test

wtorek, 30 lipca 2013

CIEMNE STRONY BLOGOWANIA....

Cześć!
Postanowiłam napisać tego posta w sumie za namową kumpeli :) Tak sobie rozmawiałyśmy o blogowaniu i mówiłam jej, że to wcale nie takie hop siup jak się wydaje... no i w związku z tym o tym napiszę :)
Podejrzewam, że ten wpis będzie dość chaotyczny, ale mam nadzieję że zrozumiały.

Jak wiadomo, blogerek z dnia na dzień przybywa, niektóre zakładają z przypadku, inne bo lubią tę tematykę i po prostu chcą, a trzecie z premedytacją po to by otrzymywać kosmetyki - bo przecież o to chodzi, czyż nie?:):)
Dobrych stron blogowania oczywiście kilka jest... mamy mnóstwo kosmetyków, oszczędzamy na wydatkach kosmetycznych, zyskujemy dodatkową popularność, a także po prostu nowe znajomości:) Możemy przetestować produkty, których nigdy same byśmy sobie nie kupiły(bo nas na nie nie stać, bądź są za tanie i uważamy, że na pewno będą kiepskie... i zapewne sto innych powodów). Ale to tylko mała cząstka całej blogowej działalności :)
tu właśnie sobie dla Was piszę ;)
No to pora na minusy... jest ich zdecydowanie więcej :) Ja lubię prowadzić bloga i mimo tych minusów nie przestanę, ale wpis ma raczej być przestrogą dla dziewczyn chcących zaczynać z blogiem by mieć w domu ogrom kosmetyków :) Oczywiście wszystko zależy głównie od tego jakiego bloga prowadzicie... ja zajmuje się głównie recenzjami kosmetyków, zapewne wiele osób wolałoby bym bardziej rozwijała makijażowe posty, ale to niestety nie jest takie proste ze względu na mój czas, teraz latem mam go strasznie mało, co widać zapewne po spadającej ilości postów na miesiąc :( ale poprawię się w zimowym czasie!

Nie wiem w sumie od których wad blogowania zacząć, ale polecę z tym tak jak mi przychodzi na myśl :) Chyba zacznę od tych najpoważniejszych...
1 - problemy z cerą!!
Dla mnie to chyba największy minus blogowania:( Do testów dostaje dużo kremów do twarzy, płynów do demakijażu, toników, a przede wszystkim też podkładów o różnych formułach, korektorów i pudrów. Firmy chciałyby oczywiście by każdy kosmetyk w miarę szybko recenzować, w związku z czym stosuje się jakiś czas jeden, potem kolejny, potem kolejny... wszystko fajnie, widać różnicę w działaniach podkładów czy kremów, sam z siebie mało który daje efekt "niszczenia" cery, ale po półtora roku intensywnego stosowania przeróżnych kosmetyków i szybkich zmian między tymi kosmetykami, a także często brakiem możliwości wyboru kosmetyków(bo nie stosujemy takich jakie chcemy tylko takie jakie dostaniemy do testów) widać kolosalną różnicę... teraz moja skóra stała się na twarzy o wiele gorsza, mam takie problemy z trądzikiem, że teraz chodzę do dermatologa i faszeruję się antybiotykami... zdecydowanie stwierdzam, że po przetestowaniu tego co już mam, będę dużo bardziej wybredna co do tego co przetestuję na swojej twarzy a co nie;
2 - brak czasu!
No niestety, blogowanie (tym bardziej regularne) zabiera sporo czasu. Napisanie posta włącznie ze wcześniejszym zrobieniem zdjęć do niego zajmuje 1-5 godzin, z czego 80 % to siedzenie przy komputerze i pisanie... Osoby młode, mieszkające z rodzicami, czy samotne, zapewne tego nie odczuwają... ale gdy ma się rodzinkę, swoje dziecko, a do tego ogrom pracy zawodowej, to pochłaniacz czasu w formie blogowania nie zawsze jest przyjemny. Fakt, że jest też fajną odskocznią od codziennych spraw, ale niestety często i gęsto są z tego same kłopoty. Ja odkąd prowadzę bloga, spędzam dużo więcej czasu przy komputerze każdego dnia (trzeba obrabiać zdjęcia, robić wpisy na blogu, wymieniać maile z różnymi firmami, a także odpowiadać na pytania obserwatorów) - tym samym pewne moje rodzinne relacje się pogorszyły, bo chociażby mąż prawie każdego dnia wypomina mi zbyt długie siedzenie przy komputerze...resztę możecie sobie dopowiedzieć same :)
3 - brak możliwości stosowania tego co się naprawdę lubi ;(
No niestety.... mimo otrzymywania do testów wielu fajnych kosmetyków, oczywiście mamy swoich ulubieńców i coś co nas nie do końca przekonuje. Niestety kiedy ma się dajmy na to swój ulubiony podkład, a w kolejce stoi 5 innych do przetestowania to ciężko jest wydać na niego kolejne pieniądze i patrzeć jak stoi na półce.
Ja jedyne co kupuje to czasami pielęgnację twarzy i podkłady... ale za każdym razem gdy mam coś do testowania to przerywam stosowanie tego co lubię a konto tego co stosować muszę by napisać tu recenzję... To oczywiście rzadko kiedy wpływa dobrze na naszą skórę

****Jako, że o tym piszecie w komentarzach najwięcej - TAK, selekcjonuję to z kim chce podjąć współpracę, nie wchodzę w nią z firmami, których warunki lub kosmetyki mi nie odpowiadają, nie biorę kremów do twarzy, które nie nadają się do mojej cery, a testuje wiele, które się nadają, bo uważam że warto próbować  - może a nóż znajdę coś lepszego niż mój dotychczasowy ulubieniec:) Ale człowiek się uczy po szkodzie, a nie myśli na wyrost. Dlatego jest też ten post, jako ostrzeżenie, by przyszłe blogerki, które myślą, że to wszystko jest takie hop siup, miały troszkę oleju w głowie i od razu myślały przyszłościowo :)

4 - brak miejsca w szafkach!
Zapewne każdy by chciał doświadczyć takiej ilości kosmetyków, by nie mieć gdzie ich schować, ale uwierzcie to nic przyjemnego :P wolałabym czasami w tych szafkach pochować ciuchy :)
Obecnie kosmetyki do testów zajmują u mnie 2 duże szuflady i 3 półki w szafce....nie mówiąc o tym ile ich stoi w łazience :) Zużycie tego wszystkiego na prawdę nie jest prostą rzeczą, nie mówiąc już o zrecenzowaniu wszystkiego na czas... mam obsuwę z wieloma kosmetykami bo po prostu nie nadążam :)
5 - wieczna nagonka...
No niestety, sprostanie oczekiwaniom innych osób nie zawsze okazuje się łatwe. Niektóre firmy gonią z terminami, inne nie. Często obserwatorzy oczekują danych postów, a potem się dopytują kiedy będą bo czekają i czekają... ja to rozumiem oczywiście, no ale w pewnym momencie przez taki nacisk człowieka może dosięgnąć frustracja.
Poza tym pojawiają się hejterzy - których ja osobiście mam chyba mało, nawet jak są to mi nie przeszkadzają, czasem mnie po prostu śmieszą :)

Podsumowując - blogowanie to nie tylko same przyjemności ale też ciężka praca, więc niech żadna z Was, przyszłych blogerek nie twierdzi, że dostajemy kosmetyki całkowicie za darmo:)

Ale mimo wszystko bardzo blogowanie lubię! Jestem wdzięczna wszystkim firmom, które ze mną współpracują i przede wszystkim Wam, bo bez Was blog nie miałby szansy bytu :)

Zapraszam do dyskusji! Zapewne w praniu wyjdzie jeszcze więcej plusów i minusów blogowania :)
A na koniec takie sobie foto z telefonu... z pozdrowieniami dla wszystkich czytelników!!

PLUSSSZ Care Lekkie Nogi + cień Mac'a :)

Cześć dziewczyny!
Dzisiaj pora na recenzje produktu, który dostałam dzięki współpracy z Agencją Werner i Wspólnicy :) W produkcie tym pokładałam duże nadzieje, gdyż z nogami mam od zawsze problem ze względu na moją pracę - jako wizażystka bardzo dużo stoję, schylam się, też bardzo dużo siedzę przy komputerze, a przy tym wszystkim dużo chodzę w przeróżnym obuwiu. Każdego wieczora nogi dają mi się we znaki bólem, w dzień i w nocy często drętwieją, przy gorszych i bardziej wysiłkowych dniach puchną mi stopy, ale to rzadko;)


PLUSSSZ Care Lekkie Nogi:
opakowanie: 30 tabletek
cena: ok 23-29 zł
To suplement diety w tabletkach, który ma walczyć z naszymi zmęczonymi nogami i obrzękami.  w swoim składzie zawiera aż 13 aktywnych składników: wyciąg z ruszczyka, diosminę, rutozyd oraz kompleks 10 witamin. PLUSSSZ CARE LEKKIE NOGI poprawia funkcjonowanie naczyń żylnych oraz skutecznie chroni je przed powstaniem obrzęków i stanów zapalnych. Idealny dla osób cierpiących na niewydolność żylną. Preparat znakomicie regeneruje zmęczone, bolące nogi. W naturalny sposób dba o zdrowie i atrakcyjny wygląd nóg. Poza 10 witaminowymi składnikami zawiera:
Bioaktywny wyciąg z ruszczyka – obkurcza ściany naczyń żylnych, likwiduje stany zapalne.
Zmikronizowana diosmina (specjalna rozpuszczalna forma diosminy) – wzmacnia i uszczelnia naczynia krwionośne oraz poprawia elastyczność ścian żył.
Rutozyd zapobiega zakrzepom żył. Poprawia elastyczność naczyń krwionośnych.
Należy przyjmować jedną tabletkę dziennie. Do kupienia w aptekach.
 Moja opinia na temat tego suplementu będzie dość krótka i zwięzła - no cóż, za dużo tu nie ma co do opisywania :) Na początek chciałam napisać, że fajne jest opakowanie, o wiele bardziej wolę takie "słoiczki" niż listki z tabletkami do wyciskania :)
Tabletki te, jak większość suplementów, są dość duże, mają ok 1,5 cm, ale mimo to łatwe do połknięcia. Są praktycznie bez smaku, co dla mnie jest plusem bo nie lubię gdy kładę na język czuć jakiś nie fajnych smaków czy zapachów, a tak czasami przy suplementach bywa :)
Do testów dostałam jedno opakowanie, czyli miesięczna kuracja. Wydaje mi się, że to chyba trochę za krótko by zobaczyć efekty takiego suplementu (kiedyś mnie ktoś w aptece poinformował, że prawdziwe efekty można zobaczyć po ok 2-3 miesiącach stosowania każdego suplementu). Ja osobiście nie zauważyłam niczego przez ten miesiąc, bardzo ciężko mi powiedzieć cokolwiek o działaniu tego produktu. W trakcie stosowania nie miałam akurat żadnych przygód z puchnięciem nóg, czy jakimś wielkim ich zmęczeniem - ale ciężko mi tu określić czy to zasługa tych tabletek, czy po prostu moje nogi nie miały powodu do takich obciążeń. Biorąc pod uwagę jego skład witaminowy, to na pewno dobrze działa na cały organizm, a nie tylko na same nogi :) Nie zawiera w sobie magnezu - więc logiczne że na odrętwienia nie pomaga. Szczególnie polecałabym osobom, które mają problemy z żyłami, żylaki i te sprawy, tam na pewno będzie łatwiej zauważyć pierwsze efekty ze względu na składniki działające na naczynia krwionośne. 
Tabletki nie są drogie, więc myślę że warto spróbować jeśli ktoś ma problemy z nogami - ale co najmniej na kuracje 2-3 miesięczną.

*********************************

Chce ktoś kupić cień z MAC'a?? 

Kolor: NOCTURNELLE (frost)
oryginalny, w salonie ponad 60 zł, sprzedam włącznie z wysyłką za 40 zł!





 


środa, 24 lipca 2013

EYELINER bez tajemnic!

Cześć!
Postanowiłam dla Was napisać jakiegoś bardziej przydatnego posta - wybrałam temat o kreskach i eyelinerach, bo zapewne wiele z Was ma z nimi problem :) W tym poście będzie tylko o eyelinerach i produktach przydatnych do tworzenia idealnych kresek :) W niedalekim terminie zrobię wpis o tym jak kreski malować, jaka kreska do jakiego oka i wszystkie inne techniczne sprawy z tym związane;)
Na początek kilka słów o samych eyelinerach, jakie mamy rodzaje - generalnie dobrze dobrany eyeliner, którego konsystencja będzie najodpowiedniejsza dla nas, to podstawa do dobrze zrobionej kreski! Jeśli chodzi o moje osobiste zdanie - moje oczy najłatwiej mi się maluje pisakiem, czyjeś oczy najłatwiej eyelinerem płynnym w pędzelku lub eyelinerem w żelu :)
EYELINER W PISAKU(na zdjęciu Oriflame eyeliner stylo) - moim zdaniem to najłatwiejsze w obsłudze eyelinery, szczególnie polecam początkującym! Bardzo łatwo maluje się nim oczy, bo mamy stabilny pisak w ręce, elastyczna końcówka, którą można namalować zarówno kreski grube jak i cienkie; takim eyelinerem staramy się raczej nie malować od szpica, a po prostu całą piszącą końcówkę położyć na naszej powiece;
największą zaletą tych eyelinerów jest to, że bardzo szybko wysychają, praktycznie od razu po namalowaniu kreski jest ona sucha, więc nie musimy się martwić o odbicia;
minusem takich eyelinerów może być to, że z reguły nie są wodoodporne(wyjątkowo trwały i odporny jest z Kryolanu) a kreski namalowane tymi eyelinerami nie są kruczoczarne tylko lekko poszarzałe;
Zdecydowanie polecam taki eyeliner z Oriflame bądź Maybelline, a także właśnie Kryolan.

EYELINERY PŁYNNE(na zdjęciu eyeliner z pędzelkiem Lime Crime, a także z pisakową końcówką W7) - największą zaletą tych eyelinerów jest to, że robią baaardzo precyzyjną kreskę o kruczoczarnym kolorze, niektóre są wodoodporne, niektóre nie :) Raczej są dla osób troszkę zaawansowanych w kreskach, bo niektórzy narzekają na wyginanie się pędzelka w różne strony - ale to kwestia zbyt mocnego przyciśnięcia; przy malowaniu takimi eyelinerami trzeba trochę odczekać aż wyschną zanim otworzymy oczy, a tym bardziej zanim spojrzymy w górę - odbicie na górnej powiece murowane jeśli nie poczekamy do końca :) Trzeba też uważać z naszymi rzęsami, podczas malowania mogą się one posklejać i wtedy tuszowanie będzie utrudnione. Zbyt duża warstwa takich eyelinerów może skończyć się ich popękaniem na powiece i skruszeniem w ciągu dnia.
Moje ulubione to Kryolan(daje matowe wykończenie), Lime Crime(kreska wygląda ciągle na mokrą, bardzo wyrazista).

EYELINERY ŻELOWE(na zdjęciu czarny MAC i turkusowy Make Up Atelier Paris) - te zdecydowanie ostatnimi czasy są najbardziej popularne :)
Tutaj najważniejszą sprawą jest pędzelek, o których będzie kilka zdań niżej. Te eyelinery są łatwe w obsłudze i dla początkujących i dla zaawansowanych; konsystencja od razu gotowa do użycia, można nimi robić małe, krótkie ruchy, łatwo się też nimi robi cieniowaną kolorową kreskę.
Te eyelinery szybko wysychają na powiece, najczęściej są wodoodporne, co jest ich dużym plusem. Nie warto przesadzać ze zbyt grubą warstwą bo będzie się brzydko prezentowała.
Ja zdecydowanie polecam eyelinery żelowe Make Up Atelier Paris (MAC jest trochę gorszy, ale też ok), a z tańszych Essence.

CAKE EYELINERY(nie ma ich na zdjęciu) - eyelinery w formie suchej(wyglądają prawie jak cienie do powiek), aby je zastosować trzeba pędzelek zmoczyć w wodzie lub w specjalnym do tego produkcie i dopiero potem malujemy kreskę.  Ja osobiście za nimi nie przepadam, bo nie lubię się bawić w moczenie pędzelka za każdym razem gdy chce go użyć, natomiast prezentują się całkiem fajnie, dają cienką warstwę eyelinera, to czy chcemy je mieć wodoodporne czy nie zależy od nas i od produktu z jakim je zmieszamy.
Ja używałam tylko z Make Up Atelier Paris i śmiało mogę polecić.

Poza tym, eyeliner można zrobić z każdego cienia sypkiego, mineralnego czy pigmentu dodając do nich wody, duraline czy cel sealer:)

 A teraz pora na produkty, które mogą się nam przydać do eyelinerów, każdym z nich da się oczywiście rozcieńczyć np. zaschnięty żelowy eyeliner, świetne też są do cake eyelinerów, utrwalają kreski a także mają inne zastosowanie do cieni do powiek:
KRYOLAN Cel Sealer (15 ml-29 zł)
To produkt utrwalający, przeznaczony głównie do eyelinera, sprawia że makijaż staje się wodoodporny. Buteleczka jest dość duża, bardzo wydajna, produkt jest wodnisty przez co jedna kropelka wystarczy by namalować obie kreski. Ja go bardzo polecam, świetny do utrwalania eyelinerów, świetny również do mieszania z brokatem czy cieniami sypkimi(natomiast za duża jego ilość pęka niestety), produkt bardzo szybko wysycha i na prawdę utrwala.
INGLOT Duraline (9ml-19zł)
Produkt stworzony do robienia z konsystencji sypkich konsystencji płynnej/żelowej; świetny do mieszania z cieniami sypkimi a także innymi produktami(niestety z brokatem kiepsko), fajnie rozrzedza eyelinery, może wywoływać efekt termiczny na powiece(odczuwamy ciepło). Ma tłustawą konsystencję za którą ja nie przepadam.
Make Up Atelier Paris rozcieńczalnik do eyelinera (15 ml - 49 zł)
To produkt, który nie przedłuża trwałości eyelinera, ale jedynie je rozcieńcza - w związku z tym jest świetny przy wszystkich eyelinerach żelowych czy cake eyelinerach, by wygodniej się nam ich używało. Ja używam go praktycznie stale, bo zdecydowanie nie lubię zbyt gęstej konsystencji eyelinerów żelowych.

A teraz mały teścik tych trzech produktów pod wodą :)
W pierwszym teście najpierw posmarowałam dłoń kolejno produktami, a potem na nich namalowałam kreskę eyelinerem w pisaku(nie wodoodpornym):
 W tym teście najlepiej wypadł Cel Sealer z Kryolanu, tarcie pod wodą nawet nie ruszyło kreski:)  Sam eyeliner szybko się zmył, na Duraline był trwalszy ale w końcu też puścił, rozcieńczalnik MAP ze względu na swoje przeznaczenie w ogóle sprawił że ciężko było namalować kreskę, no i oczywiście nie utrwalił.
W drugim teście wzięłam eyeliner żelowy Essence i wymieszałam go z każdym z tych produktów, najłatwiej malowało się kreskę z rozcieńczalnikiem MAP, ale najintensywniejsza wyszła z Cel Sealerem z Kryolanu. I tu wygrał Kryolan :)
Tak więc jeśli chodzi o utrwalanie kresek to polecam zdecydowanie CEL SEALER z Kryolanu, a o rozcieńczanie produkt z MAP :) Duraline jest ok, ale niczym mnie nie zachwyca.

A teraz pora na pędzelki do eyelinerów żelowych i cake eyelinerów. Dobry pędzelek to podstawa!!! 
Niezależnie od kształtu pędzelka, ważne jest to, żeby pędzelek był z włosia syntetycznego! Żeby włosie było równiutkie, gładkie, nie rozczapierzało się na wszystkie strony, im cieńszy włos tym precyzyjniejsza kreska.
Poniżej 3 pędzelki, które ja posiadam, oczywiście często mamy pędzelki dołączone do zestawów z eyelinerami, o ciut różnych kształtach. Są też pędzelki ze zgiętą rączką, co ma niby ułatwić malowanie, ale ja nie widzę potrzeby posiadania takiego pędzelka:)
Klasyczny pędzelek o skośnie ściętym włosiu(na zdjęciu Essence, ok 7zł)
To najczęściej stosowany pędzelek do eyelinerów! Maluje się nimi wygodnie, jednak  nie znalazłam do tej pory żadnego, który po kilkunastu użyciach nie mierzwił się ;/ Nie każdy taki pędzelek też jest cieniutki, więc nie zawsze mamy możliwość namalowania bardzo cienkiej kreski. Gdy nim malujemy, pamiętajmy, że używając go, cały szczyt(ten skos) pędzelka powinien być położony na naszej powiece, dłuższym włosiem do wewnętrznego kacika - nie odwrotnie.

Wąski pędzelek do eyelinera (ja zdecydowanie polecam do ust! na zdjęciu Maestro 720 r2, koszt 13zł)
Zdecydowanie tego pędzelka używam najczęściej! jest cieniutki, sprężysty, nie wygina się, pozwala zrobić precyzyjną kreskę na oku (no i precyzyjnie pomalować usta też!)

Pędzelek do eyelinera z krótkim włosiem(na zdjęciu pędzelek BH Cosmetics, 13,99 zł, który dostałam od Visage Shop!)
To pędzelek, przeznaczony do precyzyjnego malowania kresek, zarówno grubych jak i cienkich. Ma bardzo krótkie włosie, które jest sztywne i się nie wygina gdy nim malujemy - to jest jego zdecydowana zaleta, bo maluje dokładnie tam gdzie chcemy! Początkowo sprawiał mi trudności, bo nie wiedziałam jak go używać, ale szybko się nauczyłam, rzeczywiście można namalować nim każdą kreskę, zresztą nie tylko kreskę :)
Mimo to, wygodniej mi pędzelkiem do ust :)


Na dzisiaj to tyle o eyelinerach!
Jeśli czegoś nie doprecyzowałam, coś jest nie jasne, macie jakieś pytania - PISZCIE!!!



Wycieczka do Krakowa i moje nowe nabytki :P

Cześć dziewczyny!
Przedwczoraj byłam z koleżanką w Krakowie - cel oczywisty, zakupy w MAC'u :)
Najpierw były zakupy, a potem kulturalne piwko z naszą koleżanką po fachu :) W MAC'u jak zwykle straciłam majątek :D Ale myślę, że na taką listę kosmetyków to nie ma źle :) Po mojej 20% zniżce zapłaciłam za całość 790 zł :)
 Całość prezentowała się tak jak powyżej:) 2 podkłady i 1 cień nie dla mnie, to co moje widać poniżej. Pierwszy raz pokusiłam się na tusz do rzęs z MAC - wodoodporny zoom lash, ciekawe jak się będzie sprawował:) No i kupiłam też bazę z MAC'a, która kosztuje w regularnej cenie 190 zł - mam nadzieję, że nie będę żałowała tego wydatku.
Oczywiście też dokupiłam sobie 2 cienie do powiek, specjalnie pod makijaże ślubne :)  Jako, że w swoich 15-tkach już miejsca brak, postanowiłam sobie kupić paletkę na 2 cienie:) Tym razem cień Retrospeck(złotawy) i Jest(delikatnie różowy):
MAC retrospeck & jest
MAC retrospeck & jest
Z zakupów oczywiście jestem zadowolona :) Niestety muszę wyrazić swoje niezadowolenie w innym temacie... otóż ceny w MAC'u wzrosły ;/ Ostatnio jak byłam to podkład kosztował 115 zł, a wkład cienia 50 zł. Teraz podkład kosztuje 124 zł(oczywiście bez pompki), a wkład cienia 53 zł... nie fajnie. Ale cóż zrobić, i tak trzeba kupić ;)

****************************************************
Kolejna część posta to paczuszki jakie do mnie dotarły w ostatnim tygodniu :)
Lipcowy SHINYBOX:
 A w nim kosmetyki Uriage, L'occiante, Grashka, Wibo:

Następna niespodziewana paczuszka to 2 róże do policzków marki JOKO:
JOKO róże do policzków J2 i J3
I jeszcze bardziej niespodziewana paczka... Dr Irena Eris rozpieszcza!!!! Nie minęło kilka dni od mega paki, którą od nich dostałam, a tu kolejna paczuszka, całkowicie nie spodziewana!
Tym razem dermokosmetyki Pharmaceris!
Mam tyle kosmetyków do testowania, że nie pytajcie... :D nie wiem kiedy to ogarnę, ale będę się starać :)

A tym czasem lecę przygotowywać posta o kreskach i eyelinerach!

środa, 17 lipca 2013

Kilka zagranicznych pędzelków: STARLOOKS, Illamasqua, KIKO

Dzisiaj postanowiłam zrecenzować kilka pędzelków zagranicznych marek, łącznie aż 4 sztuki hehehe :D ale myślę, że i to daje jakiś wgląd na jakość.
Niebawem zrobię obszerniejszego pędzla, który do czego i jak używać:) 


STARLOOKS 858 Soft small dome fluff brush:
price:  about 22 $ (ok 70 zł)
Niestety nie potrafię znaleźć pędzelka na stronie ;/ znajduję tylko wersję medium z brązowym(naturalnie wyglądającym włosiem) - pędzelek znajdował się w styczniowym Starboxie, może to jakaś edycja limitowana?:)
W każdym razie pędzelek bardzo polubiłam, mam go już kilka miesięcy, wygląda tak samo jak w dniu w którym go dostałam - napisy się nie starły, włosie nie wypadło, skuwka się nie zarysowała.
Włos w tym pędzelku jest czarnego koloru, ma kształt szerokiego kociego języczka, długość włosa to ok 0,5 cm, włos jest bardzo mięciutki, delikatny, sprężysty - ciężko mi określić czy to włos naturalny czy syntetyczny. Najfajniej mi się sprawdza ten pędzelek do malowania wewnętrznych kącików oka, a także dolnej powieki przy makijażach typu smoky bo fajnie rozciera wtedy granicę cieni:)
Jednym słowem pędzelek bardzo dobrej jakości, który śmiało mogę polecić, natomiast cena zbyt niska nie jest.
I've got this brush in january Starbox - unfortunatelly I can't find this brush on Starlooks site, there is only medium version of it. I'm using this brush for few months and it looks the same as the day I've got it! Subtitles don't rub away, no hair fall down. This brush is made from black hair, very soft, elastic - it's hard to me to say if it is synthetic or natural. I like this brush, using it to inner corner of the eye or down eyelid. Very good quaility!

ILLAMASQA Blending Brush:
price: 22£ (ok 106 zł)
Pedzelek sobie kupiłam dzięki uprzejmości Marti z bloga Beauty&Mac :) Początkowo byłam przerażona jego ceną, ale nie żałuję żadnej złotówki! Jest to zdecydowanie najlepszej jakości pędzel w moim zbiorze ponad 60 sztuk pędzli!
Pędzel jest pięknie zapakowany, cudnie się prezentuje, jako jedyny pędzel z mojego zbioru ma gładką rączę, tak gładką że aż śliską i z początku dziwnie się go trzymało w dłoniach myśląc, że nam się wysunie - ale nic z tych rzeczy. Pędzel wygląda bardzo dystyngowanie, skuwka jest czarna, włosie czarne. 
 Pędzel ma typowy kształt dla pędzli do rozcierania cieni, włosy są dość długie, ok 1,5-1,8 cm, włosie jest niezwykle delikatne, elastyczne, milutkie w dotyku. Pędzel bardzo dobrze rozciera cienie, świetny do makijażu smoky eyes. Jakościowo też super, do tej pory nic się z nim nie stało, nie wypadł ani jeden włosek :) Jeśli tylko Marti będzie znowu coś zamawiala z Illamasqui to na pewno wydam kolejne pieniądze na inne pędzle tej marki!!! REWELACJA!
 THE BEST QUALITY BRUSH I HAVE EVER HAD! :D


KIKO make up Milano:
Face 106
cena: 12,90 € (ok 60zł)
Pędzel do podkładu typu duo fibre/dyfuzor/skunks - niech sobie każdy nazwie po swojemy :) Idealny do nakładania cienkiej warstwy podkładu, fajnie sę też sprawdza przy nakładaniu pudru czy po prostu zamiast pędzelka typu wachlarz do zmiatania osypanych cieni - więć jak dla mnie jest dość uniwersalny. Pędzel jest dość duży, o grubej rączce, wygodny do trzymania w dłoni, ze ściętą podstawą (ale mimo to ciężko go postawić na płaskiej powierzchni bo się chwieje). Włosa jest dość dużo, myślę że jest mieszane naturalne(czarne włosy) z syntetykiem(białe włosy)do tej pory mi żaden nie wypadł. Napisy się jeszcze nie starły, ale czuje że już blisko tego dnia kiedy znikną, bo łatwo jest zdrapać nadruk paznokciami.  Łatwy do czyszczenia.

Eyes 200
cena: 9,9 € (ok 42 zł)
Pędzelek do rozcierania cieni z naturalnego, troszkę szorstkiego włosia. Włosie jest ułożone typowo jak dla pędzli do blendowania cieni - ale szczerze powiedziawszy nie jestem z tego pędzla jakoś super zadowolona, włosie szorstkie, niezbyt przyjemne dla oka przy mocniejszym nacisku, rozciera dobrze cienie, ale nie tak jak ten z Illamasqui. Włos się niestety też ciężko czyści z ciemniejszych kolorów no i mimo, że żaden włos cały mi nie wypadł, to troszkę się kruszy przy czyszczeniu.

wtorek, 16 lipca 2013

Lakiery do paznokci RIMMEL + przesyłka :)

Dzisiaj pora na paznokcie, tym razem lakiery marki RIMMEL London, dostałam lakiery z dwóch serii więc na końcu postaram się je szybko porównać :) Dodatkowo Rimmel zaskoczyło mnie wczoraj miłą przesyłeczką, o której też napiszę na końcu.
Kosmetyki RIMMEL możecie kupić w sieciach drogerii Rossmann, Hebe, Natura, Super Pharm.

RIMMEL Lakiery SalonPRO z Lycrą by Kate Moss:
pojemność: 12 ml
cena: ok 18 zł
Manicure trwały do 10 dni, zapewniają wysoki połysk dzięki żelowej formule. Pędzelek maxi brush do wygodnej aplikacji. Występują w 18 kolorach.
Paleta kolorów dla tych lakierów jest dość bezpieczna, jest tam dużo pastelowych kolorów, mało odważnych  - ale na pewno znajdą swoich zwolenników ;) Ja dostałam do testów 2 kolory które całkiem przypadły mi do gustu :)
705 Reggae Splash - ładny jasny ciepły brzoskwiniowo-żółtawy kolorek (tu trzeba dać co najmniej 2 warstwy lakieru by pokryć porządnie płytkę, ale jestem za trzema cienkimi warstwami)
397 Beige Babe - ciemny beż, kawa z małą ilością mleka ;) ładny kolorek, przypomina mi jeden z lakierów Mac'a które posiadam (tu 2 warstwy w zupełności wystarczą)
Na zdjęciu powyżej widzimy 2 warstwy.
Lakiery mają fajne opakowania, pędzelek jest szeroki i zaokrąglony - mi się nim fajnie maluje i szybko :) Lakiery te łatwo się rozprowadzają, ale jaśniejsze kolory się zlewają więc trzeba uważać. Konsystencja jest dość rzadka. Najlepszy efekt się uzyskuje po 3 warstwach, wtedy paznokcie są super wygładzone, ładnie połyskują i rzeczywiście można by je pomylić z paznokciami zrobionymi metodą hybrydową :)
Przy 2 cienkich warstwach niestety podkreślają nierówności paznokci, co widać przy tym kolorze 705 na zdjęciu powyżej.
Łatwo się zmywa, nie barwią paznokci ani skóry.
Nie zauważyłam jakiejś rewelacji jeśli chodzi o trwałość.

RIMMEL Lakiery 60 seconds:
pojemność: 8 ml
cena: ok 12 zł
Perfekcyjne krycie lakieru, szybkie wysychanie w 60 sekund. Pędzelek Express flat brush.
Dostępne w 18 kolorach.
Te lakiery mają troszkę intensywniejszą gamę kolorów, która zdecydowanie bardziej przypada mi do gustu.
Ja dostałam do testów intensywną czerwień 315 - Ready, aim, paint! Kolor bardzo ładny, głębokli, klasyczna czerwień, więc bardzo często używam :)
Lakier ma dość gęstą konsystencję ale mi się z nim całkiem dobrze pracuje - bardzo dobrze kryje, już jedna porządna warstwa wystarcza na pokrycie paznokci tak by nic nie prześwitywało. Szybko wysycha co na pewno jest jego plusem :) Pędzelek płaski, zaokrąglony lekko  - mi pasuje.
Minus jest na pewno taki, że niestety barwi mi palce i paznokcie podczas zmywania, więc jest to trochę mozolniejsza robota.

Generalnie jeśli chodzi o te lakiery to zdecydowanie wolę serię 60 seconds! Lepiej kryją, szybciej wysychają i moim zdaniem jest lepsza trwałość :) Dodatkowo buteleczki są mniejsze, więc mniejsza szansa na wyschnięcie lakieru bo szybciej się nam skończy :) Natomiast wyglądowo wolę zdecydowanie buteleczki z seri Salon Pro - no i ciekawiej wyglądają na paznokciach po nałożeniu 3 warstw. Ale tylko tyle :)

*********************************************

A poza tym RIMMEL mnie zaskoczyło wczoraj przesyłką - bardzo miło!
Dostałam najnowszy tusz do rzęs Lash Accelerator Endless! Ma świetną, cienką silikonową szczoteczkę - więc zapowiada się jak dla mnie idealnie :)

Zapraszam na fanpage Rimmel: https://www.facebook.com/RimmelPolska

poniedziałek, 15 lipca 2013

Krem z colostrum od GENACTIV + Iwostin purritin

Cześć dziewczyny! Cały czas staram się powrócić do regularnego blogowania ale niestety czas strasznie ucieka mi przez palce;/ Dzisiaj tu postanowiłam usiąść i napisać że 2-3 posty pod rząd :D może dzięki temu jakoś nadrobię powoli te braki ;/
Na dzisiaj recenzja dwóch kremów do twarzy, oba do cery mieszanej i tłustej czyli generalnie idealne dla mojej skóry.

Pierwszy dostałam przy okazji współpracy z firmą GENACTIVE, która zajmuje się głównie pozyskiwaniem i wykorzystywaniem COLOSTRUM BOVINUM czyli siary krowiej, która idealnie sprawdza się do tworzenia kosmetyków regenerujących do problematycznych typów skór i wspomagających odporność.

GENACTIVE Colostrigen innovatio T Krem regenerujący:
pojemność: 50 ml
cena: 95 zł
Krem zawiera w sobie colostrum bovinum i kwas hialuronowy. Krem polecany do cery tłustej i mieszanej. Zapewnia odpowiednie nawilżenie, regenerację, głęboką odbudowę i odmłodzenie skóry, przywraca skórze jędrność, reguluje wydzielanie sebum.
Produkt zgłoszony w KSIoK.
 Opakowanie kremu to wygodna w użyciu tubka, wygląda ma dość prosty, mi się kojarzy ze wszystkimi dermokosmetykami. Jeśli chodzi o skład to oczywiście widać w nim colostrum, kwas hialuronowy, poza tym niestety alkohol cetarylowy i trochę parabenów.
 Krem jest białego koloru, konsystencja całkiem fajna, jednak przy rozsmarowywaniu kremu pojawiają się białe mazy czego zbytnio nie lubię. Jednak po kilku chwilach masowania krem się ładnie wchłania. Krem początkowo zostawia lepki film na skórze, ale szybko się wchłania do samego końca i mamy przyjemne uczucie nawilżenia. U mnie krem w trakcie wmasowywania w skórę powoduje lekkie mrowienie, które na szczęście znika. Zapach kremu kojarzy mi się w kremem Nivea.
Ja ten krem stosowała na noc, bo na dzień wydał mi się zbyt tłustawy i bogaty jak na dzienną pielęgnacje, zdecydowanie wolę na dzień kremy lżejsze. Ten na noc sprawiał się idealnie, każdego ranka moja skóra się prezentowała dobrze, nawilżona, wygładzona. Krem stosowałam 2 miesiące, w tym czasie moja skóra miała się dobrze, była dobrze nawilżona, nie pojawiły mi się zadne nowe niespodzianki. Ale też nie zauważyłam żadnej rewelacyjnej poprawy kondycji stanu skóry czy jej zregenerowania. Nie odczułam też żadnej regulacji wydzielania sebum - skóra przetłuszczała mi się bez zmian.

zapraszam na fanpage: https://www.facebook.com/Sympatycymedycynynaturalnej

IWOSTIN Purritin Emulsja matująca:
pojemność: 40 ml
cena: 39 zł
Emulsja matująca do skóry tłustej ze skłonnością do trądziku, do stosowania na dzień. Działa przecitrądzikowo, matująco, reguluje wydzielanie sebum, nawilża i łagodzi podrażnienia.
 Wygodna w użyciu tubka. W składzie jest woda termalna z Iwonicza, zincidone, alfa i betahydroksykwasy, wyciąg z aloesu, na końcu składu możemy zobaczyć jeszcze witaminę E i C, nie ma żadnych parabenów ani alkoholu, zawiera skwalan.
 Emulsja ta ma białą, bardzo delikatną i lekką konsystencję. Jest bardzo wydajna, niewielka ilość wystarczy na posmarowanie całej twarzy, bardzo szybko się wchłania, świetnie nadaje się na dzień i pod makijaż. Ma delikatny i świeży zapach. Bardzo szybko się wchłania nie pozostawiając żadnej lepkiej warstwy.
Bardzo polubiłam stosowanie tego kremu na co dzień, mimo, ze tak na prawdę nic ciekawego z moją skórą nie robił poza nawilżeniem. Nie zauważyłam żadnego działania matującego ani przeciwtrądzikowego, wszystko było jak zwykle. Natomiast jest bardzo lekki i bardzo wydajny co uważam za jego plus, tym bardziej na dzień.


środa, 10 lipca 2013

MEGA PAKA OD dr Irena Eris!

Kilkanaście dni temu dostałam maila z propozycją współpracy z laboratorium dr  Ireny Eris - oczywiście się zgodziłam i wczoraj dotarła do mnie mega paka! Ba, były to dwa ogromne kartony, których się kompletnie nie spodziewałam, no i okazało się że oba od firmy Eris :) Oczywiście dostałam kosmetyki wszystkich czterech marek: Pharmaceris, Dr Irena Eris, Lirene i Under 20.
W każdym z kartonów było po kilka paczek kosmetyków, same zobaczcie! Byłam na prawdę w szoku :)
Łącznie wyszło 42 sztuki kosmetyków + świetnej jakości ręcznik, frotka, bidon, śliczna firmowa filiżanka i bardzo delikatna bransoletka z serduszkiem Svarovsky :)
A teraz kilka paczuszek z bliska :)
Lirene seria antycellulitowa:
 Lirene seria Youngy20+ - kosmetyki do twarzy:
 Pharmaceris R dermokosmetyki do twarzy z trądzikiem+mała apteczka:
 Dr  Irena Eris seria Clinic Way  z piękną filiżanką:
 Kosmetyki Lirene i Under 20 do twarzy, a także podkłady:
 Lirene kosmetyki do twarzy, żele pod prysznic i seria Lirene Man (którą zgarnął i testować będzie mój mąż), kremy BB Under 20 i Lirene:
 Lirene zestaw do pielęgnacji dłoni z rękawiczkami i płytą cd:


DZIĘKUJĘ!!!!