test

piątek, 27 września 2013

ROZDANIE Z ESSENCE + wyniki :)

Cześć dziewczyny! Z góry przepraszam za kolejny przestój... no ale tak to czasem niestety bywa. Postanowiłam połączyć 2 posty w jednym... otóż na początek wyniki poprzedniego rozdania.
Nagroda wędruje do:
 JUSTYNA ŁACH (tina23232)
Bardzo bym prosiła o maila z adresem do wysyłki:) matleena.wizaz@interia.pl
Gratuluję :)

*********************************

A teraz pora na nowe rozdanie :) Tym razem do wygrania nowy zestaw kosmetyków ESSENCE z kolekcji FLORAL GRUNGE!!!
W skład zestawu wchodzą:
-puder do kolorowania włosów
-paletka 4 cieni do powiek
-2 lakiery do paznokci
-mini zestaw 3 błyszczyków.

Zasady są proste!
Jak zwykle rozdanie tylko dla obserwatorów bloga. Żeby wziąć udział w rozdaniu należy na swoim blogu zrobić osobny wpis z informacją o tym rozdaniu i w komentarzu poniżej umieścić linka do tego wpisu i napisać swojego maila :)
Zgłaszamy się od dzisiaj do 15 października.
Potem ogłoszę jednego zwycięzce i nagroda powędruje pocztą :) Wysyłam tylko na terenie Polski.

Powodzenia!

wtorek, 17 września 2013

Malujemy rzęsy z RIMMEL'em :)

Na dzisiaj postanowiłam przygotować recenzję 3 tuszy do rzęs marki RIMMEL ;)
*Lash Accelerator Endless
*Scandal Eyes RETRO glam
*Scandal Eyes LYCRA Flex
Produkty Rimmel możecie kupić w sieci drogerii Natura, Rossman, Hebe i Superpharm.

RIMMEL Maskara Lash Accelerator Endless:
pojemność: 10 ml
cena: 29 zł
Maskara idealnie łapie rzęsy od samej nasady mocno je wydłużając. Dzięki połączeniu z  kompleksem Grow-Lash przy regularnym stosowaniu przez 30 dni rzęsy stają się dłuższe nawet o 127 %.
Dostępna w 2 kolorach.
Zdecydowanie mój nr 1 wśród tych trzech maskar!!
Ten tusz do rzęs ma silikonową szczoteczkę, co zdecydowanie bardziej mi odpowiada niż szczoteczka z włosia. Świetnie łapie rzęsy od samej nasady, mocno je wyciąga, sklejanie rzęs jest raczej znikome. Rzęsy są kruczoczarne, pogrubione, wydłużone i ładnie prosto się wyciągają w górę nie pozostawiając żadnej rzęsy skręconej w dziwną stronę:) No i zdecydowanie najmniej odbija mi się na górnej powiece w trakcie malowania, co uważam za duży plus.
Tusz nie rozmazuje się w ciągu dnia, nie kruszy, zmywa się bez większych problemów. Rzęsy są lekko sztywne po ich wytuszowaniu, ale to mi akurat nie przeszkadza w niczym, bo przynajmniej stoją cały dzień jak powinny :) Tym tuszem przy moich rzęsach jestem w stanie zrobić najlepszy, najmocniejszy efekt.
Tuszem malowałam się regularnie ponad 1,5 miesiąca - efektu rośnięcia rzęs w sumie nie zauważyłam, ale może to kwestia tego, że stale używam odżywki do rzęs i chyba bardziej urosnąć nie mogą?:)


RIMMEL Scandal Eyes RETRO GLAM:
pojemność: 12 ml
cena: 26,90 zł
Najnowsza maskara Rimmela, która ma nam optycznie otworzyć oko, gdyż dzięki wyprofilowanej szczoteczce w kształcie klepsydry podnosi rzęsy od samej nasady w kącikach oka, wyciągając każdą nawet najmniejszą rzęsę. Zapewnia sporą objętość rzęs bez żadnych grudek. Dostępna tylko w kolorze czarnym.
Tusz ten ma szczoteczkę z włosia, która jest wyprofilowana w kształcie klepsydry - ja osobiście nie przepadam za takim kształtem szczoteczek, tym bardziej że szczoteczka jest dość gruba.
Przy pierwszym malowaniu byłam bardzo rozczarowana, efekt na rzęsach był praktycznie żaden - tylko czarny kolor, minimalne ich podniesienie i wydłużenie. Po 2-3 razach poszło mi już lepiej, teraz sobie w miarę z tą maskarą radzę, ale nie jest to coś co mnie zachwyca. Masakra może i podnosi rzęsy, ale nie ma tego pogrubienia które cenię w tuszach, rzęsy są lekko wydłużone. Tuszu praktycznie na oczach nie czuć, rzęsy są bardzo miękkie i naturalne cały dzień. Uważam, że to maskara idealna dla osób, które lubią w miarę łagodny wygląd rzęs - dla mnie nie ma tu nic wspólnego z efektem sztucznych rzęs.

pojemność: 12 ml
cena: 29zł
Tusz zapewniający niesamowitą objętość rzęs(pogrubienie), a przy tym ich sprężystość przez cały dzień, bez kruszenia się. Formuła tuszu zawiera argininę i pantenol co sprawia , że rzęsy są odpowiednio nawilżone i lśniące.
Dostępna w kolorze czarnym.
 To co mi nie odpowiada w tym tuszu już na początku to bardzo gruba szczoteczka z włosia i to, że na nią nabiera się bardzo dużo tuszu, trzeba porządnie obetrzeć szczoteczkę przed malowaniem. Konsystencja tuszu rzeczywiście jest ciut inna niż pozostałych tuszy, wydaje się być taka wręcz kremowa, a szczoteczka ma bardzo miękkie włosie. Tusz rzeczywiście pogrubia rzęsy, ale przy tym też trochę skleja i mi osobiście strasznie się odbija na górnej powiece w trakcie malowania. Rzęsy są rzeczywiście cały dzień bardzo sprężyste - ale nie widzę jakieś wielkiej różnicy w sprężystości między Retro Glam a Lycra Flexem (specjalnie jednego dnia pomalowałam sobie jedno oko jednym, a drugie drugim, nie czułam żadnych różnic). Mi osobiście jakoś specjalnie nie przypadł do gustu ten tusz, ale mojej koleżance bardzo! Jak widać, dla każdego dobre coś innego:)

A to, że na każdym zdjęciu mam prawie identyczny makijaż to na prawdę czysty przypadek hehe :D:D:D
Używacie tuszy Rimmela? Który lubicie najbardziej??

poniedziałek, 16 września 2013

MAKIJAŻ PERMANENTNY część 2 - efekty :)

Cześć dziewczyny!
Dzisiaj przyszła pora na pokazanie relacji z mojego makijażu permanentnego - jutro minie tydzień od zrobienia i jestem mega zadowolona!
Przypomnę, że makijaż wykonywała Pani ILONA SASAK w swoim salonie w Bytomiu! Bardzo polecam:)
w trakcie wykonywania kreski dolnej
No ale zacznijmy od początku :)
Zaraz po przyjściu do salonu oczywiście jesteśmy częstowane kawą/herbatą :) Następnie dostajemy do przeczytania ulotkę informacyjną o makijażu permanentnym, cenach, korektach itd, a także do podpisania dokument, w którym potwierdzamy to, że wiemy jakie są przeciwwskazania a także możliwe powikłania.
Jako, że byłam dość zestresowana tymi kreskami na oku, Pani Ilona początkowo pozwoliła mi zobaczyć ją przy pracy, jak wykonuje kreski innej Pani - fakt, było to pocieszające, tamta Pani była bardzo zadowolona, uśmiechnięta, nie krzyczała, nie marudziła... więc stwierdziłam, że nie może być tak źle :D
Pani Ilona w trakcie pracy:)
Następnie jedna z kosmetyczek, która pracuje w salonie wykonuje nam demakijaż i nakłada znieczulenie- ja szłam na makijaż permanentny oka, kreski góra i dół, w związku z czym miałam nakładaną maść EMLA na dolną i górną powiekę, maść ma być nałożona w znieczuleniu okluzyjnym, więc na nią nakłada się folię - z takim znieczuleniem leżymy około pół godziny:
W trakcie tego znieczulenia maść może się dostać do oka i niestety lekko podszczypuje - ale wszystko do przeżycia :) mamy czas żeby się przy miłej muzyczce odstresować przed zabiegiem:)
Następnie po 30 minutach znieczulenie jest zmywane i przystępujemy do zabiegu :) Muszę przyznać, że uczucie po znieczuleniu jest co najmniej dziwne, powieki są odrętwiałe, ja się czułam jakbym miała sztuczne oczy, bardzo śmiesznie :D
Urządzenie i igła do wykonywania makijażu permanentnego prezentuje się tak:
Pani Ilona robi najpierw kreskę dolną prawego oka, potem górną, a dopiero potem to samo z okiem lewym. Bardziej obawiałam się kresek dolnych, które trzeba wykonywać na otwartym oku - ale jak się okazało, poza tym, że uczucie było po prostu nie przyjemne, kreski dolne były o wiele łatwiejsze do zniesienia niż górne :) Oko samo się przymyka automatycznie, ale Pani Ilona świetnie sobie z tym radzi:)
Zdjęcie z kreski dolnej jest na samej górze, a tutaj jak już Pani Ilona wykonuje kreskę górną:
Kreski górne to niestety koszmar :D Znieczulenie bardzo szybko ustępuje przy takim nakłuwaniu skóry, najbardziej boli środkowa część oka, kiedy pracuje się nad tęczówką. Oko samo z siebie się zaciska, łzawi - no ale wszystko do przeżycia :) Na szczęście trafiłam do profesjonalisty, gdzie wykonanie tych kresek to kwestia kilku minut :)
Oczywiście w trakcie Pani Ilona pokazuje nam lusterko byśmy mogły stwierdzić czy wszystko ok, czy chcemy kreski grubsze czy dłuższe itd - jako, ze Pani Ilona widziała kreski, które sama sobie maluje, zrobiłyśmy od razu kreski grubsze i dłuższe (gdzie przeważnie taki efekt osiąga się dopiero na korekcie)
Tak się prezentuje oko z kreskami i bez:
Jest różnica, co? Oko od razu wydaje się wyraźniejsze :)
Przy drugim oku już byłam trochę wycieńczona i w trakcie robienia górnej kreski zrobiłyśmy małą przerwę i Pani Ilona dołożyła mi trochę znieczulenia, by  mniej mnie bolało:)
Kreski 1,5 godziny po wykonaniu, jak widać dolne powieki są dość spuchnięte, i prawa górna ma większy obrzęk.Widać również różnice w brwiach - super co?:)
Po wykonaniu kresek udało mi się Panią Ilonę namówić na coś, czego generalnie się nie robi - nie powinnam sie tym chwalić tu na blogu, ani nigdzie indziej, ale jestem z tego tak zadowolona, że stwierdziłam, że nie mogę tego ominąć!
Otóż namówiłam Panią Ilonę na lekkie podrasowanie moich brwi :) Jak widać na zdjęciu powyższym mam wybraki kilku włosków przy nasadzie brwi i dużo rzadsze końce brwi - poprosiłam Panią Ilonę by mi troszkę zapełniła te miejsca. Takiej usługi raczej się nie wykonuje, powinno się wykonać cały makijaż permanentny brwi ponieważ wtedy one są całe pełne, można wyrównać ich kształt itd - natomiast przy takim dopełnianiu, o które ja poprosiłam nie ma mowy o wyrównywaniu kształtu bo wtedy wyglądałoby to nie naturalnie.
Na poprawkę moich brwi zdecydowałam się bez znieczulenia - makijaż permanentny brwi nie boli! :) Uczucie milsze niż przy robieniu sobie tatuaży w innych częściach ciała, podobne w sumie do uczucia przy regulacji brwi:)
Dzień drugi - jak widać opuchlizna zdecydowanie mniejsza:)
Po wykonaniu makijażu permanentnego miejsca nim pokryte trzeba smarować wazeliną lub maścią Diprobase, do 4 dni po wykonaniu kresek nie można malować oka, zmywamy oczy tylko przegotowaną wodą - ma to na celu nie ścieranie się makijażu permanentnego. Może też wystąpić swędzenie - oczywiście nie można drapać bo możemy wydrapać pigment.
Makijaż permanentny kreski góra i dół, dzień trzeci
 Jako, że niestety w piątek i sobotę miałam dni pracujące na ślubach i fotografowie robią dużo zdjęć - musiałam się pomalować, mimo że to jeszcze nie odpowiednia pora. Mój pierwszy makijaż, w którym nie użyłam eyelinera, a cieniami starałam się nie zamalowywać kresek:
Widać kreski, co?:)
Dziewczyny! Jestem bardzo zadowolona! Każdego ranka budzę się i mam wyraźne oko, od razu człowiek lepiej wygląda bez makijażu  - i przede wszystkim lepiej się czuje :) Niesamowita wygoda dla osób, które nie lubią poświęcać dużo czasu na makijaż, bądź które po prostu nie potrafią go wykonywać! Świetna sprawa przede wszystkim na wakacje :)
Za jakieś 3 tygodnie wybieram się na korektę tego makijażu, która utrwali efekty, a dodatkowo trochę jeszcze pogrubię te górne kreski:) 


UWAGA! Kreski górne w salonie Pani Ilony SASAK kosztują 450 zł - jeśli powiecie, że czytałyście moje wpisy o makijażu permanentnym dostaniecie 50 zł rabatu!!! Czyli kreski górne będą kosztować 400 zł! 
(kreski góra + dół to koszt 700 zł, makijaż permanentny brwi 800 zł)

Naprawdę warto!

czwartek, 12 września 2013

MAKIJAŻ PERMANENTNY część 1 :)

Cześć dziewczyny!
Dzisiaj kolej na pierwszą część mojego wpisu o makijażu permanentnym - mam nadzieję, że dzisiejszym wpisem i tym, który dam tu za jakieś 2-3 dni rozwieję wszelkie Wasze wątpliwości i dowiecie się czegoś nowego :)
Wczoraj sama poddałam się zabiegowi makijażu permanentnego - zrobiłam sobie kreski na górnej i dolnej powiece, a także trochę podrasowałam swoje brwi  - ale cała relacja tego w kolejnym wpisie :)
Na tę usługę zjawiłam się w salonie Pani Ilony Sasak w centrum Bytomia - wybrałam ten salon, ponieważ kilka moich klientek, w tym też moja siostra, skorzystały z jej usług i miały wykonane przez panią Ilonę makijaż permanentny brwi i kreski na górnej i dolnej powiece - były to jedne z lepiej wykonanych makijaży jakie widziałam :)
W salonie Pani Ilony spotkałam się z bardzo miłą obsługą, w pełni profesjonalnie podchodzącą do swojej pracy :) Salon jest przepięknie urządzony, panuje w nim przemiła atmosfera; może to głupio zabrzmi, ale szczególnie muszę pochwalić wygląd toalet  - mogłabym w nich zamieszkać :D:D:D
W salonie, poza wszelkimi typowymi usługami fryzjerskimi i kosmetycznymi, spotkamy się przede wszystkim z możliwością wykonania makijażu permanentnego - z którego chyba owy salon słynie :)
Ceny makijażu permanentnego marki Long Time Liner w salonie Pani Ilony prezentują się następująco:
Makijaż trwały ust z wypełnieniem: 1000,- Pln
Makijaż ust – kontur: 800 – 900,- Pln
Makijaż brwi: 800,- Pln
Makijaż kreski górne: 450,- Pln
Makijaż kreski dolne: 400,- Pln
PROMOCJA kreski dolne + górne: 700,- Pln
każde kolejne uzupełnienie 200 pln;
Oczywiście są salony droższe i tańsze, ale moim zdaniem na takiej usłudze bardzo dobrze wykonanej nie ma co oszczędzać:) Zresztą sam luksusowy wygląd salonu zdecydowanie powinien nam mówić, że wiemy za co płacimy poza umiejętnościami osób tam pracujących:) Z Panią Iloną przeprowadziłam rozmowę, którą mam nadzieję jakoś uda mi się tu streścić :)
No ale zacznijmy od tego CO TO JEST MAKIJAŻ PERMANENTNY?
Jest to półtrwały makijaż brwi, oka czy ust. Dzięki tej metodzie pigmenty pochodzenia naturalnego, nie toksyczne i nie alergizujące zostają osadzone w naskórku i poprzez zmagazynowanie w przestrzeni międzykomórkowej utrzymują się tam w sposób widoczny do ok. 3-5 lat, ulegając stopniowemu rozjaśnianiu.
Makijaż permanentny może zafundować sobie każda osoba ceniąca sobie wygodę i chcąca zaoszczędzić czas każdego dnia, a także przede wszystkim każdy kto chce skorygować mankamenty swojej urody - wąskie usta, nie równy kontur ust, brak brwi spowodowany różnymi chorobami(wtedy nazywamy to makijażem medycznym) czy posiadanie bardzo rzadkich i nie równo rosnących włosków. Coraz częściej poza kobietami na tę usługę zjawiają się np. panowie, którzy mają wybarwienia czerwieni ust np. powstałe w skutek opryszczki.
Makijaż permanentny w przeciwieństwie do tatuażu nie wchodzi tak głęboko w warstwy skóry, w związku z czym nie jest aż tak trwały - co ma swoje zastosowanie w tym, że zmienia się moda, zmieniają się nam rysy twarzy i co kilka lat możemy zmienić jego wygląd(w przeciwieństwie do zrobionego tatuażu).
Trwałość makijażu permanentnego jest indywidualną sprawą każdego z nas, wszystko zależy od złuszczania naszego naskórka - średnio powinno się uzupełniać kolor raz do roku.
Makijaż permanentny mogą robić osoby w każdym wieku - tzn poczynając od 18 roku życia:) Pani Ilona wspomniała wczoraj, że ma nawet jedną klientkę, która ma 80 lat :)
PRZECIWWSKAZANIA?
Otóż kilka takich istnieje... przede wszystkim ciąża, cukrzyca, łuszczyca, infekcja a także przyjmowanie leków sterydowych. Oczywiście wszelkiego rodzaju choroby typu żółtaczka, Hiv, Aids też nie powinny być pominięte przy umawianiu się na taki makijaż. 
makijaż permanentny brwi, kreska górna i dolna (fot. Ilona Sasak)
 JAK WYBRAĆ ODPOWIEDNI SALON?
Oczywiście najlepiej po pracach danej lingeristki :) Koniecznie trzeba zwrócić uwagę na to jak wykonany jest makijaż, czy nie oszpeca klientek, czy kreski  na oku wykonane są równo, czy brwi są w miejscu łuku brwiowego a nie gdzieś poniżej czy powyżej, czy nie są krzywe, czy brwi są wykonywane metodą całego wypełniania i piórkową(malowanie włosków) - ja osobiście nie poszłabym do salonu gdzie są pokazane tylko pełne wypełnienia, bo metoda piórkowa wygląda zdecydowanie naturalniej.
Stwierdzenie lingeristki, że metoda piórkowa na brwiach wygląda jak choinka powinno nas od razu odrzucić od tego salonu ;/
Tak samo kategorycznie powinnyśmy skreślić salon, który przed makijażem permanentnym brwi planuje nam zgolić nasze własne i namalować je po swojemu w nowym kształcie!!!! To chyba najgorsza z opcji ;/
Nie rzadko zdarzają się sytuacje gdy do salonu przychodzi ktoś z wcześniej kiepsko wykonanym makijażem permanentnym, z prośbą o doprowadzenie tego do ładu - pamiętajcie, źle zrobiony makijaż permanentny może nas oszpecić! Makijaż taki powinien podkreślać naszą urodę, wyglądać mimo wszystko naturalnie! Opadające kreski na oku, ciemne zacieki, krzywe brwi, przypadkowe wyjechanie kreską w miejsce, w którym jej nie powinno być, zbyt ciemny obrys ust itd - nas oszpecają! Oczywiście doświadczeni lingeriści przeprowadzają korekty, ale nie wszystko da się niestety naprawić - dlatego niezwykle ważny jest wybór odpowiedniego salonu.
Tutaj na pierwszym zdjęciu widać bardzo krzywo wykonane brwi, do tego jakas wielka kropka przy nasadzie lewej brwi. Na środkowym zdjęciu Pani Ilona nałożyła kamuflaż, a na dolnym widać już zrównane ze sobą brwi :)
Oczywiście powinnyśmy też zwracać uwagę na cennik salonu, zbyt niskie ceny powinny nas zdecydowanie zaciekawić. Warto zapytać się o markę pigmentów czy aparatury, której salon używa - kiepskiej jakości pigmenty powodują, że  makijaż jest mniej trwały i wymywa się na przedziwne kolory(granat, zielony, itd).
Zawsze warto wybrać doświadczoną lingeristkę, która makijaż wykona nam sprawnie i szybko - bo wiadomo im dłużej to trwa tym bardziej boli:)
Pani Ilona Sasak w trakcie pracy :)
  Pani Ilona makijażem permanentnym zajmuje się już od 10 lat, w tym czasie przeszła kilka szkoleń z zakresu makijażu permanentnego. Używa sprzętu i pigmentów marki Long Time Liner  - z ciekawostek mogę powiedzieć, że salon jest bardzo na czasie, bo np. posiadają w swojej ofercie już najnowszy kolor pigmentu, który w Polsce jest od kilku dni:)
W salonie duże wrażenie robi cała ściana certyfikatów!
JAK WYGLĄDA ZABIEG  I CO PO NIM?:)
To wszystko pokażę i opiszę dokładnie w kolejnym wpisie, ale teraz tak krótko opowiem:)
Otóż zjawiamy się w salonie na umówiony termin, wykonują nam demakijaż, a następnie na miejsce w którym mamy mieć makijaż permanentny nakładane jest znieczulenie w postaci maści Emla, którą nakłada się w opatrunku okluzyjnym (czyli tak, żeby nie dostawało się do niej powietrze). Leżymy sobie ze znieczuleniem około pół godziny, a następnie znieczulenie maść jest zmyta i poddajemy się zabiegowi.
Przy makijażu permanentnym ust, czyli miejsca bardzo wrażliwego, czasami stosuje się znieczulenie dentystyczne. Pani Ilona wykonuje makijaż permanentny bardzo sprawnie(urządzenie z cieniusieńką igiełką, które mimo wszystko nie przypomina maszynki do tatuażu i jest bardzo cichutkie), co pomaga przetrwać  ten czas  - tutaj się też pojawiło moje pytanie "czy zgadzać się na bycie modelką na szkoleniach z makijażu permanentnego by zaoszczędzić na pieniądzach?" - odpowiedź była prosta, Pani Ilona spytała się mnie w trakcie 10-cio minutowego robienia kresek, czy wytrzymałabym to jakby robiła mi je jeszcze przez półtora godziny? Zdecydowanie nie!!!  Makijaż zostanie na takich szkoleniach wykonany dobrze, starannie, nie powinni nam zrobić krzywdy, natomiast makijaże na takich szkoleniach są wykonywane bardzo długo przez osoby uczące się, znieczulenie przestaje działać po kilku minutach, może się to okazać dla nas traumatycznym przeżyciem, a obrzęki mogą być o wiele większe.

Sam zabieg trwa w miarę krótko. Po Zabiegu może wystąpić obrzęk, który szybko znika. Jeśli chodzi o wykonanie kresek na górnej i dolnej powiece to przez 4 dni od wykonania zabiegu nie można robić makijażu oka, tuszować rzęs. Każdy makijaż permanentny musimy przez kilka dni, kilka razy dziennie, smarować wazeliną lub Diprobase (pytałam też o Alantan i Bepanthen ale Pani Ilona  powiedziała, że lepsze będą tamte produkty). Kategorycznie nie można drapać tego makijażu, który w 2-3 dniu zapewne będzie nas swędział. Przez tydzień nie można chodzić na basen, saunę ani na solarium (słońca w ogóle powinno się unikać do 6 tygodni). Po 3-6 tygodniach należy zjawić się na korektę makijażu by utrwalić kolor i nanieść ewentualne poprawki jeśli będzie taka konieczność, ta korekta wliczona jest w cenę zabiegu.

Ktoś tu pytał o kolory na które wybarwia się makijaż permanentny... To na jaki kolor będzie się wybarwiał makijaż zależy od użytego przez lingeristkę barwnika. Jeśli mamy barwnik dobrej jakości, kolor czarny powinien po prostu szarzeć, natomiast jeśli barwnik będzie kiepski to faktycznie może się wybarwiać na kolor  zielonkawy czy niebieskawy. Jeśli chodzi o kolor brązowy, to tu niestety bardzo często, nawet przy dobrej jakości barwniku, może się wybarwiać na kolor pomarańczowy - a to dlatego, że kolor brązowy ma w sobie dużo czerwonego pigmentu.

Jeśli macie jeszcze jakieś pytania to piszcie! Postaram się na wszystkie odpowiedzieć!
A już za 2-3 dni wpis z moją osobistą relacją z wykonywania makijażu permanentnego, zdjęcia itd!





sobota, 7 września 2013

Wypiekane rozświetlacze z LAMBRE i PROTO COL

Hej dziewczyny! Dzisiaj postanowiłam na tapetę wziąć 2 pudry rozświetlające do twarzy, pierwszy z nich to w miarę tani produkt marki LAMBRE, której wcześniej w ogóle nie znałam - to francuska marka działająca w 22 krajach, w tym w Polsce, od 99 roku, firma działa na zasadach marketingi wielopoziomowego (sprzedaż katalogowa, bezpośredni kontakt z klientem), w skład Lambre wchodzi również marka Madame Lambre :)
A drugi kosmetyk to mozaika rozświetlająca od znanej Wam już marki PROTO COL, czyli postawionych dość wysoko cenowo kosmetyków mineralnych:)

LAMBRE Puder spiekany Touch of luxury:
pojemność: 7 g
cena: 43 zł
 Puder spiekany LAMBRE doskonale kryje nierówności skóry, zapewniając jednorodność koloru. Produkt idealnie nadaje się do eleganckiego wykończenia makijażu.
Puder spiekany z kolekcji TOUCH OF LUXURY stanowi doskonałe rozwiązanie dla tych, którzy pragną utrzymać niepowtarzalny efekt makijażu na długo.
Dostępny w 3 odcieniach. 
Zacznę jak zwykle od opakowania - mimo, że złote to wyjątkowo mi się spodobało, jest takie "na bogato", ale uważam, że pasuje to akurat do tego kosmetyku, bo po otwarciu widzimy pięknie świetlisty produkt :) W środku oczywiście dość spore lusterko co też działa na plus tego produktu. Opakowanie jest plastikowe, ale mimo to jest dość ciężkie, przez co kojarzy się w lepszą jakością.
Ja do testów dostałam kolor nr 4,  chociaż o dziwo w katalogu marki występują tylko 3 kolory i żaden z nich nie ma numeru 4 :D ale mniejsza z tym :D
Dla mnie to typowy rozświetlacz. Ma taki fajny złotawo-brzoskwiniowy kolorek, przyjemnie rozświetla naszą buźkę, daje taką ładną połyskującą taflę, zdecydowanie wolę go nakładać palcem niż pędzlem, bo przy nakładaniu pędzlem pojawiają się na skórze maleńkie drobinki brokatu, czego nie lubię - ja stosowałam tylko na kości policzkowe, nie wyobrażam sobie by zastosować go na całą twarz.  
Nada się do delikatnie i bardziej opalonych cer, na bladziochach raczej spełni się w roli mocno połyskującego różu.
Można też zastosować go jako rozświetlających cieni do powiek, ale wtedy koniecznie z bazą pod cienie.
Trwałość? hmmm... kilka godzin wytrzyma, ale na pewno nie wytrzyma calutkiego dnia bez poprawek. 
Produkt bardzo wydajny, w związku z czym cena się wydaje być całkiem przyzwoita :)

pojemność: 9 g
cena: 159 zł
Mineralne rozświetlacze to gwiazdy w kolekcji wypiekanych minerałów proto-col.
Idealna harmonia naturalnych składników i żywych pigmentów tworząca wyjątkowo odmładzające produkty o wielu zastosowaniach.  Rozświetlacza możemy używać na policzkach jako różu lub bronzera, jako cienia do oczu lub rozświetlenia na ustach, stosowany na całej twarzy nadaje blasku i świeżości.
Łagodzące działanie składników roślinnych pozwala na stosowanie rozświetlacza nawet na najbardziej wrażliwej skórze.
Dostępny w 4 zestawieniach kolorystycznych.
 Jak każdy produkt PROTO-COL i ten rozświetlacz jest zawarty w pięknym srebrnym opakowaniu z lusterkiem.
Ja dostałam kolor SPICY SPLASH - czyli jak producent mówi mieszankę odcieni wanilii, orientalnych przypraw i szlachetnego złota. Mozaika wygląda pięknie!
Jeśli chodzi o kolorki w niej zawarte... zdecydowanie moi faworytem jest ten jasny złotawy, bo pasuje do wielu cer i ładnie nabłyszcza nasze kości policzkowe przyjemnym złotkiem, fajnie podkreśla opaleniznę :) Najciemniejszy z tych kolorów - ciepły, miedziany brąz, zdecydowanie nadaje się tylko do opalonych cer, no chyba, że chcemy go użyć jako rozświetlającego bronzera. Pozostałe 2 kolory ciężko nazwać, są połączeniem złota, fioletu i brązu - zdecydowanie wolę ten jaśniejszy, chociaż jeśli zabraknie światła to dość brudno się prezentuje na twarzy, wygląda jakby takie zasinienie;/
W związku z powyższym do rozświetlania kości policzkowych używam tylko tego najjaśniejszego złota(nakładam albo palcem, albo pędzelkiem do cieni, bo dany kolor w mozaice ma ok 1 cm średnicy więc dużym pędzlem się nie da), co prezentuje się na buźce mniej więcej tak:
Można też oczywiście pędzlem zmieszać wszystkie kolory naraz i użyć jako rozświetlającego różu/bronzera do policzków, niestety produkt jest dość miękki, więc nabierając go dużym pędzlem strasznie się kruszy i sypie ;/ Ale na policzkach prezentuje się to całkiem fajnie:
Produkt jest bardzo trwały, po całym dniu jeszcze go widać :)
Cena trochę zniechęca, ale jeśli chcemy mieć pięknie prezentujący się produkt i w opakowaniu i na twarzy to jak najbardziej polecam! Do tego pozbawiony jest wszelkich składników powodujących odczyny alergiczne!
**przypominam że możecie kupić kosmetyki PROTO-COL z 10 % rabatem (info w górnej części lewego panelu bocznego).

I jak, który Wam się bardziej podoba?

poniedziałek, 2 września 2013

Małe ROZDANIE!

Cześć dziewczyny!
Wrzesień postanowiłam rozpocząć małym rozdaniem kosmetyków :)
Rozdanie trwa od dzisiaj do 15 września! 
Rozdanie wyłącznie dla blogerów - jedyny warunkiem uczestnictwa jest publiczne obserwowanie mojego bloga i napisanie komentarza ze swoim mailem i nickiem:)
A co do wygrania?
-Lirene Youngy20 krem BB
-Mary Kay satin lips maska do ust
-Kiko Pearly Powder rozświetlający puder/bronzer do twarzy nr.100
-JOKO róż prasowany J2
-Vipera zielony korektor w sztyfcie
-Paese cień do powiek kolor 660
-Oriflame Lakier do paznokci z serii Floral
-L'ambre próbka kremu oliwkowego
-bransoletka hand made od Pharmaceris
Wszystkie te kosmetyki były użyte 2-3 razy do swatchy, użycie prawie nie widoczne :)

Wysyłam tylko na terenie Polski:)