklepu (m. in. te cienie, kremy BB i wiele innych:) - info w panelu po lewej.
Będzie dużo zdjęć!
LIOELE Color Eye Shadow:
pojemność: 5,5 g
cena:  25,95 zł  (po rabacie: 22,06 zł!)
Cienie do powiek występujące w 19 różnych kolorach. Producent zapewnia świetne napigmentowanie, aksamitny i świetlisty wygląd na powiece, łatwą aplikację bez osypywania.
W składzie mamy głównie talk i mikę, a na końcu składu znajdziemy parabeny i SLS.
 Cienie są w przyjemnych pudełeczkach. Opakowania są solidne, na mocny zatrzask, szata graficzna marki Lioele bardzo mi się podoba :) Cienie pachną pudrowo. Mają fajną teksturę.
 Spośród 19 kolorów dostępnych w sklepie mogłam wybrać sobie 6 - wybrałam kolory, których za dużo w swoim zbiorze nie posiadam :) Żałuję tylko, że nie wybrałam sobie czerni - mogłabym każdy z tych cieni z nią łączyć, a ja na złość sobie wybrałam wszystkie jasne ;/ Oto one:
 05 SMOKY GREY - srebrzysty, grafitowy kolorek, zawiera w sobie srebrny brokat, który niestety trochę się osypuje podczas aplikacji. Idealny kolor do makijaży wieczorowych :)
 34 LEMONIADE - bardzo jasna kanarkowa żółć, cień jest mocno perłowy. Na powiekach wygląda całkiem ciekawie, co zobaczycie na poniższych zdjęciach. Nie daje mocnego krycia.
 21 CREAM BEIGE - jasno beżowe złoto, cień perłowy z dodatkiem maleńkich drobinek brokatu. Bardzo mi ten kolorek przypadł do gustu, świetnie się łączy ze wszelkimi brązami, czerniami i innymi ciemnymi kolorami. Może spełniać role złotawego rozświetlacza na kościach policzkowych.
 33 SECRET MINT - ten lubie najbardziej!!!  To jasna perłowa mięta, dobrze kryje i bardzo fajnie wygląda na powiekach.
 16 SHINING PURPLE - chłodny różo-fiolet, troche taka lila.. perłowy kolor zawierające drobinki brokatu, które się trochę osypują przy aplikacji (takie samo wykończenie jak Smoky grey)
36 SNOW PINK - bardzo jasny, prawie biały róż, mocna perła, prawie metalik. Fajny do rozświetlania zarówno oczu jak i kości policzkowych, za co ma duży plus bo zastosowanie dwojakie :)

A tu swatche wszystkich cieni:
Jeśli chodzi o nakładanie tych cieni to całkiem spoko, jednak ja je wolę nakładać palcem niż pędzelkiem. Pedzelkami troszkę się osypują i dają mniejsze krycie. Gdy nakładamy palcem to się nie osypują i fajnie się kleją powieki. Gruba warstwa cienia daje najlepszy efekt :) Jeśli chodzi o trwałość tych cieni to na bazie do powiek Joko lub Urban Decay wytrzymują bez problemu calutki dzień. Bez bazy jest niestety troszkę gorzej, po 5-7 godzinach(w zależności od dnia:P) zaczynają mi się powoli zbierać w załamaniach.
A teraz kilka makijaży z wykorzystaniem tych cieni do powiek, na większości wykorzystany jest również żelowy eyeliner marki Lioele.
I jak Wam się podobają? Który kolor najfajniejszy?:)
Jako, że wszystkie te cienie są jasne i perłowe, najbardziej polubiłam je w połączeniach z innymi cieniami matowymi i ciemniejszymi:)

Zapraszam do polubienia fanpage My Asia na facebooku :)

sobota, 29 września 2012

Farouk zestaw CHI Infra + look Pierre Rene

Dzisiaj przyszła pora(w końcu!! bo testowałam te kosmetyki jeszcze jak miałam długie włosy!!) na recenzję szamponu i odżywki CHI Infra - kosmetyki te dostałam dzięki współpracy z Ambasadą Piękna.
Ten portal to nie tylko sklep, ale także forum informacyjne, można sobie porozmawiać z innymi osobami, można też zacząć zarabiać - no i przede wszystkim kupować profesjonalne kosmetyki w bardzo atrakcyjnych cenach!!

Seria CHI Infra to kosmetyki do włosów, które maja głównie chronić przed wpływem temperatury. Zawierają proteiny jedwabiu, ceramidy, wyciągi z roślin, zioła. Nadają się do wszystkich rodzajów włosów.
Butelki odżywki i szamponu są tego samego rozmiaru, okrągłe, srebrne, z poręcznym otwieraniem(wystarczy kliknąć na zakrętkę), jednak są bardzo grube, przez to też dość sztywne i ciężko wycisnąć resztki z opakowania.
Oba produkty mają zapach męskich perfum - niby świeży, niby słodki drażniący, a jednak taki mocny... no po prostu męski :P Mojemu mężowi baaardzo przypadł do gustu!!

Dodam tylko, że w trakcie stosowania szamponu miałam bardzo długie włosy, proste, farbowane, przetłuszczające się u nasady i suche na końcach. Testowałam ja i na szczęscie mój mąż też;p


CHI Infra Shampoo, szampon oczyszczająco-nawilżający:
pojemność: 350 ml (dostępna też większa butelka)
cena: 25 zł (w sklepach poza Ambasadą Piękna jest cena ok 40 zł!)
Wyrównuje balans nawilżenia, wzmacnia włosy pozostawiając je jedwabiście miękkimi - Tak mówi producent :)

Jeśli chodzi o moje wrażenia... przede wszystkim zapach zbyt męski. Szampon jest ciekawej konsystencji - początkowo wydaje się być dość gęsty, galaretowaty, ale mimo to jest płynny.
Jeśli chodzi o pienienie... na moich długich włosach jak je po prostu zmoczyłam to się praktycznie nie pienił, dopiero jeśli je polałam tak na prawdę mocno, że woda ociekała z każdej strony to wtedy się pienił całkiem fajnie :) Po umyciu włosy są strasznie szorstkie, w dotyku jak dratwa i bez odżywki ani rusz! Początkowo wydawało mi się, że strasznie mi wypłukuje farbę z włosów - ale na szczęście się myliłam ;)
Moje włosy po tym szamponie były dość ciężkie, szybciej mi się przetłuszczały, mimo, że były dobrze oczyszczone. Raczej to nie był szampon do moich włosów. A do tego przy moich długich włosów jego używanie dużo by mnie kosztowało.
Natomiast mój mąż był wniebowzięty! Mój mąż ma też długie włosy, ale lekko kręcone, suche i bardzo puszące się - dla jego włosów ten szampon był świetny. Doskonale nawilżał, wygładzał, włosy się mniej puszyły :)

CHI Infra Treatment, Regenerująca odżywka zasadowa:
pojemność: 300 ml(dostępna też większa butelka)
cena: 26 zł (w innych sklepach poza Ambasadą Piękna ok 40 zł)
Zapewnia regenerację, nawilżenie, ochronę przed działaniami termicznymi i odpowiedni blask - słowa producenta:)

I tutaj znowu to samo... mój mąż z suchymi, puszącymi się włosami bardzo zadowolony! Ja z moimi długimi, prostymi nie bardzo ;/
Odżywka też męsko pachnie, ma całkiem fajną konsystencję. Łatwo się ją nakłada na włosy i bardzo szybko zanika (wygląda jakby się błyskawicznie wchłaniała). Producent zaleca trzymać ją ok 2 minuty na włosach. W tym czasie odżywka rzeczywiście wygładziła włosy, stały się bardziej miękkie po tym szamponie, który pozostawił je szorstkie i suche.
Niestety nie ułatwiała rozczesywania moich długich włosów;/
Włosy wyglądały po niej całkiem przyjemnie, choć podobnie jak po szamponie, były dość obciążone i szybciej się przetłuszczały.

Zdecydowanie te 2 kosmetyki polecam osobom o włosach suchych, puszących się, trudnych do ujarzmienia.

*******************************

A na koniec paczuszka, którą dostałam od PIERRE RENE - dystrybutora kosmetyków Pierre Rene i MIYO.
Bardzo się cieszyłam, że produkty mogłam sobie wybrać samodzielnie :) No i wybrałam to co widać na zdjęciu:
 Dzisiaj rano postanowiłam od razu wykorzystać kilka z tych produktów: lakier, cienie i pomadkę  ;) Jak Wam się podoba taki chłodny look?:P
 Zapraszam wszystkich do polubienia fanpage Pierre Rene na facebooku :) Niebawem recenzje!


piątek, 28 września 2012

WYGRAJ KSIĄŻKĘ!

Dziewczyny, jako, że książek odnośnie makijażu mam u siebie dość sporo i kupuje je głównie na potrzeby recenzowania tu na blogu, to postanowiłam mój najświeższy zakup przeznaczyć na małe rozdanie :P

Mowa o książce "AKADEMIA MAKIJAŻU Okazje duże i małe" autorstwa Katarzyny Kozłowskiej-Kołodziejskiej, książka związana z marką KOBO.
Książkę kupiłam kilka dni temu, jednak jest już "obmacana", przeczytana, sfotografowana, więc nosi delikatne ślady użytkowania :)
Chętne osoby zapraszam do zgłaszania się w tym poście.
1. Termin 28.09-5.10.2012 włącznie.
2.  Należy zamieścić na swoim blogu info o rozdaniu w oddzielnym poście(nie w panelu bocznym!) wraz z linkiem do rozdania.
3. Zostawić komentarz pod tym postem, który zawiera nazwę, pod którą obserwujecie bloga, maila i link do wpisu na swoim blogu.
4. Rozdanie tylko dla obserwatorów bloga (tym razem fejsbukowicze nie mogą wziąć udziału:P).
5. Wyniki ogłoszę do 7 października.
6. Książkę wysyłam tylko na terenie Polski.

A już niebawem recenzja tej książeczki ;)

O kolorowych włosach... część 1

Postanowiłam się z Wami podzielić moimi przemyśleniami na temat kolorowych włosów, które nosze od połowy lipca tego roku :P W drugiej częsci tego posta (za jakiś tydzień,dwa) pojawi się techniczna strona tematu, czyli jak się to robi i pielęgnuje :P
Zanim zdecydowałam się na kolorowe włosy przeszłam ogromną metamorfozę, podczas której ścięłam swoje długie, prawie do pasa, włosy na bardzo krótko - to był najtrudniejszy krok w moim życiu jeśli chodzi o mój image. Wtedy nosiłam jeszcze włosy w kolorze rudym :)
Z moją córą na wakacjach:P
W rudych włosach czułam się bardzo dobrze, wszyscy po ścięciu moich włosów twierdzili, że to bardzo dobra zmiana, że w końcu wyglądam łagodniej, bardziej kobieco, a rudy pasuje do mojego charakteru hehehe :P
Jednak jak już ścięłam te włosy, poczułam, że teraz kiedy mam krótkie włosy mogę zrobić z nimi wszystko!!! Przestałam się bać zmian, tym bardziej, że krótkie włosy szybciej się regenerują i mniej widać zniszczenie włosa niż na włosach długich.
Niektórzy twierdzą, że z włosami długimi jest więcej roboty i poszłam na łatwiznę ścinając włosy  na krótko. Nic bardziej mylnego! Jak miałam długie włosy to farbowałam je co 2-3 miesiące, myłam co 2-3 dni, nie musiałam prostować, schły same, jak mi przeszkadzały to spinałam w kucyk i tyle.
A teraz gdy mam włosy krótkie - farbować trzeba częściej bo odrost szybciej staje się widoczny na krótkich włosach, trzeba włosy podcinać często (ja to robie co 2-3 tygodnie!!!!), żeby wyglądały tak jak mają wyglądać trzeba je suszyć suszarką(najlepiej na szczotce), trzeba prostować (długie pod ciężarem zawsze były proste jak druty, a teraz krótkie wywijają się na wszystkie strony), trzeba używać lakieru do włosów czy pianki... opiekowanie się krótkimi włosami jest dużo bardziej czasochłonne niż długimi :P

Tak czy siak, gdy przestałam się bać zmian, zaczęłam myśleć, co by tu zrobić by było ciekawiej :) Zawsze chciałam mieć kolorowe włosy ale nigdy nie miałam na to odwagi, mimo, że raczej na co dzień wyglądam dość odważnie, to włosy były dla mnie czymś najważniejszym.
No i postanowiłam - róż i fiolet!!! Początkowo myślałam o całych kolorowych włosach, ale stwierdziłam, że będę świecić jak żarówka na ulicach i każdy się będzie gapił. Postanowiłam więc przyciemnić resztę swoich włosów a grzywę zrobić na kolorowo. Wraz z pomocą mojej fryzjerki Kasi zaczęłyśmy działać :D
Efekt taki:
W różu i fiolecie czułam się całkiem dobrze, tym bardziej, że to jedne z moich ulubionych kolorów :P
Mój mąż jak mnie zobaczył powiedział, że wyglądam jak emo :D ale poza tym nie jest źle ;) Znajomy mojej mamy powiedział, że wyglądam jak rybka neonka :P A reszta miała podzielone zdania, inni mówili, że super, jedni że w rudych wyglądałam lepiej. Normalka. Potem zaczęłam do tych kolorów dodawać inne, głownie niebieski. Początkowo mi wyszedł bardziej granatowy :P
Z KC Nwokoye - wokalistą, na youtube możecie znaleźć teledysk Stay Tonight, do którego malowałam 2 panie z głównych ról:)
 Potem już zafarbowałam porządnie na rozjaśnionych włosach i kolory wyszły o wiele lepsze:P Te zdecydowanie bardziej się rzucały w oczy niż te różowe.
I takie noszę do teraz, jak widać na inych zdjęciach trochę się wypłukują :P A dodatkowo udało mi się załapać na zdjęcie z Anią, którą malowałam do sesji i która również ma kolorowe włosy:P W końcu ktoś kto rozumiał moje kolorowe farbowanie.
A tu wyszłam jak mała dziewczynka hehehehe
I teraz moje wrażenia!
Ja lubię być zauważana, wyróżniać się w tłumie itd, po prostu mam taką osobowość. Do tego mam na to możliwości bo mam własną działalność w zawodzie wizażystki, czasem przedłużam rzesy czy robię paznokcie żelowe, czasem robię fryzury (w grudniu koncze szkołę fryzjerską:P) - jakby nie patrzeć mam pracę, która idealnie pozwala mi na to by wyglądać jak chce. A nawet może i właśnie w takiej pracy przydaje się bardziej taki wygląd? Na pewno nie przeszkadza;p Wiadomo, jakbym była lekarzem czy adwokatem to broń boże takie włosy nie wchodziły by w grę.
Do tego mam już męża, dziecko - nikt mi nie powie, że przez swój wygląd nie założę rodziny :P

Tak czy siak, kolorowe włosy zwracają większą uwagę na ulicy niż kolczyki czy tatuaże!!! Byłam zszkowana efektem jaki te włosy dały.
Komentarze na temat swoich kolorowych włosów słysze dokładnie każdego dnia poczynając od dnia farbowania! I są one skrajne różne.
Najbardziej mi się podoba jak jadąc w autobusie dzieci szturchają swoje mamy i mówią "mamooo, patrz jakie ta pani ma niebieskie/różowe włosy" :D:D To akurat jest nawet miłe, dzieciom się podoba :P
Z miłych komentarzy, zasłyszanych podczas rozmów różnych osób:
-patrz jakie zaje.biste włosy ma ta dziewczyna
-jezu jak ja bym chciała mieć kolorowe włosy
Czasami mnie ktoś zaczepia:
-piękne włosy, jak Pani to zrobiła??
-ale ma Pani tęczę na włosach, wygląda pięknie. Czy to bardzo pracochłonne by zrobić coś takiego na włosach? A do tego idealnie obcięte. (70-letnia babcia w tramwaju:P:P)
-Ale jest Pani odważna. Brakuje osób tak kolorowych;)

No i oczywiście do tych wszystkich dobrych komentarzy dochodzą i te złe...
Wśród starszych osób jest to głownie negatywne kiwanie głową na mój widok. Raz tylko się ktoś odezwał, że nie wypada mi będąc matką tak wyglądać.
A poza tym głupie komentarze słyszę głównie od młodych osób, najczęściej dziewczyn słyszę głośne wyśmiewanie na ulicy i teksty w stylu "ja pier.dole jak ta laska wygląda". Słyszałam też ze względu na moje kolorowe włosy teksty typu: dziwka, szmata, ku.rwa i różne tego typu.

Nasuwa mi się tylko pytanie... dlaczego ludzie są tak zamknięci? Tak mało tolerancyjni? Dlaczego tak boją się zmian i co im to przeszkadza, że inni się tych zmian nie boją? Do tego zmian krótkotrwałych - bo wiadomo włosy bardzo szybko można zmienić, nie to co np tatuaże.

Jedno jest pewne... do zrobienia takich włosów nie trzeba mieć odwagi. Trzeba mieć odwagę do tego by wszelkie wyzwiska i kiepskie komentarze przyjmować na klatę i żyć dalej tak jak się chce. Trzeba to po prostu umieć dzielnie to znosić, nie bać się tego, że czasami ludzie prawie sie przewracają o chodniki zapatrując się na Ciebie.
Na szczęscie, chyba tych pozytywnych komentarzy jest więcej niż tych negatywnych :P

i jeszcze jedno.. często myślę o powrotu do jednego naturalniejszego koloru włosów, bo robienie tych kolorowych nie jest tanie i jest czasochlonne - ale zastanawiam się czy teraz dam radę być taka bezbarwna? na prawdę ciężki orzech do zgryzienia;P

czwartek, 27 września 2012

KRYOLAN utrwalacze makijażu + kolekcja lakierów

Dzisiaj postanowiłam przygotować dość krótką recenzję, ale myślę, że też dość ważną :) Otóż chodzi o utrwalacze do makijażu, ja osobiście posiadam te z Kryolanu i nie miałam przyjemności (bądź też nie przyjemności) stosować innych firm.
Kryolan w swoim asortymencie posiada 2 różne utrwalacze do makijażu.
Oba te produkty są przeznaczone do utrwalania wykończonego makijażu czy body-paintingu. Mają sprawiać, że makijaż będzie trwalszy, odporniejszy na ścieranie czy rozmazywanie. Twarz lub ciało należy pokryć równomierną warstwą z odległości 30-40 cm. Oba produkty zawierają alkohol dlatego nie powinno się nimi psikać twarzy z otwartymi oczami, ja też polecam zamykać usta;P Produkty są przebadane dermatologicznie.

KRYOLAN Fixer spray (ten niebieski):
pojemność/cena: 400ml/ok 85 zł
pojemność/cena: 100ml/ok 50 zł
skład: butan, isopropyl alcohol, propan, acrylates/t-butylocrylamide, copolymer, isopropyl myristate, diisopropyl adipate;
Jak widać cenowo zdecydowanie bardziej opłaca się ten duży. Produkt jest na prawdę wydajny.

KRYOLAN Fixer spray Dermacolor (ten biały):
pojemność: 150 ml
cena: ok 45 zł
Skład: Butane, alcohol dentat., Propane,  acrylates/t-butylocrylamide, copolymer, ethylhexyl methoxycinnamate, benzophenone-3, butyl methoxydibenzoylmethane (avobenzone), BHT;

Napiszę o tym produktach wspólnie, bo nie ma co tu dużo pisać na temat każdego z osobna.
Tego białego Dermacolor kiedyś używałam zawsze, kupowałam go, bo sądziłam, że oba produkty to będzie to samo, a buteleczka mniejsza i cenowo wychodzi fajnie. Myliłam się ;) Te produkty to nie to samo. Mają całkowicie inne składy! Ten biały zdecydowanie polecam do utrwalania bodypaintingu, jakiś efektów na twarzy, kamuflowania tatuaży itd. Do makijażu okolicznościowego oczywiście też się nadaje(w sumie czuć mniejsze ściągnięcie skóry twarzy po tym dermacolor niż po tym niebieskim), ale tym produktem łatwiej jest zrobić taką świecącą powłokę na skórze (jak często możecie zobaczyć przy pryskaniu swoich włosów lakierem do włosów). Przed tym większym niebieskim długo się broniłam, bo duża butla w kufrze i większa pojemność to zawsze cięższy kufer i mniej miejsca. Ale teraz się do niego przekonałam i na pewno nie wrócę do tego utrwalacza Dermacolor.
Ten niebieski utrwalacz po pierwsze wyrządza mniejszą krzywdę na twarzy - tzn łatwiej jest go rozprowadzić równomiernie na twarzy bo strumień produktu jest bardziej rozproszony, wolniej pojawia się świecąca powłoka na twarzy więc tym samym można go dać trochę więcej. Świetnie utrwala i makijaż i bodypainting.
Zrobiłam nawet krótki test w domu, pomalowałam sobie 2 paski na ręce cieniem do powiek, jeden pasek spryskałam utrwalaczem, drugi nie - przy pocieraniu pierwszy się zmył, ten z utrwalaczem ani rusz!
Przy cerach suchych nie polecam psikania zbyt dużą ilością produktu, bo może ściągać skórę i potęgować wysuszenie.
Samemu sobie ciężko jest dobrze popsikać ładnie twarz tym produktem, więc zanim zrobicie to pierwszy raz na wielkie wyjście poćwiczcie sobie :)

Na prawdę są to świetne produkty przy makijażach ślubnych, okolicznościowych - nie wiem czy da się je czymś innym zastąpić i nie wyobrażam sobie takich makijaży bez utrwalenia tym produktem :)
Cenowo lepiej wychodzi ten niebieski, dodatkowo ma mniej rażący skład, ale za to pachnie o dużo bardziej alkoholowo.
Koleżanka po fachu pozwoliła mi ukraść kawałek zdjęcia podczas psikania klientki tym fixerem:)

Dodatkowo chciałam napisać, dziewczyny, nie psikajcie swojej twarzy lakierami do włosów w zastępstwie!!! To nie to samo, nie są przeznaczone do twarzy, a wiadomo jak nasza twarz może być wrażliwa! Składy lakierów do włosów całkowicie różnią się od tych produktów do utrwalania twarzy, dodatkowo w większości są naperfumowane.

**********************************************

A przy okazji chciałam Wam pokazać moją kolekcje lakierów do paznokci, dzięki blogowaniu zrobiła się ona całkiem spora, a wcześniej nigdy do tego nie przywiązywałam uwagi :P Na zdjęciu brakuje jeszcze 3 lakierów, które miałam w tym czasie w torebce:P
Jak widać najwięcej lakierów posiadam z Inglota, znajdą się też 2 szt MAC'a, jedna Zoya, Nail Tek-i, Orly, kilka lakierów Joko, Vipery, Catrice, Essence, Oriflame, Hean, Paese, Delia i inne :P

środa, 26 września 2012

Bilet na szkolenie WYGRYWA.....

Dziewczyny, zapomniałam całkiem o ogłoszeniu wyników z tego konkursu na szkolenie z zakresu makijażu, które ma się odbyć 1 października w kinoteatrze RIALTO na Śląskich spotkaniach kosmetycznych :)
Pełne info w poście konkursowym.

Wybór mimo niewielkiej ilości chętnych(ze wzgledu na konieczność stawienia się w Katowicach na spotkaniu) mimo wszystko był trudny. Kilka z Was działa zawodowo, kilka dopiero stawia pierwsze kroki... kilka z was już na jakiś kursach było, niektóre na żadnych. Najcięższym wyborem było to czy nagordzić profesjonalistę by szło tej osobie coraz lepiej, czy wpuścić na to szkolenie laika w zakresie makijażu. Do teraz w sumie nie wiem :P

Tak czy siak, postanowiłam nagrodzić... SOUTHGIRL z bloga bycpiekna24.blogspot.com
"mojakosmetyczka1@gmail.com
Bardzo, ale to bardzo przydałoby mi się takie szkolenie, ponieważ jestem zafiksowana na punkcie makijaży, wizażu oraz kosmetologii, a jak dotąd nie miałam możliwości brać udziału w żadnym kursie, który mógłby w rzetelny sposób podnieść moją wiedzę na ten temat."

W zapasie (gdyby pani Southgirl coś wypadło i nie mogła się nagle zjawić) losuję Klaudię J.
"Czesc,
Chce wziac udzial w szkoleniu. Jesli wygram, na pewno 1-go pazdziernika znajde czas:)
Skonczylam juz jedna szkole wizazu, ale brakuje mi praktyki i przede wszystkim kontaktu z profesjonalistami, ktory na pewno przyniesie mi duzo wiecej niz zdobywanie teoretycznej wiedzy czy malowanie innych w zaciszu mojego czy 'klientki' mieszkania.
Poza tym widze , ze program szkolenia obejmuje duzo wiecej niz przecietne umiejetnosci z dziedziny wykonywania makijazu (jak makijaz dzienny, wieczorowy czy fotograficzny. Udzial w takiej zabawie na pewno mi sie przyda, tym bardziej, ze zamierzam zajmowac sie kiedys wizazem zawodowo, chetnie podejrze, jak pracuja i ucza osoby, ktorym juz sie to udalo-"







Obie dziewczyny proszę o podesłanie do mnie maila(matleena.wizaz@interia.pl) - z imieniem i nazwiskiem a także z numerem telefonu.
SOUTHGIRL - widzimy się 1 pazdziernika o godzinie 12 pod Kinoteatrem Rialto w Katowicach! :)

O przedłużaniu rzęs 1 do 1 słów kilka..

Cześć dziewczyny :) Dzisiejszy post postanowiłam przeznaczyć na moje wrażenia z przedłużania rzęs 1 do 1 :) Rzęski sobie przedłużyłam dnia 14 sierpnia tego roku akurat przed wyjazdem nad morze :) Rzęsy przedłużała mi znajoma wizażystka Anastazja Balon  i zdecydowanie jej robotę w temacie przedłużania rzęs mogę polecić :)

14.08.2012 - założenie rzęsek, trwało ok 3 godzinki, wszystko na leżąco przy miłych pogawędkach :P efekt taki jak widać poniżej:
18 sierpnia wyjechałam na tydzień nad nasze polskie, słone morze ;) tam kąpałam się kilkakrotnie w morzu mocząc rzęsy - makijaż raczej robiłam bardzo delikatny bądź prawie wcale ;p
Po powrocie z nad morze i z gór moje rzęski wyglądały następująco:
04.09.2012:
Rzęski sobie dalej nosiłam. Wypadło mi po morskich kąpielach i 2-krotnym pobycie w aqua parku naprawdę niewiele :) W międzyczasie malowałam oczy, czasem nawet malowałam kreski eyelinerem(choć to przez rzęsy było dość utrudnione), a czasem gdy użyłam jakiś jaśniejszych cieni i rzęsy szarzały to malowałam je tuszem do rzęs - cienką warstwą oczywiscie :) Do demakijażu używałam płynu micelarnego - bo jak wiadomo nic tłustego używać do demakijażu nie można podczas noszenia rzęs.
16.09.2012 - czyli ponad miesiąc od założenia rzęs efekt był taki(uważam, że nadal dobry):
Jedyne co w trakcie noszenia mi przeszkadzało to to, że na jednym i drugim oku rzęsy się inaczej układaly - wiadomo to jest zależne od naszych naturalnych rzęs. Ale jak widać na zdjęciu moje prawe oko(czyli to po lewej stronie na zdjęciu) ma fajniej ułożone rzęski, nie pogrupowane, zewnetrzne kąciki są fajnie wypełnione, w drugim oku niestety tak fajnie nie było i każdego dnia(oczywiscie jakies 2 tyg po założeniu bo wcześniej nie było potrzeby) się potem męczyłam by je wyczesywać.
20 września postanowiłam rzęski ściągnąć (jako, że sama zajmuje się też przedłużaniem to posiadam płyn do ściągania rzęs).
20.09.2012 - rzęski prezentowały się następująco, widać też efekt prosto po ściągnięciu(3 rzęski mi nie chciały zejsc hehe:P):
Jako, że sama przedłużam i znam te wszystkie wyglądy przed i po, nie byłam zdziwiona efektem i łatwo mi się było przyzwyczaić. W większości mała ilość rzęs jest złudzeniem optycznym - a każdy mówi tyle rzęs straciłam i są do bani po przedłużaniu.
U mnie widać mały ubytek rzęs, ale uważam, że gdybym pozwoliła wszystkim wypaść w swoim czasie, a nie ściągała tych rzęs(przy czym czasem się je delikatnie ciągnie itd), to by takiego ubytku nie miała. Rzęsy po takim obciążeniu wymagają oczywiscie kilku dni na dojście do siebie, moje już dochodzą :)
Generalnie z przedłużania jestem zadowolona, było bardzo wygodnie, oczy cały czas fajnie wyglądały bo rzęsek było sporo :) Nosiłam je 5 tygodni.  A mimo tego wyglądały naturalnie, bo Anastazja dobrała mi fajną długość i grubość rzęs, rzesy nie rzucały się w oczy z daleka :)

Czy zrobiłabym drugi raz? Na jakiś wyjazd jak najbardziej :) jednak tak na co dzień, kiedy mogę się nazwać urodową blogerką, to nie - mając te rzęski nie mogłam testować tuszy do rzęs które dostałam, wszystko na mnie czekało :) Ciężej też było mi się malować mocno, wyraziście, precyzyjnie - czyli to co lubię najbardziej. Więc i recenzje cieni czekały aż ściągnę rzęski :P

Poniżej zdjęcia całej twarzy z tymi rzęskami, to na przełomie 4-5 tygodnia ich noszenia. Niestety makijaż mocny i mało widać, ale myślę, że widać, że rzęski wygladały bardzo naturalnie :)

niedziela, 23 września 2012

VIPERA błyszczyk, MON AMI kredka + zakupy

Cześć dziewczyny! Na dzisiaj postawiłam na recenzję 2 produktów do makijażu :) Podwójnego błyszczyka Hello Girl, który dostałam od marki VIPERA Cosmetics, oraz wodoodporną kredkę do oczu, którą otrzymałam dzięki współpracy z marką MON AMI :) Dodatkowo zrobiłam małe zakupy w Naturze, o których możecie poczytać na samym końcu posta :)

VIPERA Podwójny błyszczyk Hello Girl:
pojemność: 2 x 4 ml
cena: 10,99 zł
2 błyszczyki dające możliwość pomalowania ust na trzy różne sposoby. Nawilżająca formuła. Występują w 12 zestawieniach kolorystycznych :)
 Błyszczyk jest w malutkim kartonikowym opakowaniu. Sam błyszczyk też jest wyjątkowo malutki, opakowanie minimalistyczne nie powiększające objętości produktu :) Szata graficzna dość dziecięca - na opakowaniu namalowane są przeróżne kwiatuszki, hehehe :P Ja dostałam błyszczyk w kolorze nr 60 - jedna strona to mleczno różowy błyszczyk z maleńkimi złotymi drobinkami, ma typowy aplikator typu floks, druga strona to półprzeźroczysty jasno różowy błyszczyk z ogromną ilością większych drobinek w różnych odcieniach różu, do aplikacji mamy mięciutki i króciutki pędzelek.Błyszczyk ma przepiękny zapach budyniu malinowego :P
Błyszczykami tymi możemy osiągnąć 3 efekty:
-tym z małymi drobinkami możemy uzyskać dość naturalny wygląd ust, błyszczyk troche nadaje kolor, jest taki mleczny, ładnie rozświetla i usta ładnie błyszczą(na zdjęciu poniżej dolna warga), jedyny minus tego błyszczyka to taki że delikatnie osadza się w załamaniach ust;
-tym błyszczykiem z pędzelkiem gdzie mamy bardzo dużo tych drobinek możemy osiągnąć świetny efekt mokrych błyszczących ust, brokacik się pięknie mieni! (na zdjęciu górna warga) Ten efekt podoba mi się o wiele bardziej, dodatkowo świetnie nadaje się do nakładania na jakieś matowe pomadki by zrobić taki glamourowy efekt;
-trzeci efekt to zmieszanie obu błyszczyków i wtedy mamy delikatniejszy kolor i delikatniejsze świecenie ;)
Błyszczyki są całkiem fajne, dają fajne nawilżeniem, nie wysuszają ust. Na ustach trzymają się co najmniej godzinę, potem zaczynają wysychać, zostawiając na naszych ustach ładne rozświetlające drobinki (nie czuć ich w ogóle, są bardzo delikatne). Cena jak widać przystępna więc generalnie polecam, żałuję, że nie miałam w rękach ciemniejszego koloru, bo mógłby dawać fajniejsze efekty :P

MON AMI Wodoodporna kredka do oczu:
pojemność: ok 1 g
cena: 8zł
Kredka do oczu o wodoodpornej formule. Występuje w 20 kolorach(w tym 2 perłowe).
 Typowo prezentująca się kredka, cienka. Ja dostałam kolor 06 czyli gołębi szary, matowy. Kolor bardzo ładny mimo, że za szarościami nie przepadam. Kredka z pozoru wydaje się być twarda, jednak mimo to w trakcie malowania okazuje się dość miękka, łatwo się nią maluje powieki. Ma intensywny kolor, jest dobrze napigmentowana. Łatwo też się ją rozciera pędzelkiem, poniżej efekt bez dodawania żadnego cienia do powiek.
Kredka się całkiem przyzwoicie trzyma na powiekach, da się nią też pomalować bez problemu linię wodną. Jednak wodoodporną bym tej kredki nie nazwała, wodą się ją zmywa całkiem łatwo.
Za taką cenę tak czy siak polecam :)

***********************************

A teraz moje wczorajsze zakupy w Drogerii Natura :) Jako, że kilka dziewczyn mnie pytało o moje opinie na temat kilku produktów marki Essence z naciskiem na lakiery holograficzne i pomadki.  Nie wiem czym kupiłam o to o co było pytanie, ale kupiłam holograficzny top coat, do tego pękający top coat, zauroczona u koleżanki przyspieszaczem wysychania postanowiłam odgapić od niej i też kupiłam ten z Essence(jest super!), no i jedna pomadka, kupiłam różową bo w takich się czuje najlepiej :) Zauważyłam też na półce Essence odżywkę do brwi i rzęs, jako że była tania też kupiłam, a co! Może podziała?
No i przede wszystkim... trafiłam w końcu na promocję książki o makijażu z marki KOBO autorstwa Katarzyny Kozłowskiej-Kołodziejskiej, zapłaciłam za nią jedyne 17,90 zł!!
Niebawem recenzje!
Jeśli są jakieś produkty, których recenzje szczególnie chciałybyscie zobaczyć na moim blogu to piszcie, w miarę możliwości postaram się taki produkt nabyć :)